Sytuacja Sygnity nigdy nie była tak zła. W ostatnich dniach kurs akcji sięgnął dna, kapitalizacja spadła poniżej 60 mln zł (w trakcie wczorjaszej sesji osiągnął historyczne minimum 4,25 zł), a zysk po trzech kwartałach wyniósł zaledwie 1 mln zł. Legendzie polskiej branży IT ciąży też zadłużenie — 36 mln zł w bankach i 40 mln zł w obligacjach — oraz ryzyko związane z kontraktami dla sektora publicznego, które może doprowadzić do załamania umów kredytowych. To mogłoby zagrozić istnieniu warszawskiej firmy, która w tym roku będzie obchodzić 25. urodziny.



Toksyczna zależność
Jan Maciejewicz, który pod koniec maja stanął na czele Sygnity, uważa, że nie jest tak źle.
— Fundamenty nie uzasadniają tak niskiej wyceny akcji Sygnity. Spółka ma problemy z rentownością, ale wciąż ma duży, niewykorzystywany potencjał biznesowy. Majątek — systemy IT, których kody źródłowe są własnością firmy — jest wart dużo więcej, niż wynosi giełdowa kapitalizacja — mówi Jan Maciejewicz.
Urzędowanie zaczął wprawdzie od gaszenia pożarów w zamówieniach dla klientów z sektora publicznego — firmie groziły rozwiązanie umów i zapłata kar. Twierdzi jednak, że sytuacja została opanowana na tyle, że zarząd Sygnity mógł się zająć opracowaniem strategii wyjścia z dołka. Jej trzon stanowi zmiana profilu spółki, która obecnie żyje głównie z usług integracyjnychdla sektora publicznego. Kluczowi klienci: urzędy i ministerstwa, odpowiadają za połowę przychodów. Gigantyczne rządowe kontrakty — destabilizowane polityką, obwarowane wysokimi karami umownymi i wymuszające zaciąganie długów — ciągną jednak Sygnity w dół. Dlatego nowe kierownictwo chce mocno ograniczyć ekspozycję na ten segment.
— Będziemy przyglądać się warunkom każdego zamówienia — jeśli uznamy je za zbyt ryzykowne lub za nisko rentowne, nie będziemy startować w przetargu — zapowiada Jan Maciejewicz.
To oznacza zmniejszenie przychodów, które Sygnity zamierza nadrobić na nowych rynkach. W centrum zainteresowania integratora znajdą się klienci komercyjni — nie tylko największe banki czy sektor utility, ale też inne firmy przemysłowe, handlowe i usługowe, np. farmaceutyczne i telekomunikacyjne.
Twórczy zapał
Współpraca z sektorem komercyjnym wymaga jednak szerokiej gamy własnych produktów, co zawsze było słabym punktem Sygnity i ograniczało rentowność jego biznesu. Integrator musi dzielić się marżą z dostawcami zewnętrznych licencji. Dlatego Asseco czy Comarch od wielu lat kładą nacisk na rozwój własnych produktów. Sygnity chce pójść w ich ślady. Obecnie ze sprzedaży własnego oprogramowania pochodzi ok. 25 proc. przychodów spółki. W przyszłości ma to być zdecydowanie więcej.
— Docelowo Sygnity powinno iść w kierunku modelu tzw. software house [firma tworząca oprogramowanie — red.]. Na początek wytypowaliśmy kilkanaście produktów, na których zarabiamy więcej. Zamierzamy mocniej promować ich sprzedaż. Będziemy też jeszcze więcej inwestować w nowe — mówi prezes Sygnity. Przykłady to rozwiązanie typu omnichannel dla bankowości czy system CRM, nad którymi trwają prace. Produkty trafią do sprzedaży w przyszłym roku. Sygnity jest też zainteresowane rynkiem telemedycznym i cyberbezpieczeństwem. Sprzedaje już system do identyfikacji głosowej.
— Te wszystkie rozwiązania mają również potencjał zagraniczny — uważa Jan Maciejewicz. Dlatego, wzorem Asseco czy Comarchu, firma planuje ekspansję poza krajem — na rynkach rozwiniętych. Od dwóch lat jest obecna w USA, a docelowo chce działać także w Europie Zachodniej. — Realizacja naszego planu może podnieść rentowność netto biznesu Sygnity do 5-10 proc. — ocenia Jan Maciejewicz.
OKIEM ANALITYKA
Poczekamy, zobaczymy
ŁUKASZ KOSIARSKI, analityk DM BZ WBK
Sygnity ma poważne problemy wewnętrzne — doskwierają jej niedobór własnych produktów, duże ekspozycje na sektor publiczny i spore zadłużenie. Od wielu lat jest w trakcie permanentnej restrukturyzacji, co nie ułatwia stabilizacji biznesu. Plany nowego zarządu Sygnity są odpowiedzią na główne bolączki firmy. Realizacja jest jednak na wstępnym etapie — musi minąć nieco czasu, zanim będzie można ocenić, czy te działania przyniosą poprawę. Potencjalnie przy tak niskiej wycenie Sygnity mogłoby stać się celem przejęcia. Branżowy inwestor znacznie lepiej i szybciej poradziłby sobie z postawieniem spółki na nogi. Sygnity ma pewien potencjał biznesowy w postaci kontraktów, klientów, struktury sprzedażowej czy informatyków, których brakuje na rynku, ale na jego niekorzyść przemawia duży udział w portfelu sektora publicznego.
