Do prokuratury napływają kolejne zgłoszenia oszukanych klientów
Założyciel deweloperskiej firmy nie czuje się winny, jej byli pracownicy też. Właśnie założyli podobny biznes.
Dwa miesiące temu opisaliśmy na łamach "PB" przypadek dewelopersko-budowlanej firmy Światowe Inwestycje (ŚI), która — wziąwszy od klientów zaliczki w wysokości zwykle kilkudziesięciu tysięcy złotych — zapadła się pod ziemię. Poszkodowanych było wówczas 57 osób fizycznych i firm podwykonawczych. Zgłoszeń przybywa.
— W tej chwili liczba poszkodowanych wynosi 88 i można się spodziewać, że jeszcze wzrośnie. Na razie prowadzimy postępowanie "w sprawie", a nie przeciwko konkretnym osobom — informuje prokurator Marta Białobrzeska, szefowa Prokuratury Rejonowej Warszawa-Wola.
Policja, która zbiera zgłoszenia od oszukanych klientów i współpracowników ŚI, oszacowała na razie łączną stratę na 5,17 mln zł.
Odbijanie piłeczki
Poszkodowani przez firmę, którzy zgłaszali się do nas, winy upatrują w działalności Ryszarda Cerana, założyciela, prezesa i przez kilka miesięcy jedynego wspólnika ŚI. Ten jednak nie czuje się winny zaistniałej sytuacji.
— Prowadziłem firmę ŚI przez ponad 1,5 roku. Za mojej prezesury wszystkie faktury za materiały i wykonawców były płacone na czas. Część udziałów sprzedałem firmie amerykańskiej, gdy zaczął się kryzys w nieruchomościach. Niestety, nie miałem już wtedy tyle czasu, by pilnować wszystkiego — wyjaśnia Ryszard Ceran.
Jego zdaniem, problemy firmy zaczęły się, gdy klienci celowo zaczęli zrywać umowy.
— Również niektórzy wykonawcy wykorzystali zmianę zarządu i namawiali klientów do rozwiązywania umów, aby ich przejąć bezpośrednio. To wszystko sprawiło, że stwierdziłem, iż chcę sprzedać resztę udziałów i zrobiłem to w połowie grudnia. Firmę przejęła nowa prezes wraz z kluczami do biur, dokumentami i pieniędzmi z kasy w znacznej kwocie — mówi Ryszard Ceran.
W KRS jako właściciel i prezes figuruje Tatsiana Filippava. Nie ma z nią żadnego kontaktu.
Karawana jedzie dalej
Zdaniem Ryszarda Cerana, do problemów Światowych Inwestycji mogli przyczynić się byli pracownicy.
— Dzisiaj można to nazwać zbiegiem okoliczności, ale pan Kamil Schmidt założył firmę razem z Olgierdem Błażejewskim — także byłym pracownikiem — i to oni wielu naszym klientom proponowali swoje usługi, a wcześniej zrywanie umów bez wpłacenia należnej transzy — informuje Ryszard Ceran.
Założyciele firmy budowlanej Setkom odpierają jednak zarzuty byłego pracodawcy.
— W trakcie współpracy z ŚI nigdy i nikomu nie proponowałem żadnych usług, ani w swoim, ani w niczyim imieniu. Nie namawiałem także klientów do rozwiązywania umów, a tym bardziej do unikania wpłat — stanowczo zaprzecza Kamil Schmidt.
Dlaczego zdecydował się na uruchomienie firmy budowlanej po nieudanej przygodzie z ŚI?
— Z rynkiem budowlanym i nieruchomości jestem związany od kilkunastu lat. Decyzję o tym, żeby wznowić własną działalność i założyć własną spółkę, podjąłem po formalnym rozwiązaniu współpracy z ŚI — informuje Kamil Schmidt.
Poszkodowany wspólnik
— Założyłem nową firmę działającą w tej samej branży, bo znam się na tym. Nie mam nic do ukrycia i nie czuję się winny. Chcę prowadzić normalny biznes i normalnie zarabiać — mówi Olgierd Błażejewski, wspólnik Kamila Schmidta.
Dodaje, że sam jest poszkodowany przez ŚI.
— Spółka nie rozliczyła się ze mną. Ponadto z powodów formalnych [brak kontaktu z właścicielem — red.] nie mogę wycofać się ze spółki Światowe Inwestycje Development, co rodzi kolejne problemy. Zgłosiłem sprawę policji i byłem już kilkakrotnie przesłuchiwany w sprawie ŚI w charakterze świadka — tłumaczy Olgierd Błażejewski.
Katarzyna Sadowska