Stowarzyszenie kontra drogowa dyrekcja

Katarzyna Kapczyńska
opublikowano: 22-02-2011, 00:00

Tak dla budowy trasy między Toruniem a Łodzią, nie dla niszczenia lokalnej infrastruktury — mówią samorządowcy.

Tak dla budowy trasy między Toruniem a Łodzią, nie dla niszczenia lokalnej infrastruktury — mówią samorządowcy.

Autostrada pomiędzy Gdańskiem i Toruniem będzie gotowa jeszcze w tym roku. Koniec budowy nie oznacza jednak wcale końca Stowarzyszenia A1, zrzeszającego gminy leżące wzdłuż trasy, które powstało, by zabiegać o inwestycję. Wręcz przeciwnie — stowarzyszenie poszerzy swoją działalność i… rzuci rękawicę drogowej dyrekcji.

— Budowany jest odcinek autostrady od Torunia do podłódzkiego Strykowa. Mamy sygnały od samorządów z gmin położonych w pobliżu tej trasy, że chcą przyłączyć się do stowarzyszenia i wspólnie zabiegać, by budowa autostrady nie kłóciła się z interesami lokalnych społeczności — mówi Andrzej Stanuch, prezes Stowarzyszenia A1 i burmistrz Pelplina.

Samorządowcy chcą, by Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) zagwarantowała, że wykonawcy podczas budowy nie zniszczą lokalnej infrastruktury, a jeśli już do tego dojdzie, naprawią zniszczenia. Ewentualnie do pokrycia strat ma się zobowiązać dyrekcja. Chodzi głównie o samorządowe drogi, ujęcia wody czy kanalizację.

Stołeczny sąd cofnął niedawno pozwolenie na budowę części trasy, bo mieszkańcy Aleksandrowa Kujawskiego mieli obawy o zniszczenie lokalnego ujęcia wody. O infrastrukturę dbać zamierzają też mieszkańcy Brześcia Kujawskiego.

— Jeśli dyrekcja nie podejmie partnerskich rozmów, mogą zablokować drogę krajową nr 91 w pobliżu Włocławka — przestrzega szef Stowarzyszenia A1.

GDDKiA uspokaja.

— Jeśli dojdzie do uszkodzeń, są one naprawiane na koszt wykonawcy, tak aby doprowadzić je do stanu często lepszego niż przed budową. Nie ma więc obawy, że drogi dojazdowe do budownych odcinków autostrad zostaną zrujnowane — uważa Artur Mrugasiewicz z GDDKiA.

Samorządowcy skupieni w stowarzyszeniu potrafią być skuteczni. Przekonała się o tym firma Gdańsk Transport Company, koncesjonariusz odcinka Gdańsk–Toruń. Reprezentujący firmę Aleksander Kozłowski przypomina, że stowarzyszenie apelowało o budowę autostrady, a kiedy ruszyła, dbało, by nie odbywała się kosztem infrastruktury samorządowej.

— W konsekwencji samorządowcy nawet zyskali, bo przecież — jeśli zbudowaliśmy drogi serwisowe do transportu materiałów — to po zakończeniu budowy ich nie rozebraliśmy. Zostały i lokalni mieszkańcy z nich korzystają — mówi Aleksander Kozłowski.

Przykład A1 nie jest jedynym dotyczącym walki o zachowanie, a może i poprawę stanu lokalnej infrastruktury przy budowie szybkich tras krajowych. Dyrekcja podobny przypadek miała na Podkarpaciu, gdzie samorządowcy nie chcieli wpuścić na budowę Budimeksu, jeśli — wraz z GDDKiA — nie zagwarantuje, że nie zniszczy lokalnych dróg, a jeśli już — to je wyremontuje.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu