Stocznia Ustka czeka na decyzje
Witold Nykiel, prezes Stoczni Ustka, oczekuje w najbliższym czasie od zarządu Stoczni Szczecin, która jest jej właścicielem, decyzji w sprawie przyszłości przedsiębiorstwa. Od tego uzależnia powodzenie programu restrukturyzacyjnego.
— Czasu mamy bardzo mało. Jeśli nie będzie decyzji i pieniędzy, nie będzie prądu i przestaniemy działać — ujawnił wczoraj.
Witold Nykiel, który kieruje zakładem w imieniu Centromoru —spółki zarządzającej akcjami Stoczni Szczecińskiej — zapowiada, że w obecnej formie nie da się utrzymać zadłużonej na 40 mln zł firmy. W dwóch powstających na bazie zakładu spółkach zatrudnienie ma znaleźć około 250 osób.
— Nie ma natomiast możliwości utrzymania działu laminatów i rozbudowanej administracji. To oznacza, że około 200 osób może zostać bez pracy — tłumaczy prezes.
O likwidacji działu laminatów przesądziła mała opłacalność produkcji, zwłaszcza w obliczu wyrosłej obok niemieckiej konkurencji, którą stworzyli byli pracownicy stoczni, porozumiewając się z niemieckim odbiorcą. Teraz budują obiekt produkcyjny, który będzie lepiej przystosowany do produkcji i tańszy w utrzymaniu.
Wczoraj w stoczni związkowcy przeprowadzili jednogodzinny strajk ostrzegawczy. Dzisiaj mają zaostrzyć akcję strajkową. Domagają się wypłaty zaległych pensji i wycofania z zapowiedzi zwolnienia 200 pracowników stoczni.