Strefy ekonomiczne złapały wiatr w żagle

Katarzyna Kozińska
opublikowano: 2002-09-18 00:00

Od początku roku specjalne strefy ekonomiczne udzieliły ponad 30 zezwoleń na inwestycje, a przynajmniej drugie tyle ich zarządy zamierzają wydać do końca grudnia. Wśród inwestorów dominują firmy małe i średnie. I choć SSE straciły monopol na ulgi podatkowe, nadal wygrywają zapleczem pod realizację projektów.

Po martwym 2001 r. powoli do specjalnych stref ekonomicznych (SSE) wraca życie. Ze względu na zmiany w przepisach i brak aktów wykonawczych w 2001 r. na działalność w strefach zdecydowały się jednak zaledwie cztery nowe firmy. Przedstawiciele spółek przyznają, że ruch w interesie odżył, ale zainteresowanie jest dużo mniejsze niż w okresie, kiedy nikt nie mówił jeszcze o dostosowaniu warunków funkcjonowania stref do wymagań UE.

W tym roku zezwolenia na działalność w obszarze skromnych krajowych rajów podatkowych dostało już ponad 30 podmiotów. Najlepiej, jak zwykle, powodzi się Katowickiej SSE. Włodzimierz Żak, szef marketingu spółki zarządzającej strefą, przyznaje jednak, że skutki kryzysu na rynku inwestycyjnym nie ominęły także tej strefy.

— Wydaliśmy pięć zezwoleń. Nowi inwestorzy chcą u nas zainwestować ponad 190 mln zł. Kolejne cztery projekty są w trakcie negocjacji i liczymy na jeszcze czterech, może pięciu inwestorów. W porównaniu z 2001 r. jest nieźle, ale w najlepszym okresie rocznie do strefy wchodziło nawet 19 przedsiębiorców — mówi Włodzimierz Żak.

Dziś już prawie nikt nie uważa, że nowe przepisy zniechęcają do inwestycji. Z pewnością jednak ograniczają możliwość korzystania z pomocy publicznej, czyli budżetowych pieniędzy. Stare zasady pozwalały, aby rentowna firma uzyskała z tytułu zwolnień podatkowych oszczędności nawet większe niż wartość poniesionych nakładów inwestycyjnych. Nowe przepisy o SSE i pomocy publicznej ograniczają ulgę do 65 proc. wartości wyłożonych środków w przypadku mniejszych firm i do 50 proc. — dla dużych podmiotów.

— Strefy tracą na zmianach głównie dlatego, że spadła ich konkurencyjność. O ulgę może się dziś ubiegać każdy inwestor, niezależnie od miejsca inwestycji — uważa Grażyna Malc z działu marketingu Kamiennogórskiej SSE, przeznaczonej głównie dla najmniejszych inwestorów.

— Na szczęście wygrywamy przygotowaniem infrastruktury pod inwestycje. Budowa dróg czy doprowadzenie mediów kosztuje, ale wydatek się opłaca — mówi chcący zachować anonimowość prezes jednej ze stref.

Kamiennogórska SSE pozyskała jedną nową firmę i zamierza ogłosić przetarg dla dwóch następnych. Euro-Park Mielec wydał cztery zezwolenia. Spodziewa się, że na inwestycje zdecydują się jeszcze trzy firmy. Po trzy zezwolenia wydały Kostrzyńsko-Słubicka SSE (negocjuje z trzema chętnymi) i Słupska SSE (z pięcioma chętnymi). Strefa starachowicka wydała trzy zezwolenia i rozmawia z siedmioma potencjalnymi inwestorami.

Pracownicy z działów promocji stref liczą na co najmniej 30 następnych firm.

Mariusz Błędowski, dyrektor zarządzający strefą mielecką, uważa, że rynek inwestycyjny w Polsce już się nasycił.

— Nowe projekty, które będą realizowane w naszej strefie, to mniejsze przedsięwzięcia niż kilka lat temu. Czterej inwestorzy zamierzają zainwestować łącznie 50 mln zł. Pewne nisze, które kiedyś przyciągały kapitał, już zostały wypełnione. Poza tym zaczynamy przegrywać w konkurencji z Czechami i Słowacją, i to nie ze względu na ofertę czy restrykcyjne przepisy, lecz fatalny stan dróg — mówi Mariusz Błędowski.

— Konkurencją dla inwestycji w strefach są bony skarbowe. Taki wydatek gwarantujący 8-9 proc. zysku jest bardziej opłacalny niż ryzykowne przedsięwzięcie obarczone koniecznością dbania o biznes — uważa Maria Bogucka, wiceprezes Suwalskiej SSE.

Suwalska spółka udzieliła w tym roku dwóch zezwoleń, trzy firmy zagraniczne czekają na zgodę MSWiA, jedna przymierza się do wejścia.

— Inwestorzy są nadal bardzo ostrożni, czekają na ustabilizowanie się przepisów — mówi Maria Bogucka.