Surowcowa hossa mogła dobiec końca

Krzysztof Kolany
opublikowano: 2022-08-09 20:00

Przez poprzednie dwa lata surowcowa hossa napędzała inflację cenową, drenując portfele konsumentów. Jednak od dwóch miesięcy na rynkach towarowych trwa korekta mogąca okazać się zaczątkiem regularnej bessy.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Wiosną 2020 r. światowe ceny surowców osiągnęły poziom najniższy od wielu dekad, reagując na załamanie popytu wywołane covidowymi lockdownami. Jednakże biliony dolarów wpompowanie do gospodarki przez rządy i banki centralne w kilka miesięcy podbiły surowcowy indeks CRB o blisko 50 proc. Ale prawdziwa hossa rozpoczęła się w jesienią 2020 r.

Rok 2021 stał pod znakiem galopady cen paliw, żywności, energii i metali przemysłowych. To sektor tzw. commodities brylował w mediach finansowych, odważnym inwestorom dostarczając licznych okazji osiągnięcia kilkudziesięcioprocentowych stóp zwrotu. Takie perturbacje przytrafiały się rynkom metali przemysłowych, drewna, węgla, uranu czy gazu ziemnego. Na to wszystko nałożyła się rosyjska napaść na Ukrainę, która w marcu wywindowała ceny ropy naftowej, gotowych paliw i żywności.

Mocna przecena

Galopujące ceny surowców to już jednak w znacznej mierze tylko echo przeszłości. Przez ostatnie dwa miesiące surowcowy indeks CRB spadł o ponad 14 proc. po tym, jak w pierwszej połowie czerwca osiągnął najwyższą wartość od ponad dekady. Co tanieje? Praktycznie wszystko za wyjątkiem gazu ziemnego w Europie. Na skutek ograniczenia dostaw z Rosji ceny kontraktów na błękitne paliwo na giełdach w Holandii i Wielkiej Brytanii w dwa miesiące podskoczyły odpowiednio o 129 i 205 proc. W górę poszły jeszcze notowania palladu (o prawie 15 proc.) oraz bydła (o ok. 5 proc.).

Natomiast cała reszta głównych towarów masowych jest wyraźnie tańsza. Najsilniejsze zniżki zaliczyły te surowce, które najmocniej podrożały w okresie wiosennym. Listę otwiera owies, który został przeceniony o prawie 36 proc. Dalej mamy surowce rolne: bawełnę (-34 proc. w dwa miesiące), olej palmowy (-33 proc.), pszenicę (-26 proc.), mleko na giełdzie nowojorskiej (-22 proc.), soję (-21proc.), kukurydzę (-19 proc.) i cukier (-6,6 proc.). Część tych spadków można wiązać z odblokowaniem portu w Odessie, dzięki czemu ukraińskie zboże mogło wreszcie dotrzeć do swych adresatów na Bliskim Wschodzie.

Według danych Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) w lipcu globalny indeks cen żywności spadł aż o 8,6 proc. względem czerwca, co było najsilniejszym miesięcznym spadkiem od października 2008 roku. Eksperci FAO zwracają uwagę nie tylko na zniesiecie blokady portów czarnomorskich, ale też na dobre zbiory zbóż na półkuli północnej.

Potaniały jednak nie tylko płody rolne. Mocne spadki zawitały na rynki paliwowe, które wiosną były rozgrzane do czerwoności ze względu na faktyczne embargo nałożone na dostawy gotowych produktów naftowych z Rosji i Białorusi. Ale przez ostatnie dwa miesiące notowania benzyny w Nowym Jorku spadły o ponad 31 proc. Olej napędowy w Londynie jest o jedną czwartą tańszy, niż był w połowie czerwca. Węgiel energetyczny w porcie w Rotterdamie potaniał o 18 proc., choć wciąż pozostaje bardzo drogi jak na historyczne standardy. Ropa Brent na początku sierpnia kosztowała tyle samo co w dniu rosyjskiej napaści na Ukrainę. Pomimo silnego odbicia (z niespełna 7000 do prawie 8 000 USD/t) ceny miedzi znalazły się w trendzie spadkowym, zniżkując o prawie 20 proc. od początku roku.

Przystanek czy bessa?

Rynkami surowcowymi rządzą dwa cykle. Pierwszym jest liczony w latach supercykl inwestycyjny. Przez poprzednią dekadę rynki commodities były pogrążone w głębokiej bessie, by osiągnąć wielodekadowe minima wiosną 2020 r. Była to kumulacja bessy, która nadeszła po surowcowej hossie z pierwszej dekady XXI wieku. Ten megatrend jest daleki od wyczerpania i pozostanie z nami przez większość tego dziesięciolecia. A to dlatego, że globalnie sektor wydobywczy jest mocno niedoinwestowany, ponieważ firmy chciały przede wszystkim przetrwać okres dekoniunktury, do kości tnąc koszty i wydatki inwestycyjne. W efekcie podczas postcovidowego boomu nie udało się w znaczący sposób zwiększyć wydobycia. W tej branży procesy inwestycyjne trwają latami.

Natomiast drugą kwestią jest zwykły cykl koniunkturalny, w którym po fazie ożywienia i boomu gospodarczego przychodzi spowolnienie, a czasami także recesja. Poprzedni rok stał pod znakiem takiej cyklicznej surowcowej hossy, typowej dla inflacyjnego ożywienia gospodarczego na świecie. Tym razem ta cykliczna hossa została potężnie wzmocniona covidowymi stymulantami fiskalnymi oraz rosyjską napaścią na Ukrainę.

Od kilku miesięcy widzimy jednak sygnały, że paliwo napędzające surowcową hossę zaczyna się wyczerpywać. I to z kilku powodów. Po pierwsze, zakończenie polityki lockdownów (za wyjątkiem Chin) sprawiło, że wreszcie pełna parą ruszył przemysł turystyczny i rozrywkowy. Dzięki temu konsumenci znów mogli wydawać pieniądze w restauracjach, biurach podróży czy hotelach. W rezultacie schłodził się popyt na dobra trwałe: samochody, AGD, elektronikę itp. Po drugie, konsument zarówno w USA, jak i w Europie jest już “spłukany”. Budżety gospodarstw domowych przygwożdżone galopującymi wydatkami na energię, paliwa i żywność wymuszają ograniczenia zakupu dóbr wyższego rzędu. A to uderza w produkcję przemysłową i zapotrzebowanie na surowce. I wreszcie po trzecie, swoje zaczynają robić podwyżki stóp procentowych. Droższy kredyt ogranicza mniejsze dochody do dyspozycji zadłużonych gospodarstw domowych, zniechęca do zaciągania nowych długów (zarówno na konsumpcję, jak i na zakup domu/mieszkania) oraz przyczynia się do mniejszych nakładów inwestycyjnych w przedsiębiorstwach. To wszystko oznacza mniejszy popyt, w tym na surowce.

Recesja zredukuje apetyt

Ekonomiści nadal nie są zgodni co do tego, kiedy nastąpi cykliczny szczyt inflacji cenowe. Optymiści twierdzą, że pojawił się on już w czerwcu i że w kolejnych miesiącach będziemy obserwować coraz niższy odczyty rocznej dynamiki CPI. Sceptycy mówią o terminach jesiennych, a pesymiści nawet o przyszłorocznych. Za to dyskusji nie podlega fakt, że globalnie mamy do czynienia ze spowolnieniem wzrostu gospodarczego. W Stanach Zjednoczonych odnotowano dwa kwartały z rzędu spadku produktu krajowego brutto, co spełnia kryterium tzw. technicznej recesji. Europę ciągnie w górę jeszcze branża usługowa, ale wskaźniki PMI dość jednoznacznie sugerują spadek PKB w bieżącym kwartale. Ze względu na wiosenne zamknięcie Szanghaju i kilku innych dużych aglomeracji w II kwartale chińscy statystycy odnotowali bezprecedensowy spadek PKB.

Taki zestaw danych podpowiada nam, że światowa gospodarka znalazła się w punkcie zwrotnym. Najprawdopodobniej mamy za sobą większość (albo może nawet całość) inflacyjnej fazy spowolnienia gospodarczego. Przed nami najbardziej nieprzyjemna część cyklu koniunkturalnego, w postaci dezinflacyjnego spowolnienia, które w wielu miejscach globu może przybrać charakter regularnej recesji. Zwykle jest to ciężki czas dla inwestujących w surowce, która to klasa aktywów najlepszy okres w tym cyklu ma już za sobą.

Przez ostatnie dwa lata zadawaliśmy sobie pytanie: jak wysoko mogą zajść ceny surowców? W tym aspekcie rzeczywistość pobiła najśmielsze prognozy. Teraz zaczynamy się zastanawiać, jak głęboka i jak długa będzie surowcowa bessa? Czy potrwa ona kilka miesięcy, czy kilka kwartałów? Bo o powrót do wieloletniego trendu spadkowego może być trudno. Jesteśmy przecież dopiero na początku surowcowej superhossy, która zwykle towarzyszy nam przez blisko dekadę.