POLEMIKA
Polskie Stowarzyszenie Producentów i Eksporterów Owoców i Warzyw istnieje dwa lata, o czym wiedzą wszystkie instytucje związane z rolnictwem, w tym Ministerstwo Rolnictwa. Gdyby istniał cień podejrzenia, że nasza działalność jest nielegalna, urzędnicy państwowi mieliby obowiązek poinformować organy ścigania o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. A zatem na jakiej podstawie ktoś może twierdzić, że jesteśmy "ekspozyturą"? I czyją?
Pobieramy oficjalną opłatę 300 EUR, służącą realizacji celów statutowych stowarzyszenia. I tak: wyszkoliliśmy dziesięciu pracowników do badań próbek towaru, przeprowadzamy badania żywności, na nasze zlecenie naukowcy sporządzają dostosowane do rynku wschodniego programy ochrony owoców i warzyw, które nieodpłatnie kolportujemy wśród producentów. W związku z tym nazywanie kwoty 300 EUR "haraczem" jest kpiną.
Stosunki z Rosją w zakresie sprzedaży płodów rolnych są napięte, ponieważ polskie firmy działają niezgodnie z przepisami. To dlatego laboratoria tracą rosyjską akredytację i tworzone są tzw. czarne listy firm. Jeśli się je sprawdzi, to okaże się, że prym wiodą firmy członków zarządu stowarzyszenia Unia Owocowa. Nie dziwmy się zatem, że są oni przekonani, iż Rosjanie cofną naszym laboratoriom akredytację. Przecież jako sprawcy doskonale wiedzą, ilu i jakich naruszeń są autorami.
Działamy na takich samych zasadach i zgodnie z uprawnieniami pochodzącymi od Rosjan, jak stowarzyszenia w innych krajach Unii Europejskiej, i tej starej, i nowej. Czyli jak to jest — tam taka działalność jest zgodna z prawem i prawidłowa, a u nas zła i szkodliwa?
Dariusz Muszyński
prezes Polskiego Stowarzyszenia Producentów i Eksporterów Owoców i Warzyw