Syndrom strachu

Jacek Zalewski
opublikowano: 05-09-2007, 00:00

Rozpoczynające się dzisiaj 47. posiedzenie Sejmu teoretycznie powinno być pożegnalne. Marszałek Ludwik Dorn zdeterminowany jest poddać w piątek 7 września pod głosowanie wnioski o skrócenie kadencji, i to w kolejności ich złożenia — najpierw autorstwa SLD, potem PO i wreszcie PiS. Oczywiście jeśli pierwszy zbierze co najmniej 307 głosów, kolejne nie będą rozpatrywane. Według deklaracji autorów, trzy kluby będą zgodne — przynajmniej w pierwszym głosowaniu — a razem mają 338 głosów, zatem uchwała powinna zostać podjęta. Jednak większość ta do końca pozostanie chwiejna — dla PiS nie do przyjęcia jest uzasadnienie wniosku SLD, uderzające m.in. w największą świętość braci Kaczyńskich, to znaczy ich triumfy w polityce zagranicznej.

Fin de siécle, czyli schyłek wieku wiąże się z tendencjami dekadenckimi oraz najróżniejszymi strachami. Ludzkość witała z obawami nie tylko wiek XX (jak się okazało, bardzo zasadnie), ale też XXI — przypomnijmy sobie ogólną panikę związaną z pluskwą milenijną. Dlatego trudno się dziwić, że u schyłku obecnego Sejmu objawiają się strachy charakterystyczne dla IV Rzeczypospolitej.

Paraliżujący wręcz strach przed samorozwiązaniem Sejmu ogarnia odrzucone koalicyjne przystawki, Samoobronę i Ligę Polskich Rodzin, cały sejmowy plankton oraz — to wątek rzadko poruszany — większość senatorów, którzy mogą jedynie zaciskać pięści z bezsilności. Przypomnijmy, że uchwała Sejmu oznacza także automatyczne skrócenie kadencji Senatu.

Innego typu strach ogarnął Jarosława Kaczyńskiego, który boi się zdrady Platformy Obywatelskiej, polegającej na jej współudziale w utworzeniu przejściowego rządu, co wiązałoby się z odłożeniem wyborów o kilka miesięcy. Przy czym nie chodzi o kabaretową od początku próbę tzw. konstruktywnego wotum nieufności z wymianą jednym głosowaniem premiera Kaczyńskiego na Janusza Kaczmarka (który zresztą wycofuje swoją zgodę na kandydowanie). Ten strach ma oczy ewentualnego powołania przez Sejm parlamentarnego rządu w tzw. drugim kroku przewidzianym przez Konstytucję RP po dymisji gabinetu, już dawno obiecanej przez Kaczyńskiego w razie nieskrócenia w piątek kadencji Sejmu.

I jeszcze jeden rodzaj strachu, który całej Polsce objawił się podczas telewizyjnej prezentacji materiałów prokuratorskich ze sprawy Kaczmar-ka. Raz już o tym pisałem, ale wciąż nie mogę wyjść ze zdumienia. Oto w jednej z podsłuchanych rozmów z 13 lipca prezes PZU Jaromir Netzel informuje, że właśnie udaje się potulnie na przesłuchanie do gdańskiej delegatury CBA na telefoniczne polecenie Zbigniewa Ziobry! Wykonanie przez ministra sprawiedliwości telefonu o takiej treści było oczywistym (to ulubione słowo przywódców IV RP) pogwałceniem kodeksu postępowania karnego, który akurat w kwestii wezwań ustala wyjątkowo ostre rygory i nakazuje formę pisemną. Naturalne jest pytanie — czy paniczny strach przed wszechwładzą aparatu IV RP jest zjawiskiem występującym na razie wewnątrz środowisk PiS-owskich, czy ogarnął już szerokie kręgi biznesowe i w ogóle społeczne.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu