Strefy chcą robić parki

Małgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 17-09-2007, 00:00

Rządowi zamarzyły się uzbrojone działki dla inwestorów. Strefy są za, tyle że chcą dużo więcej gruntu niż resort gospodarki przewiduje.

Rządowi zamarzyły się uzbrojone działki dla inwestorów. Strefy są za, tyle że chcą dużo więcej gruntu niż resort gospodarki przewiduje.

Parki specjalnych stref ekonomicznych (SSE), czyli uzbrojone ponadstuhektarowe tereny, to rozwiązanie, dzięki któremu Polska mogłaby godnie przywitać największych inwestorów. Ministerstwo Gospodarki zarezerwowało na parki 1000 ha. Dziesięć stref ekonomicznych już ma tereny pod takie parki. Potrzebują prawie 2000 ha. O 500 ha wnioskuje sama Katowicka SSE.

— Od lat mieliśmy plany, by utworzyć takie parki, bo dobrze przygotowane miejsca inwestycyjne będą potrzebne nawet wtedy, kiedy znikną strefy — uważa Piotr Wojaczek, prezes KSSE.

Ponieważ terenów nie starczy dla wszystkich, możliwe, że objęte statusem parków będzie po 30 proc. lokalizacji, choć w wytycznych dla parków resort podaje, że mają one mieć ponad 100 ha. Na razie strefy przygotowują dokumentację.

— Przygotowanie terenów potrwa 3-4 lata — mówi Piotr Wojaczek.

Gorączka poszukiwań

Większość stref, które jeszcze nie zgłosiły propozycji, zrobi to wkrótce.

— Rozmawiamy z samorządami w okolicach Kamiennej Góry i Zielonej Góry — twierdzi Szymon Madera, prezes Kamiennogórskiej SSE.

— Planujemy park SSE na kilkudziesięciu hektarach w Stawigudzie — mówi Adam Puza, szef Warmińsko-Mazurskiej SSE.

— W listopadzie złożymy wniosek o 100-150 ha w Rzeszowie-Dworzyskach — zapowiada Mariusz Błędowski, który kieruje Mielecką SSE.

— Nie prowadzimy takich projektów i nie zamierzamy w najbliższym czasie, chociaż nie jest to wykluczone w perspektywie kolejnych 3-4 lat — mówi Kamila Naglik z Legnickiej SSE.

Prace nad ustanowieniem parków SSE resort gospodarki planował na marzec 2008 r., ale nie brał jeszcze wtedy pod uwagę wyborów.

Zaskakujące wybory

Choć strefy są za, niektórzy eksperci krytykują pomysł tworzenia parków.

— Żadna duża inwestycja nie trafiła na przygotowane działki. LG wybrał Kobierzyce, gdzie całą infrastrukturę wybudowała Agencja Rozwoju Przemysłu. Zupełnie nieoczekiwane miejsca wybrały też firmy Sharp, Toshiba czy MAN. Gillette miał strefę w samej Łodzi, ale wybrał działkę pod miastem i w pół roku trzeba było przeprowadzić wszystkie procedury. Lepiej, żeby minister gospodarki zarezerwował pulę hektarów i wybrał strefę, która najlepiej zajmie się procedurami prawnymi, finansowymi i odegra rolę dewelopera — radzi Sebastian Mikosz, były wiceprezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych, dziś menedżer w Deloitte.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu