Zamknąć granicy przed stoczniowcami się nie da. Związki chcą więc wrzucić exodus w instytucjonalne ramy.
By wilk był syty i owca cała.
Ucieczka pracowników z polskich stoczni stała się już prawdziwą plagą. Co roku wyjeżdżają tysiące ludzi. Kuszą ich wysokie zarobki i lepsze warunki pracy. To kłopot dla polskich stoczni, które próbują się wykaraskać z finansowych kłopotów. Co z tego, że mają nawet pełne portfele zamówień, skoro brakuje im rąk do ich wykonania.
W norweskim związku
Stoczniowcy postanowili więc uporządkować zasady exodusu.
— Pracownicy sektora budowlanego, wyjeżdżając do Norwegii, zgłaszają się do norweskich związków zawodowych, dzięki czemu mogą pracować na takich samych zasadach jak Norwegowie. W sektorze stoczniowym tak nie jest. Spotkaliśmy się więc ze związkowcami norweskimi i podejmiemy działania, by uregulować zasady wyjazdu polskich pracowników — mówi Dariusz Adamski, szef Solidarności w Stoczni Gdynia.
Proponuje, by to polskie stocznie wypożyczały norweskim firmom pracowników. Polscy stoczniowcy należeliby też do norweskich związków, dzięki czemu zarabialiby więcej niż obecnie.
— Przez kwartał mogliby zarobić tyle, ile zarabiają obecnie w Norwegii przez pół roku. Po trzech miesiącach wracaliby jedni, a wyjeżdżali kolejni — dodaje Dariusz Adamski.
Polska stocznia mogłaby kontrolować odpływ pracowników i łatwiej byłoby jej planować cykl produkcyjny.
Jesienne konsultacje
Propozycja ma być przedstawio-na we wrześniu podczas posiedzenia zespołu trójstronnego, skupiającego stronę rządową i pracodawców.
— Od dawna proponuję wprowadzenie takiego rozwiązania. Pośrednicy pomagający stoczniowcom w wyjazdach do pracy za granicą mnożą się jak grzyby po deszczu. Najwyższy czas, by to uporządkować — uważa Andrzej Stachura, prezes Stoczni Szczecińskiej Nowej.
— Obecnie specjalista w polskiej stoczni zarabia 3-4 tys. zł brutto miesięcznie, a w Norwegii 9-12 tys. zł. Spora część wynagrodzenia pozostaje u pośredników. Wypożyczanie pracowników jest dobrym rozwiązaniem. Może pozwolić stoczniowcom zarobić więcej, a jednocześnie da stoczni możliwość kontroli odpływu pracowników — uważa Roman Pniewski, reprezentujący szczecińskich związkowców.
Czy na takie rozwiązanie zgodzą się norwescy pracodawcy? Być może przekonają ich norwescy związkowcy.