Świtalski śni o Bałkanach

Marcel Zatoński
opublikowano: 2013-03-25 00:00

Twórca największych polskich sieci handlowych myśli o przejęciu Mercatora, branżowego giganta ze Słowenii

Polska to już za mało. Mariusz Świtalski, biznesmen znany ze stworzenia Eurocashu, Biedronki i Żabki, a także notowanej od niedawna na GPW Czerwonej Torebki, ma chrapkę na Mercatora, największą słoweńską grupę handlową, notującą na Półwyspie Bałkańskim prawie 3 mld EUR przychodów.

Zainteresowanie polskiego biznesmena kupnem Mercatora ujawnił słoweński dziennik „Finance” (siostrzana redakcja „Pulsu Biznesu”), według którego fundusz powiązany z Mariuszem Świtalskim miał przystąpić do negocjacji i podpisać umowę o poufności. Nie udało nam się skontaktować z unikającym mediów biznesmenem. W sprawie nie chcą wypowiadać się też przedstawiciele jego giełdowego wehikułu (w Czerwonej Torebce ma 71 proc. akcji).

— Zarząd Czerwonej Torebki nie ma żadnych informacji na temat tej transakcji. Nie ma ona związku z naszą bieżącą działalnością — mówi tylko Ireneusz Kazimierczyk, prezes spółki.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że Mariusz Świtalski — osiemnasty na najnowszej liście najbogatszych Polaków „Forbesa”, z majątkiem szacowanym na 950 mln zł — będzie walczył o Mercatora m.in. z funduszami private equity: Bain Capital, CVC Capital Partners czy Mid Europą, która jest dziś właścicielem Żabki.

— Interesujemy się spółkami handlowymi w całym regionie, ale do wieści o sprzedaży Mercatora należy podchodzić ostrożnie — jego właściciele już od kilku lat deklarują taki zamiar, ale na razie na tym się kończy. To byłaby bardzo duża transakcja, w granicach nawet 1 mld EUR, więc małym graczom można tylko życzyć powodzenia w zdobywaniu finansowania — mówi Zbigniew Rekusz, partner w Mid Europie.

Piwne skrzypce

Historia sprzedaży notowanego na parkiecie w Lublanie Mercatora to prawdziwa telenowela. Od 2008 r. co jakiś czas strategicznych inwestorów, chętnych do przejęcia nad nim kontroli, szukają tworzące się i rozpadające sojusze słoweńskich spółek, dysponujące 50-55 proc. akcji. Pierwsze skrzypce stale gra w nich mocno zadłużony browar Pivovarna Lasko (ma ponad 23 proc. akcji), który sam szuka inwestora i chce jak najdrożej pozbyć się niewygodnegopakietu, a także kilka słoweńskich banków. Ze względu na skalę działania spółki w Słowenii — kontroluje 55 proc. rynku handlowego — jej sprzedaż jest też pod czujnym okiem rządu i mediów. To, że Mercator ponownie jest do kupienia, było pewne w styczniu tego roku, gdy bank ING został zatrudniony do pomocy przy sprzedaży pakietu kontrolnego — tym razem składającego się z ponad 53 proc. papierów.

Ofertę wysłano do 70 inwestorów, wśród których za faworyta uchodził Agrokor, chorwacki potentat spożywczo- handlowy z 3,6 mld EUR przychodów rocznie i główny rywal Mercatora w regionie. Chorwaci chcieli już przejąć konkurenta na początku ubiegłego roku, wyceniając go na 832 mln EUR, ale wycofali się, gdy Słoweńcy nie pozwolili im przeprowadzić due diligence. Transakcji sprzeciwiał się też słoweński minister gospodarki. Dziś rynkowa kapitalizacja spółki sięga zaledwie 429 mln EUR.

Diament ze skazą

O co toczy się inwestorska gra? Słoweńska grupa ma sklepy niemal na całych Bałkanach. To łącznie 1,6 tys. placówek, dających 2,9 mld EUR przychodów (ok. 12,1 mld zł, co przekładałoby się na czwarte miejsce w polskiej branży handlowej). Poza rodzimym rynkiem — generującym 55 proc. obrotów — działa w Bośni i Hercegowinie, Chorwacji, Serbii, Czarnogórze (tam również jest liderem branży), ma też kilka sklepów w Albanii i Bułgarii, skąd jednak zamierza się wycofać. Przyczyna jest prosta — Mercator mocno ucierpiał w czasie kryzysu. Zatrudniająca 24 tys. osób grupa traciła w ostatnich latach udziały rynkowe, a na to nakładały się rosnące koszty kredytów.