W ciągu roku bank centralny podwyższy stopy co najmniej o 75 punktów bazowych – taki wniosek można wysnuć z wycen FRA (z ang. Forward Rate Agreement), czyli kontraktów na przyszłą stopę procentową. Inwestorzy zakładają się, że trzymiesięczna stopa rynkowa za dziewięć miesięcy będzie wynosić 4,60 proc., podczas gdy obecnie WIBOR 3M to 3,84 proc. Przy założeniu, że WIBOR zmienia się w rytm decyzji Rady Polityki Pieniędznej (RPP), może to oznaczać co najmniej trzy podwyżki stóp NBP po 25 punktów bazowych.
Rynek jest zatem przekonany, że rada wystraszy się skokowego wzrostu cen paliw, dostrzeże ich przenoszenie się na inflację bazową i zignoruje ryzyko efektów pośrednich zaostrzania polityki pieniężnej, takich jak wzrost rentowności obligacji czy wyższe koszty kredytu.
Podwyżka stóp? Tak, jeśli wysoka inflacja zostanie na dłużej
Wiara w podwyżki stóp jest z pewnością silniejsza w przypadku inwestorów niż bankowych ekonomistów, dla których podstawowym scenariuszem pozostaje stabilizacja. Zresztą po wrześniowych wypowiedziach Adama Glapińskiego, prezesa NBP, wydawało się, że to ekonomiści mają rację. W ostatnich dniach z RPP słychać jednak jastrzębie głosy wskazujące, że wraz ze wzrostem inflacji prawdopodobieństwo reakcji rady również będzie rosło.
Ludwik Kotecki, członek RPP, w wywiadzie dla Money.pl przypomniał, że skutki jej decyzji mogą być widoczne dopiero po czterech–sześciu kwartałach, zatem nie należy zbyt długo czekać z ewentualną podwyżką. Jego zdaniem kluczowe może być listopadowe posiedzenie, bo wtedy rada będzie miała do dyspozycji nową projekcję inflacji i PKB.
„Jeśli moje przewidywania się potwierdzą i zobaczymy tam trwale podwyższoną inflację CPI powyżej poziomu 4 proc., to uważam, że Rada Polityki Pieniężnej będzie musiała poważnie zastanowić się nad tempem i skalą podwyżek stóp procentowych, być może począwszy już od listopada” - cytuje portal członka RPP.
O możliwych podwyżkach mówił też inny członek rady - Wiesław Janczyk. W rozmowie z agencją Bloomberg stwierdził, że stopy trzeba będzie podnieść, jeśli inflacja utrzyma się powyżej stopy referencyjnej NBP przez co najmniej trzy miesiące. Stopa referencyjna wynosi 3,75 proc., a inflacja w sierpniu sięgała już 3,5 proc. i niemal w ciemno można założyć, że we wrześniu będzie wyższa z powodu cen benzyny i oleju napędowego.
Na możliwy wzrost stóp wskazuje również Henryk Wnorowski, również członek RPP, który w rozmowie z agencją Reuters powiedział, że mogłoby do niego dojść, „gdyby odczyty inflacji trwale utrzymywały się powyżej górnej granicy przedziału odchyleń od celu”. Dodatkowym argumentem za zaostrzaniem polityki pieniężnej jest także, jego zdaniem, luźna polityka fiskalna, czego kwintesencją jest projekt budżetu na przyszły rok.
Jakie będzie oprocentowanie kredytu? Listopadowe posiedzenie RPP kluczowe
Piotr Bielski, ekonomista Erste Banku, mówi, że z ostatnich wypowiedzi członków RPP i wcześniej wygłaszanych opinii prezesa NBP można wywnioskować, że rada z pewnością nie zmieni stóp na październikowym posiedzeniu. Ale decyzja w listopadzie to jednak sprawa otwarta.
– Do tego czasu zostało jeszcze kilka tygodni. A wiemy, że w kontekście wydarzeń na Bliskim Wschodzie wystarczy tydzień, aby sytuacja odwróciła się w jedną lub drugą stronę. Rynki światowe stale się wahają pod wpływem nowych okoliczności. Jeszcze niedawno powszechne było przekonanie, że trzeba zapomnieć o szybkim zakończeniu wojny, a w ostatnich dwóch dniach nadzieje na pokój znowu zaczęły rosnąć – zwraca uwagę Piotr Bielski.
Jego prognoza to stabilizacja stóp do końca przyszłego roku, choć ekonomista Erste Banku dostrzega coraz większe ryzyko podwyżki.
– Wcale nie jestem jednak przekonany, czy wynosi ono już więcej niż 50 proc. Jeżeli do listopada sytuacja na Bliskim Wschodzie nie uspokoi się istotnie i ceny surowców nie zaczną spadać, przejdziemy do momentu, w którym prawdopodobnie wszyscy uwierzą w nadchodzące podwyżki – podkreśla Piotr Bielski.
Stabilizację w polityce pieniężnej obstawia też Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego. Według niej podwyżka jest możliwa, ale w wariancie pesymistycznym, zakładającym eskalację konfliktu na Bliskim Wschodzie i wynikający z niej wzrost inflacji do ponad 4 proc.
– Gdyby wojna eskalowała, a cena ropy przekroczyła 120 dolarów za baryłkę, prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych zaczęłoby szybko rosnąć. Nie wykluczałabym wówczas takiego kroku w listopadzie przy okazji nowej projekcji. Gdyby wykazała ona, że inflacja rośnie i utrzymuje się na podwyższonym poziomie, reakcja byłaby prawdopodobna – ocenia Monika Kurtek.
EBC i Fed już podnoszą stopy. NBP nie musi iść w ich ślady
W tej układance ważny jest jeszcze jeden element: stanowcza odpowiedź największych banków centralnych, czyli podwyżki zaordynowane już przez Europejski Bank Centralny (który w tym cyklu podniósł stopy dwa razy) oraz zaostrzenie kursu przez amerykański Fed. Z wypowiedzi Kevina Warsha, nowego szefa Fedu, rynek wywnioskował, że Rezerwa Federalna dokona kolejnego zacieśnienia polityki pieniężnej. Oznaczałoby to, że przy bierności polskiej RPP stopa banku centralnego w USA byłaby wyższa niż w Polsce. Obecnie obowiązujący przedział dla stopy funduszy federalnych to 3,75-4 proc.
Piotr Bielski zwraca uwagę, że Adam Glapiński po wrześniowym posiedzeniu zaakcentował ten międzynarodowy kontekst i zasugerował, że dla decyzji rady działania innych banków będą istotne.
– Poza tym RPP dużą wagę przywiązuje do bieżących odczytów inflacji – progiem bólu jest poziom około 4 proc. A w żadnym ze scenariuszy raczej go nie unikniemy. Pytanie, czy dojdziemy do 4 proc. i dalej inflacja rosnąć już nie będzie – co skłaniałoby RPP do utrzymania stóp bez zmian – czy raczej przekroczymy ten pułap. Na to pytanie odpowiedzieć może listopadowa projekcja – mówi Piotr Bielski.
Monika Kurtek podkreśla, że zarówno Fed, jak i EBC są w innej sytuacji niż NBP: w USA i strefie euro inflacja jest daleko od celu już od dłuższego czasu. W Polsce jeszcze do niedawna mieściła się ona idealnie w celu inflacyjnym NBP, a teraz znajduje się przy górnej granicy dopuszczalnego odchylenia.
– Różnica w wysokości stóp procentowych może być problemem, o ile rzeczywiście kapitał miałby odpływać z polskiej gospodarki. Pytanie, na ile jej silne fundamenty są w stanie zatrzymać inwestorów. Po tym, jak rynek nie przejął się obniżeniem ratingu przez Moody’s, widać, że chyba są w stanie – podsumowuje ekonomistka.
