Strabag jest jednym z największych beneficjentów programu budowy dróg z perspektywy 2014-23.

— Podpisaliśmy już 18 umów z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA), co stanowi 12-13 proc. wartości wszystkich rozstrzygniętych dotychczas zamówień — mówi Alfred Watzl, członek zarządu Strabaga.
Spółka wchodzi także na rynek kolejowy, na którym w tej perspektywie zamierza zdobyć kilka dużych zleceń. Dzięki pozyskiwanym kontraktom obroty mają wynieść 4-4,5 mld zł rocznie. Sporo, ale znacznie mniej niż w poprzedniej perspektywie.
— W 2011 r. przychody naszej grupy wyniosły 7,8 mld zł, podczas gdy zazwyczaj były na poziomie około 5 mld zł rocznie. Wciąż jednak mamy w pamięci ostatnie dwa lata, kiedy wystąpiła luka w realizacji kontraktów budowlanych. W konsekwencji w ubiegłym roku sprzedaż spadła do 3,5 mld zł. Na realizacji umów z poprzedniej perspektywy zanotowaliśmy także kilkaset milionów złotych strat. Dzisiaj mamy inne cele i priorytety. Nie będziemy walczyć za wszelką cenę o obrót, chcemywypracować taki model realizacji kontraktów, który pozwoli nam w przyszłości uniknąć roszczeń i sporów z zamawiającymi w sądach. Chcemy też być liderem pod względem rentowności i najlepszym pracodawcą w branży budowlanej. To jest dla nas teraz najważniejsze — twierdzi Alfred Watzl.
Wśród oferentów startujących w konkursach ogłaszanych przez GDDKiA Strabag ostatnio coraz częściej plasuje się na 4.-5. miejscu. Czyżby zrezygnował z walki o kolejne zamówienia?
— Konkurenci obniżyli ceny, bo walczą o wejście na rynek, zdobywając jeden, dwa, może trzy kontrakty. Nie chcemy zejść do poziomu cenowego, jaki wielu z nich proponuje — mówi członek zarządu Strabaga.
Strabag może poczekać.
— W latach 2017-18 nastąpi kumulacja robót budowlanych, a wraz z nią wzrosną ceny materiałów, co negatywnie wpłynie na rentowność wielu wygrywanych obecnie kontraktów. Po 2022-23 r. natomiast, kiedy skończą się pieniądze z bieżącej perspektywy unijnej, firmy, które zdobyły teraz zaledwie kilka zleceń, spróbują powalczyć o kolejne i znów obniżą ceny. Zamówień będzie jednak niewiele, więc albo zbankrutują, albo z Polski odejdą, a Strabag zostanie na pewno — mówi Alfred Watzl.