STS kupuje w Czechach

Bukmacher kupił udziały w spółce, dostarczającej mu oprogramowanie. Przy wzroście przychodów po zmianie ustawy może rozkręcić inwestycje

Tuż przed piłkarskim EURO 2012 STS, jeden z największych polskich bukmacherów, znalazł się w poważnych tarapatach. Upadający brytyjski bukmacher Stanleybet, który wcześniej był udziałowcem spółki, odciął ją od swoich systemów informatycznych, na podstawie których zawierano zakłady. Wtedy Mateusz Juroszek, prezes STS, zlecił zadanie zbudowania w trybie pilnym nowych systemów zespołowi informatyków z Pragi.

LEPSZA FORMA:
Zobacz więcej

LEPSZA FORMA:

Zarejestrowanym w Polsce bukmacherom skrzydeł dodała nowelizacja ustawy hazardowej utrudniająca życie operatorów, którzy nie płacą podatków w Polsce. Mateusz Juroszek, prezes STS, spodziewa się, że jego firma dobije w tym roku do 1 mld zł obrotów. Będzie też miała więcej pieniędzy na inwestycje. Marek Wiśniewski

Czeska akwizycja

Udało się, systemy w kolejnych latach rozwinięto, a teraz STS postanowił zainwestować w czeską spółkę, z którą współpracuje od tego czasu. Za nieujawnioną kwotę odkupił pakiet udziałów w firmie Greep, zatrudniającej 48 informatyków i wypracowującej prawie 8 mln zł przychodów rocznie. Dla STS to pierwsza zagraniczna inwestycja i bardziej od jej skali dla Mateusza Juroszka liczy się to, że sytuacja z wyłączeniem kluczowych systemów już mu nie będzie grozić. — Kupiliśmy od twórców Greepa część udziałów w spółce, zabezpieczając sobie w ten sposób stabilność systemów, a na tym rynku to ważne, bo z dwoma poprzednimi dostawcami oprogramowania mieliśmy problemy i np. tuż przed EURO 2012 musieliśmy pilnie zmieniać systemy. Z Greepem współpracujemy od pięciu lat, chcemy wraz z ich zespołem otworzyć centrum rozwojowe w Polsce, prawdopodobnie w Katowicach. Dzięki transakcji likwidujemy też ryzyko tego, że któryś z naszych ewentualnych konkurentów mógłby kupić systemy, które powstały dzięki współpracy z nami — mówi Mateusz Juroszek, prezes STS.

Siła technologii

STS nie wyklucza, że na kupnie udziałów w firmie Greep akwizycje technologiczne się nie skończą. — Stworzyliśmy własny system wypłat, pozwalający na błyskawiczne przelewanie wygranych między godziną 10 a 24. Zastanawiamy się teraz, czy tworzyć własny system płatności, co wymagałoby licencji KNF, czy zainwestować w któregoś z działających operatorów — mówi Mateusz Juroszek. Prezes STS podkreśla, że inwestycje technologiczne będą coraz ważniejsze w branży bukmacherskiej, bo zmieniają się przyzwyczajenia klientów. — Ponad 60 proc. naszych obrotów pochodzi obecnie od klientów internetowych, w większości korzystających ze smartfonów przy obstawianiu zakładów. Nie oznacza to jednak, że sieć stacjonarnych punktów staje się przeżytkiem — mamy ich obecnie ponad 420, a ich obroty rosną o kilkanaście procent rok do roku — mówi Mateusz Juroszek. STS, w którym 100 proc. udziałów ma rodzina Juroszków, kontrolująca także deweloperski Atal, chwali się, że ma prawie 50 proc. udziałów w legalnym polskim rynku bukmacherskim. Biznes szybko rośnie, choć nadal większość rynku pozostaje w rękach bukmacherów bez licencji w Polsce, który nie muszą płacić tutejszego wysokiego podatku od obrotu, więc oferują graczom lepsze stawki.

— Praktycznie nie mamy zadłużenia, a przychody w tym roku powinny przekroczyć 1 mld zł. Nie myślimy jednak na razie o inwestycjach zagranicznych, np. w rozwój biznesu bukmacherskiego w innych krajach regionu. Po wprowadzeniu nowej ustawy hazardowej bardzo dużo jest do zrobienia w Polsce — mówi prezes STS.

Ustawowy dopalacz

Duża nowelizacja ustawy hazardowej, która poza regulacją rynku jednorękich bandytów doprecyzowała reguły gry wśród bukmacherów, obowiązuje od początku kwietnia. Choć blokady płatności i stron zagranicznych operatorów, u których obstawia większość polskich klientów, jeszcze nie obowiązują, polskie firmy z branży już od jakiegoś czasu przyznają, że jest im lepiej — klientów przybywa, a obroty rosną.

 

— Od początku roku notujemy dynamiczny wzrost liczby klientów, bo część zagranicznych bukmacherów przestała w ostatnim czasie obsługiwać tutejszy rynek. Sytuacja może się jeszcze zmienić od 1 lipca, gdy powinno zostać wprowadzone blokowanie płatności i stron niezarejestrowanych w Polsce operatorów, natomiast na tym rynku trudno bawić się w przewidywanie przyszłości. Niepewność regulacyjna jest duża, nie wiadomo, czy i kiedy część zagranicznych operatorów uzyska licencję w Polsce, a ci, którzy są zarejestrowani np. na Malcie czy w Curacao, nadal działają w najlepsze poza prawem. Tymczasem Ministerstwo Finansów, odpowiedzialne za egzekwowanie ustawy, nie opublikowało jeszcze nawet rejestru domen, służących do oferowania gier niezgodnie z nią — mówi Mateusz Juroszek.

OKIEM EKSPERTA
Mogło być lepiej

KONRAD GRUDA, dyrektor w Roland Berger

Nowe regulacje w pewnym stopniu poprawią tak sytuację bukmacherów z licencją w Polsce, jak i dochody budżetowe — ale skala tej poprawy nie będzie znacząca, a na pewno nie tak duża, jak mogłaby być przy zmianie opodatkowania zakładów wzajemnych. Skuteczność blokad stron i płatności jest ograniczona, a główny bodziec do korzystania z usług operatorów niezarejestrowanych w kraju pozostaje aktualny. Dla graczy liczą się przede wszystkim stawki, a te u operatorów działających zgodnie z polskim prawem są i będą gorsze. Natomiast firmy bukmacherskie bez licencji w Polsce nie mają bodźca do tego, by się o nią starać. Straciłyby wtedy przewagę konkurencyjną, którą mają dzięki niższym podatkom, a w dodatku — ze względu na obowiązujący w Polsce monopol państwa — nie mogłyby oferować online pokera czy gier kasynowych, które są dla większości z nich co najmniej tak samo ważnym jak bukmacherka źródłem przychodów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / STS kupuje w Czechach