Strategia lizbońska jest kategorią pojemną

Jacek Zalewski
opublikowano: 17-12-2007, 00:00

Po podpisaniu w Lizbonie traktatu reformującego Unię Europejską oraz przefrunięciu unijnej klasy politycznej do Brukseli jednodniowy szczyt Rady Europejskiej przebiegał bez większych napięć. O charakterze brukselskich narad każdorazowo świadczy termin ich zakończenia — dramatyczne trwają do bladego świtu, puste wyczerpują porządek obrad kilka godzin przed terminem, normalne zaś kończą się konferencjami prasowymi delegacji o porze zaplanowanej. Szczyt piątkowy, w którym pierwszy raz uczestniczył premier Donald Tusk, należał do tej trzeciej kategorii.

Istotnym wątkiem obrad w Brukseli była Lizbona, ale już nie w kontekście traktatu, lecz strategii przyjętej tamże w roku 2000, a zakładającej przekształcenie UE do roku 2010 w najbardziej konkurencyjną gospodarkę świata. Było to założenie równie chwalebne, co utopijne, dzisiaj nie ma już co do tego wątpliwości. Unia raczej musi się starać, aby w globalnym wyścigu nie odstać od Ameryki Północnej oraz gwałtownie przyspieszającej Azji. Okolicznością zasadniczo zmieniającą warunki realizacji strategii lizbońskiej stało się przyjęcie od 1 maja 2004 r. dużej grupy państw na dorobku, a od 1 stycznia 2007 r. dwóch kolejnych. Nowi członkowie podciągają się w górę — w końcu po to wstąpili — ale na średnią całej UE wpływają niczym przyczepiony do niej kamień. Dlatego strategia lizbońska stała się kategorią bardzo pojemną — kraj nasycony siecią autostrad ma zupełnie inne potrzeby niż ten, w którym są one w stanie szczątkowym.

W wytyczeniu dróg rozwojowych Unii Europejskiej politykom obecnie rządzącym pomoże refleksyjna grupa mędrców — powołana z inicjatywy Francji, a złożona z „byłych”. Jej przewodniczącym będzie były hiszpański premier Felipe Gonzalez, wiceprzewodniczącymi zaś była łotewska prezydent Vaira Vike- -Freiberga oraz — uwaga — były szef fińskiego koncernu Nokia, Jorma Ollila. Takie sięgnięcie przez polityków do dorobku biznesu, a także nauki i kultury zdarza się w dziejach UE pierwszy raz.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane