Polskie Sieci Elektroenergetyczne mogą zamknąć 2001 r. stratą sięgającą 500 mln zł. Stanie się tak, jeśli nowy zarząd spółki zdecyduje o utworzeniu rezerw na przeterminowane należności. Następnym krokiem będzie zapewne ich rozwiązanie, PSE myślą bowiem o przejęciu za długi BZE. A to zapewni nowemu zarządowi dobre wyniki za 2002 r.
Wszystko wskazuje na to, że wyniki Polskich Sieci Elektroenergetycznych za 2001 rok będą obciążone rozliczeniami z Będzińskim Zakładem Elektroenergetycznym.
Nie wiadomo dokładnie, ile wynosi zadłużenie BZE wobec Polskich Sieci Elektroenergetycznych.
Ustalaniem salda rozliczeń między dystrybutorem energii a PSE zajmuje się też Centralne Biuro Śledcze, działające na zlecenie Prokuratury Okręgowej w Katowicach, która bada działalność Konsorcjum Finansowo-Inwestycyjnego Colloseum. KFI obracało m.in. wierzytelnościami BZE, jednak na razie nie wiadomo, czy obrót ten obejmował również wierzytelności kupione od Polskich Sieci.
— Dotychczas nie zostało wyjaśnione, czy PSE sprzedały komuś wierzytelności BZE. Dokumenty, które udało się odszukać, nie dają jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie — mówi Stanisław Dobrzański, prezes PSE.
Podobno prokuratura dysponuje wyłącznie kopiami umów sprzedaży i nie wiadomo, gdzie znajdują się oryginały, o ile w ogóle istnieją. W dodatku na dokumentach nie ma właściwych podpisów. Prokurator Tomasz Tadla, zajmujący się sprawą Colloseum z ramienia prokuratury Okręgowej w Katowicach, powołując się na dobro śledztwa, na razie odmawia ujawnienia szczegółów postępowania. Jego zdaniem, więcej na ten temat będzie można powiedzieć po przeanalizowaniu ubiegłorocznego sprawozdania finansowego PSE, które jeszcze nie jest gotowe.
Według prezesa PSE, CBŚ szacuje badaną sumę na 400 mln zł. Polskie Sieci oceniają natomiast, że saldo rozliczeń z BZE sięga 330 mln zł.
— Gdy ustalimy wielkość zadłużenia będzińskiego dystrybutora wobec PSE, całą kwotę trzeba będzie objąć rezerwami. To spowoduje, że PSE zakończą 2001 r. stratą sięgającą 400-500 mln zł, na którą złoży się też ujemny wynik na podstawowej działalności — zapowiada Stanisław Dobrzański.
Problem długów BZE — narastający od dawna, ze względu na bardzo trudną sytuację dystrybutora obciążonego potężnym i niewypłacalnym odbiorcą, Hutą Katowice — usiłował rozwiązać już poprzedni zarząd PSE, kierowany przez Zbigniewa Zakrzewskiego. Nie zdecydował się jednak na utworzenie rezerw obciążających wyniki spółki. Były prezes na razie odmawia komentowania tej kwestii.
— Ustosunkujemy się do sytuacji finansowej PSE dopiero po otrzymaniu sprawozdania za 2001 r. — mówi Zbigniew Zakrzewski.
Nieoficjalnie wiadomo, że poprzednie kierownictwo Polskich Sieci Elektroenergetycznych proponowało uregulowanie kwestii zobowiązań BZE, np. poprzez przejęcie akcji dystrybutora od Skarbu Państwa. Zarząd zwrócił się w tej sprawie do MSP jeszcze w 2001 r., jednak do chwili odwołania nie otrzymał ponoć odpowiedzi. Wszystko wskazuje na to, że nowe władze PSE poważnie myślą o kontynuowaniu działań poprzedników. Stanisław Dobrzański nie potwierdza tej tezy, ale też nie zaprzecza, przyznając jednocześnie, że zarząd ma pomysł na szybkie rozwiązanie rezerw, o ile dojdzie do ich utworzenia. Taki zabieg dałby korzystną pozycję startową nowym szefom spółki. Rezerwy i wynikająca z nich potężna strata obciążyłyby konto poprzedników, a przejęcie BZE i związana z tym poprawa wyników PSE przysporzyłaby splendoru nowemu kierownictwu spółki.
Jestem polityczny, ale kompetentny
Generalnie nie jestem zwolennikiem obsadzania kierowniczych stanowisk w spółkach Skarbu Państwa z klucza politycznego. Pracodawca powinien brać pod uwagę przede wszystkim kompetencje. Jeśli spełnione jest to podstawowe kryterium — a sądzę, że w moim przypadku tak jest — nie ma zagrożenia dla działalności spółki. Zagrożony może być minister skarbu, który musi tłumaczyć się z decyzji, oraz powołany na szefa firmy polityk, który musi liczyć się z tym, że jako osoba znana, będzie budził zainteresowanie mediów — mówi Stanisław Dobrzański, prezes PSE.
Życiorys: Stanisław Dobrzański, polityk PSL, pia- stował w latach 1996-1997 urząd ministra obrony. Z MON trafił do BGŻ, gdzie doradzał prezesowi. Był też m.in. dyrektorem warszawskiego oddziału Wschodniego Banku Cukrownictwa (1992-1993), szefem departamentu budżetowego w resorcie kultury (1985-1989) i dyrektorem ekonomicznym Biblioteki Narodowej (1982-1985). Z wykształcenia jest historykiem. Nigdy wcześniej nie miał do czynienia z energetyką.


