Benoit de la Breteche, prezes Stomilu Olsztyn, ostrzega, że konflikt akcjonariuszy negatywnie odbije się na wynikach spółki. Nie wyklucza też zwolnień pracowników.
Benoit de la Breteche, prezes Stomilu Olsztyn, twierdzi, że znalazł się między młotem a kowadłem. Z jednej strony reprezentuje interesy Michelina, większościowego akcjonariusza, z drugiej zaś — jest szefem polskiej spółki. Jak zapewnia, jest przede wszystkim prezesem Stomilu i nie ukrywa, że decyzja Michelina o wstrzymaniu inwestycji i wyhamowaniu eksportu będzie mieć negatywne przełożenie na wyniki giełdowej spółki.
Wszystko rozbija się o kłótnie w akcjonariacie spółki. Opozycja wobec Michelina zarzuca koncernowi m.in. transfer zysków. Kolejne pozwy trafią do sądu. Akcjonariusze mniejszościowi zażądali nawet od Michelina i części zarządu Stomilu odszkodowania za działania na szkodę oponiarskiej firmy. Francuzi konsekwentnie odpierają wszystkie zarzuty.
— Zapewniam, że Michelin nie okrada Stomilu, a wszystkie jego działania w Polsce są zgodne z prawem. Zapowiedź wstrzymania pomocy dla nas nie oznacza, że eksport za pośrednictwem Michelina zostanie wstrzymany. Oznaczałoby to upadłość Stomilu. Po prostu zabraknie polityki rozwojowej i dodatkowego wsparcia. Obecnie na eksport trafia do 70 proc. produkcji, z czego 99 proc. za pośrednictwem Michelina. Nie może więc zatem dziwić, że jest on inaczej traktowany niż inni odbiorcy opon — wyjaśnia Benoit de la Breteche.
Odpiera on więc zarzuty, że Michelin jest traktowany lepiej niż inni partnerzy handlowi.
— To główny i prawie jedyny odbiorca. Nie może przecież być traktowany jak firma, która kupuje u nas kilkanaście opon — mówi prezes Stomilu.
Benoit de la Breteche nie ukrywa, że brak wsparcia przełoży się na wyniki towarzystwa.
— Nie jest to perspektywa najbliższych miesięcy, ale lat. Do tej pory nie było zwolnień załogi, teraz nie wiem, jak może to wyglądać w przyszłości. Obecnie 80 proc. czasu poświęcam na konflikt wywołany przez mniejszościowych akcjonariuszy. Dlatego Michelin chce zakończyć spory. Sposobem na to ma być niezależne badanie przeprowadzone przez audytora, powołanego przez wszystkich akcjonariuszy. Tylko wtedy będziemy mogli wykazać, że w Stomilu nie dzieje się nic złego. Może to wprawdzie zająć nawet kilka miesięcy, ale do jego zakończenia nie będzie wsparcia ze strony Francuzów, również w inwestycjach — zapowiada Benoit de la Breteche.
Obecne inwestycje — według zapewnień prezesa — sięgają około 100 mln zł rocznie. Jednak pieniądze na rozwój od wielu lat wykłada Stomil, a nie Michelin. Dlatego mniejszościowi akcjonariusze twierdzą, że zapowiedzi inwestora branżowego to tylko „straszenie innych akcjonariuszy”.
— Gdyby — jak twierdzą mniejszościowi akcjonariusze — Michelin chciał tylko wykorzystywać Stomil, to na dywidendę przeznaczałby 100 proc. zysku, a nie 20 proc. Teraz nie wiem, czy wypłacimy dywidendę za 2001 r. Być może będą nam potrzebne pieniądze na bieżącą działalność — wylicza prezes Stomilu.
Prezes nie zaprzecza, że Michelin przez międzynarodowe koneksje próbował naciskać na skłóconych z nim inwestorów finansowych. To tłumaczyłoby wycofanie z konfliktu funduszy DWS, ABN Amro, a może nawet BRE Banku.
— Rozmowy na temat Stomilu odbyły się również poza granicami Polski, z inwestorami strategicznymi poszczególnych instytucji finansowych, będących z nami w sporze — mówi prezes Stomilu Olsztyn.