Świat nie patrzy oczami Europy

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2022-03-01 20:00

Tak się złożyło, że pierwsze dni napastniczej wojny Władimira Putina z Ukrainą spędziłem w jednym z państw Azji, które w głosowaniu nad antywojenną rezolucją Rady Bezpieczeństwa (RB) ONZ się wstrzymały.

Jej tekst w ostatniej chwili i tak został złagodzony, słowo „potępia” zmieniono na „ubolewa”, ale Rosja rezolucję oczywiście zawetowała, do czego ma prawo jako stały członek RB. Wypada przypomnieć rozkład pozostałych głosów. 11 państw było za: członkowie stali – USA, Wielka Brytania, Francja oraz rotacyjni – Albania, Irlandia, Norwegia, Brazylia, Meksyk, Kenia, Gabon, Ghana; trzy się wstrzymały: członek stały – Chiny oraz rotacyjni – Indie, Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA). Identycznie przebiegło głosowanie RB w sprawie zwołania nadzwyczajnej sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ, przy czym takiej uchwały członek stały zawetować nie może. Dlatego sesja w Nowym Jorku obraduje, pierwsza w takiej formule od 1982 r., gdy powodem była wojna izraelsko-syryjska na terenie Libanu. Antykremlowska, chociaż złagodzona, rezolucja ONZ zostanie przyjęta, bo na posiedzeniu plenarnym stali członkowie RB dysponują głosem zwykłym. Będzie miała znaczenie wyłącznie moralno-wizerunkowe, bez jakiegokolwiek przełożenia prawnego. W 77-letniej historii ONZ przyjęto już masę rezolucji antywojennych, ale żaden wymieniony w nich konkretnie agresor nigdy się nie przejmował – i tak samo będzie teraz.

Minister Siergiej Ławrow w siedzibie ONZ w Genewie wygłaszał z ekranu frazesy o prawach człowieka do opustoszałej sali. Nadzwyczajna sesja ONZ w Nowym Jorku oczywiście przyjmie antywojenną rezolucję, ale Władimir Putin absolutnie się nią nie przejmie.
POOL / Reuters / Forum

Lista powiązanych interesami z Rosją członków RB, umywających ręce od agresji, jest nieprzypadkowa. Chiny nadają frazesy o potrzebie osiągnięcia porozumienia, przyjmując postawę wyczekującą. Pokonanie i podporządkowanie Ukrainy przez Rosję traktują jako poligon przed podobnym skokiem na Tajwan, który od 73 lat traktują jako zbuntowaną prowincję i tylko czyhają na okazję, by dokonać zjednoczeniowej agresji. Indie w strategicznych relacjach z Rosją nie chcą pozostać ani o krok z tyłu za wielkim chińskim rywalem. Najbardziej handlowo do wartości pokoju podchodzą szejkowie z ZEA, zwłaszcza podczas trwającej Wystawy Światowej Expo 2020 w Dubaju. Generalnie jednak zachowawcze głosowanie trzech państw w RB jest syndromem szerszej postawy. My jesteśmy naturalnie zaszokowani, ponieważ realnie rozpętana została największa awantura wojenna w Europie od 1945 r. Strategicznie ważniejsza, niż radzieckie agresje na Węgry w 1956 r. czy na Czechosłowację w 1968 r., a także krwawe walki bałkańskie po rozpadzie Jugosławii. Świat jednak ocenia wszystko bardziej relatywnie, za sprawą równie haniebnej co skutecznej propagandy Putina. Dla Azji zaś ogromne znaczenie ma także proukraińskie zaangażowanie USA oraz NATO, którym ten kontynent – zwłaszcza jego część muzułmańska – nie zapomniał Afganistanu. Co prawda Rosja również była tam agresorem, ale znacznie dawniej.

Symbolicznym przykładem rozejścia się optyki Europy i reszty świata jest poletko piłkarskie. FIFA w pierwszym podejściu zamierzała potraktować Rosję bardzo łagodnie, jedynie przenosząc jej mecze na boiska neutralne, bez nazwy państwa oraz grania hymnu. Co bardzo charakterystyczne, takie „sankcje” centrala w Zurychu wypracowała z udziałem szefów piłkarskich konfederacji kontynentalnych. Dopiero ostra akcja samej UEFA wpłynęła na zmianę decyzji i już bez pytania związków z innych kontynentów FIFA wyrzuciła Rosję z dogrywki o udział w mundialu w Katarze. Mimo wszystko podejrzewam, że światowych włodarzy futbolu nie tknęło sumienie. Chodzi znowu o interesy – przestraszyli się sytuacji, gdyby po ewentualnym zakwalifikowaniu się Rosji jakieś europejskie zespoły odmówiły gry z piłkarzami państwa agresora już podczas finałów w Katarze.