Stary fiat lepszy niż akcje

opublikowano: 12-05-2016, 22:00

Zabytkowe samochody miewają różne osiągi, ale żeby załapać się na cenowy rajd, trzeba uważać już na starcie

Znalezienie wartego miliony dolarów zabytkowego ferrari na jednej ze światowych aukcji prawdopodobnie nie zajęłoby wiele czasu, ale w maju wiekowe samochody — częściej niż zwykle — pojawią się na rynku polskim. Dwudniowe targi zabytkowych pojazdów Oldtimer ruszą w stolicy 14 maja, natomiast na 21 maja zaplanowana jest licytacja w domu aukcyjnym Ardor Auctions, na której wystawione zostaną i czerwone porsche, i klasyczne jaguary, ale z cenami startowymi wyraźnie dalekimi od miliona dolarów. Pytanie, które nasuwa się więc od razu, dotyczy tego, czy znacznie niższy próg wejścia nie psuje czasem inwestycyjnego potencjału — jak się okazuje, niekoniecznie, ale trzeba zauważyć różnicę między znanym z amerykańskich filmów, masowo produkowanym marzeniem, a limitowaną serią modelu tak niszowego, że rozpoznaje go rzeczywiście niewielu.

Rynek samochodów Dodge Viper 2 lata 
temu był w stagnacji, ale ceny powoli zaczynają rosnąć. Cena wywoławcza 
vipera z 1993 r. wynosi 170 tys. zł. [FOT. ARC]
Wyświetl galerię [1/2]

WYCHODZI Z ZAKRĘTU:

Rynek samochodów Dodge Viper 2 lata temu był w stagnacji, ale ceny powoli zaczynają rosnąć. Cena wywoławcza vipera z 1993 r. wynosi 170 tys. zł. [FOT. ARC] ARC

Porsche dla Polaka

Chociaż na polskim rynku aukcje kolekcjonerskich samochodów nie należą jeszcze do wydarzeń, które zdążyłyby spowszednieć, oferentom i tak udaje się zaobserwować jakieś względnie klarowne tendencje. Na przypuszczenie, że wartość sentymentalna starych syrenek zawsze będzie przemawiała do pasjonatów, można sobie pozwolić, nie będąc znawcą, ale w kręgu inwestorów szukających zabezpieczenia kapitału większym zainteresowaniem cieszy się jednak osławione porsche. Jak podają organizatorzy aukcji, zamiłowaniem do tej marki polscy klienci wpisują się nawet w zagraniczny trend, a w przypadku modelu tak znanego jak 911 można mówić o mierzalnym wzroście wartości — jeszcze kilka lat temu egzemplarz z 1983 r. dostępny był za 60-80 tys. zł, w zależności od stanu zachowania, a teraz jego cena przekroczyłaby z pewnością 150 tys. zł.

— Kupowanie takich samochodów wyraźnie wychodzi poza kręgi pasjonackie, m.in. dlatego, że coraz więcej inwestorów zaczęła zauważać, że ich wartość może wzrosnąć. Wielokrotnie się zdarza, że klient, który nie był wcześniej specjalnie zainteresowany motoryzacją, kupił kilkunastoletnie porsche, które teraz byłoby 30-40 proc. droższe niż jeszcze kilka lat temu. W Polsce zainteresowanych tematem przybywa również dlatego, że pierwszy taki samochód można kupić już poniżej 100 tys. zł, mając przy tym świadomość, że już w tym roku jest droższy niż w poprzednim — komentuje Michał Wróbel z Ardor Auctions. Zestawiając jednak niski próg wejścia i największą rozpoznawalność — a więc zazwyczaj też podaż — z inwestycyjnym potencjałem, coś musi się nie zgadzać.

Pamiątka z demoludu

Nastawiając się na zakup w charakterze inwestycyjnym, ale niekoniecznie przy najwyższym zaangażowaniu kapitału, trzeba rozejrzeć się za czymś we wskazanym przedziale 70-100 tys. zł, co rzeczywiście będzie miało szansę zdrożeć. Jak wskazują eksperci, pula samochodów z takimi cenami jest spora, ale potencjał inwestycyjny mają zazwyczaj modele mniej znane lub całkowicie nieznane osobom rozpoczynającym kolekcjonowanie.

— Niektórym z tych aut zdarzało się podwoić wartość nawet w dwa lata, dobrym przykładem jest Citroen SM z lat 70. Większość nie wie, jak wygląda, bo szacuje się, że jeżdżących egzemplarzy jest około 700, ale jeszcze pod koniec 2014 r. można go było kupić za 9-14 tys. EUR (40-62 tys. zł), a dzisiaj byłby to wydatek nie mniejszy niż 26 tys. EUR (115 tys. zł) — dodaje Michał Wróbel, podkreślając, że poza awangardowym wyglądem auta kolekcjonerów przekonuje też chociażby silnik od Maserati.

Idąc tym tropem, można przypusz- czać, że skoro mniej popularne citroeny konkurują stopami zwrotu z najlepszymi spółkami z giełdy, na podobny zarobek można liczyć, kolekcjonując też maluchy. Taką strategię eksperci jednak odradzają, bo — chociaż 4 lata temu na takiego fiata wystarczyły 4 tys. zł, a teraz na dobrze zachowany egzemplarz potrzebnych byłoby 10 tys. zł — w dłuższym terminie, jego cena prawdopodobnie zatrzyma się na 30-35 tys. zł, bo produkcja była bardzo duża, a także dlatego, że za granicą traktowane są teraz jako motoryzacyjna ciekawostka zza żelaznej kurtyny. Zamiast modelu 126 na aukcję wystawiony będzie natomiast fiat 500 — z ceną wywoławczą 45 tys. zł i estymacją do 100 tys. zł. Chociaż obie stawki wydają się na lokalnym rynku dość wysokie, kolekcjonerska „pięćsetka” i tak nie powinna rodzimego malucha przesadnie deprymować, bo powstała przecież w czasie powojennej odbudowy Włoch jako samochód tani i prosty, a przy tym niemierzący nawet trzech metrów.

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy