Strajk w LOT 1 maja

aktualizacja: 27-04-2018, 13:30

Referendum było legalne, jego wyniki są wiążące i w Święto Pracy pracownicy przyjdą do pracy… strajkować, zapowiadają związkowcy.

Ponad 900 zatrudnionych na etat pracowników LOT wzięło udział w referendum strajkowym, wśród nich ponad 90 proc. z działów operacyjnych, czyli pilotów lub załóg pokładowych. 90 proc. uczestników referendum opowiedziało się za strajkiem.

- Zarząd LOT otrzymał jednogłośną uchwałę wszystkich zarządów związków zawodowych o stwierdzeniu ważności referendum strajkowego. 1 maja przyjdziemy do siedziby LOT, ale nie będziemy pracować – mówi Monika Żelazik, przewodnicząca Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego (ZZPPiL), która jest stewardessą.

Aby referendum było wiążące, musiało w nim wziąć udział co najmniej 50 proc. z 1600 zatrudnionych na etat pracowników LOT. W spółkach LOT, LOT Crew i LOT Team pracuje dziś prawie 2,8 tys. osób.

- Pod pismem wspierającą akcję strajkową podpisało się dodatkowo 140 osób zatrudnionych na kontraktach. Mam nadzieję, że i ci pracownicy będą się zrzeszać, liczę, że poprą strajk – mówi Monika Żelazik.

Związkowcy żądają powrotu do systemu wynagrodzeń z 2010 r. Są również przeciwni zatrudnianiu pilotów i personelu pokładowego na kontrakty. Uważają, że ze względu na bezpieczeństwo pasażerów tych stanowisk nie powinny zajmować osoby, które zarabiają tylko, gdy pracują, bez względu na stan zdrowia.

W czwartek zarząd LOT podważył legalność referendum i samego strajku. Ostrzegł, że zgłosił sprawę do sądu pracy, a wobec osób i organizacji, które rozpoczną strajk, wyciągnie konsekwencje. Prezes Rafał Milczarski sądzi, że strajk ma „przykryć” zbliżające się decyzje sądu okręgowego, niekorzystne dla pracowników, którzy wytoczyli spółce sprawy w związku z brakiem regulaminu wynagrodzeń. Choć wygrali w drugiej instancji, to Sąd Najwyższy wydał orzeczenie korzystne dla LOT.

- Gdy rozpoczęliśmy referendum, prezes Milczarski powiedział, że ogłosiło je kilku związkowców, nikt w nim nie weźmie udziału, bo pracownicy chcą pracować. Okazuje się, że było ich prawie 900. Mówił, że referendum było nielegalne, bo już wcześniej jedno się odbyło. Rzeczywiście, chcieliśmy wcześniej przeprowadzić referendum, ale nie otrzymaliśmy od pracodawcy imiennej listy pracowników. Musieliśmy upewnić się, że możemy działać na podstawie numerów ewidencyjnych, stąd opóźnienie. Prezes mówił, że urna nielegalnie była przestawiana podczas referendum. Nie czytał regulaminu, ale też nie złożył skargi do komisji referendalnej. Mówił, że strajk jest nieważny, bo pod dokumentem o nim informującym podpisały się dwa z sześciu związków. Zarząd otrzymał dokument z podpisami wszystkich organizacji. Jutro pewnie się dowiemy, że referendum było nielegalne, bo pracownicy oddali głosy na kartkach koloru białego, a nie zielonego – podsumowuje Piotr Gołąbek, wiceprzewodniczący ZZPPiL.

Związkowcy liczą, że w negocjacje z zarządem włączy się przedstawiciel rządu.

- Kilkukrotnie komunikowaliśmy się z kancelarią premiera, ale nie mamy pewności, że wie o sytuacji w LOT. Przez ostatnie dwa lata negocjacji, ilekroć dochodziliśmy z zarządem do porozumienia, pojawiał się jakiś powód, by je zawiesić. Mam nadzieję, że wreszcie nastąpi opamiętanie, ktoś, komu zależy na firmie, zacznie rozmowy i wreszcie skończymy to szaleństwo. Tyle lat pracuję w tej firmie, znałem tylu prezesów, ale nigdy nie byłem w tak trudnej sytuacji – mówi Adam Rzeszot, przewodniczący Związku Zawodowego Pilotów Komunikacyjnych i kapitan.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Strajk w LOT 1 maja