Success fee cudów nie czyni

Jagoda Fryc
opublikowano: 2015-06-25 00:00

Opłata za sukces potrafi zmotywować zarządzającego do walki o wynik lepszy od benchmarku, ale nie gwarantuje klientom funduszy krociowych zysków

Dyrektywa MIFID II, która ma wejść w życie w styczniu 2017 r., otwiera oszczędzającym w TFI drogę do obniżenia kosztów inwestycji. A te są dziś w Polsce dwukrotnie wyższe niż na rozwiniętych rynkach. Specjaliści nie mają jednak wątpliwości — wdrożenie unijnych przepisów spowoduje, że presja na marże będzie rosła, a powiernicy będą musieli przejść na zmienne wynagrodzenie, uzależnione od stóp zwrotu (tzw. success fee).

W teorii taka konstrukcja motywuje zarządzających do osiągania stóp zwrotu przewyższających benchmark, a dla klienta jest uczciwsza — płaci on daninę tylko wtedy, gdy zarobi więcej niż rynek. W praktyce to na razie jedynie utopia. Bicie portfela wzorcowego powiernikom wychodzi całkiem nieźle, za co zresztą inkasują sowite premie. Nie zawsze jest to jednak równoznaczne z krociowymi zyskami posiadaczy jednostek uczestnictwa.

Walka o sukces

Z danych Analiz Online wynika, że co piąty fundusz inwestycyjny skierowany do klientów detalicznych pobiera wynagrodzenie za sukces. Najczęściej opłata zmienna stosowana jest w produktach absolutnej stopy zwrotu, ale występuje też w strategiach mniej wyrafinowanych — obligacyjnych i akcyjnych. Obecnie 13 z 60 funduszy akcji polskich uniwersalnych korzysta z success fee. I gdyby dziś przyszło powiernikom rozliczyć roczne premie z osiągniętych wyników inwestycyjnych,to 10 z tych funduszy otrzymałoby dodatkowe wynagrodzenie.

Nie oznacza to jednak, że mają one ponadprzeciętne wyniki. W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy WIG wzrósł o 1,9 proc., a WIG20 stracił prawie 5 proc. W tym czasie średnia w grupie funduszy akcji polskich uniwersalnych wyniosła 1,5 proc. Spośród tych produktów, które mają motywację w postaci dodatkowej opłaty za sukces, najlepiej wypadł Investor Akcji, który zyskał 9,8 proc. i pobił swój portfel wzorcowy o 7 pkt. proc.

W tym czasie najwyższą stopę zwrotu w grupie, przekraczającą 13 proc., wypracowała Arka Prestiż Akcji Polskich, która dodatkowej motywacji do walki o wynik nie stosuje. W przypadku pozostałych funduszy pobierających opłatę zmienną stopy zwrotu za ostatni rok wynoszą od 6,2 proc. (BNP Paribas Akcji) do -3,1 proc. (Open Finance Akcji). Wynik ledwo przekraczający 1 proc. wypracowały Skarbiec, Quercus i Eques. Dodatkowo zaledwie trzy z tych funduszy znalazły się w pierwszej dwudziestce najzyskowniejszych w grupie.

Gwoli sprawiedliwości, na produkty stosujące success fee należy popatrzeć także w dłuższym terminie. A w takim ujęciu statystyki wypadają nieco lepiej. W skali ostatnich trzech lat spośród dwudziestu najbardziej zyskownych funduszy w grupie akcji polskich 7 pobiera wynagrodzenie za sukces. Króluje Investor Akcji z wynikiem przekraczającym 66 proc., a także Copernicus i Eques, które zarobiły odpowiednio 53 i 40 proc. W tym czasie WIG wzrósł o 35 proc., WIG20 o niecałe 6 proc., a średnia w grupie to 27 proc.

Diabeł tkwi… w benchmarku

Jak to możliwie, że fundusz, który wypada blado na tle rywali, mimo to pobiera opłatę za sukces? Wszystko zależy od tego, jak dokładnie jest naliczane wynagrodzenie zmienne i jaki jest zdeklarowany portfel wzorcowy. — Istotnym dla klienta jest fakt, czy przyjęty przez fundusz benchmark jest łatwy do pobicia. Najtrudniejszym do pokonania jest WIG. Nieco łatwiejszym WIG20 z uwagi na fakt, że jest to indeks typu cenowego i do jego wyniku nie wlicza się dywidend — uważa Anna Zalewska z Analiz Online.

Warto zwrócić uwagę, że wśród trzynastu funduszy akcji polskich pobierających success fee tylko trzy — Quercus, Altus i Copernicus — porównują się do WIG. W pozostałych przypadkach (Investor, Ipopema i Open Finance) portfel wzorcowy zbudowany jest z dodatkowych komponentów, np. WIG plus 10 proc. WIBID 6M. Mniej wymagający WIG20 stosują np. BNP Paribas i Skarbiec. W przypadku Skarbca za benchmark przyjęte jest 70 proc. WIG20 plus 30 proc. 52-tygodniowych bonów skarbowych, pomniejszone o stałą opłatę za zarządzanie.

— Prawdopodobieństwo pokonania takiego benchmarku jest dużo większe niż w przypadku 100 proc. WIG, lecz niekoniecznie musi się to wiązać z satysfakcjonującymi wynikami inwestycyjnymi. Opłata zmienna jest jednak naliczana — wyjaśnia Magdalena Patynowska z Analiz Online.

Tańsze, czyli droższe

Kluczowym jest także sposób rozliczania success fee. Większość funduszy pobiera opłatę zmienną od wzrostu wartości jednostki powyżej benchmarku. Są jednak produkty, np. Agio-Agresywny, które naliczają wynagrodzenie dodatkowe w wysokości 10 proc. od różnicy pomiędzy bieżącą wartością jednostki uczestnictwa a jej maksymalną wartością od początku trwania funduszu.

W tych przypadkach największe koszty ponosimy w okresach dłuższej hossy. Fundusz nie musi osiągać wówczas ponadprzeciętnych stóp zwrotu, wystarczy, że jednostka zyskuje na wartości. Teoretycznie w przypadku funduszy pobierających success fee opłata stała (niezależna od wyniku) powinna być też teoretycznie niższa od rynkowej. Z tym także bywa różnie. Średni koszt stały zarządzania dla wszystkich funduszy akcji polskich wynosi 3,7 proc., podczas gdy np.

Eques Akcji nalicza 4,25 proc. opłaty stałej plus success fee wynoszące 10 proc. rocznie od wszystkich zysków osiągniętych przez fundusz, liczonych od ostatniego dnia, w którym pobierana była opłata za wyniki. Efekt? Wskaźnik kosztów całkowitych (TER) dla Equesa to aż 5,6 proc. Najniższą w grupie, bo zaledwie 2-procentową, opłatę stałą stosuje natomiast BNP Paribas Akcji. Jego wyniki w dłuższym terminie należą jednak do przeciętnych.