Stocznie mają szansę

Cezary Pytlos
opublikowano: 01-06-1999, 00:00

Stocznie mają szansę

Krajowi producenci statków podejmą próbę skorzystania ze światowej recesji

CZAS ZMIAN: Dekoniunkturę w branży zamierzają aktywnie wykorzystać krajowe stocznie. Janusz Szlanta, prezes Stoczni Gdynia, zapowiada ekspansję inwestycyjną na rynkach zagranicznych. fot. GK

W ciągu kilku najbliższych lat zamykanie stoczni przez dotychczasowych potentatów może doprowadzić do zmiany układu sił na tym rynku. Polskie stocznie mają duże szanse, by wysunąć się na czoło światowej stawki.

Do zmiany układu sił w światowym przemyśle stoczniowym może dojść nawet podczas dekoniunktury, której nadejście ogłosili analitycy w związku z ostatnim znacznym spadkiem cen statków. W kwietniu dwa znaczące koncerny stoczniowe, koreański Daewoo i norweski Kvaerner, ogłosiły bowiem, że zrezygnują z działalności stoczniowej z powodu jej nieopłacalności.

Krach systemu dotacji

Światowy przemysł stoczniowy skoncentrowany jest w dziesięciu krajach, z których pochodzi ponad 95 proc. produkcji. Jego charakterystyczną cechą jest bardzo duża ingerencja rządów w działalność firm. Jaskrawym przykładem takich praktyk są kraje Unii Europejskiej, gdzie na porządku dziennym są subwencje operacyjne (obecnie na poziomie 9 proc.) oraz wspieranie programów restrukturyzacji i modernizacji poszczególnych stoczni. Decyzje Daewoo i Kvaernera świadczą, że dla wielkich koncernów to już za mało, by wiązać z tą branżą plany na przyszłość.

Awans do ekstraklasy

Obecnie możliwych jest kilka scenariuszy, a jednym z nich jest zwiększenie aktywności na rynku budowy statków stoczni z innych obszarów, takich jak np. Polska.

Stoczniowców ze Szczecina niepokoi, co prawda, spadek cen na budowę statków, do którego doszło w kilku ostatnich miesiącach (średnio o 15-20 proc.), ale ich portfel zamówień jest kompletny co najmniej na dwa lata. Obecnie szczecińska stocznia ma zlecenia na budowę 31 statków o wartości około 1 mld USD, a w tym roku przekaże 18 jednostek. Będą to statki specjalistyczne i skomplikowane technicznie (np. zbiornikowce i statki ro-ro).

— Obecny okres w światowym przemyśle stoczniowym powinniśmy wykorzystać, by dobrze sprzedać nasz potencjał, wypromować uczciwe warunki konkurencji oraz rozpocząć ekspansję na rynkach zagranicznych — twierdzi Janusz Szlanta, prezes Stoczni Gdynia.

Wiadomo, że gdyńska stocznia zainteresowana jest przejęciem kilku z 13 stoczni Kvaernera. Prawdopodobnie chodzi o zakłady położone w Niemczech, Norwegii lub Finlandii. Kvaerner nie przedstawił na razie konkretnych propozycji, ale wiadomo, że swoje zakłady wystawi na sprzedaż i że właśnie gdyńska stocznia jest dla nich najpoważniejszym potencjalnym kupcem.

Najważniejszy biznesplan

W Gdyni spodziewają się pierwszych konkretnych propozycji Kvaernera w połowie czerwca. Najważniejszym kryterium branym pod uwagę przy wyborze inwestora dla Kvaernera będzie sensowny plan zagospodarowania zamykanych stoczni. W Szczecinie nie chcą się wypowiadać na temat planów gdyńskiego konkurenta. Stocznia Szczecińska raczej nie planuje międzynarodowej ekspansji, na razie poprzestając na budowie holdingu, w którym budowa statków przynosiłaby tylko część przychodów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Cezary Pytlos

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Stocznie mają szansę