Szansa dla polskich baz

Marta Filipiak
opublikowano: 2005-03-21 00:00

Przed polskimi bazami obsługi lotniczej otwierają się nowe możliwości. Niższe ceny powinny skusić właścicieli samolotów z całej Unii. Za trzy lata.

Już niedługo radykalne zmiany dotkną całe unijne lotnictwo lekkie (tzw. general aviation). Wprowadzenie przez Europejską Agencję Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA) nowych przepisów PARTM tworzy podstawy do działania odrębnych baz obsługi technicznej małych samolotów. Gra jest warta świeczki, bo — podobnie jak samochód — każdy samolot musi przechodzić coroczny przegląd w certyfikowanej bazie.

— Dotychczas takie same procedury obowiązywały w przypadku małych prywatnych maszyn i Boeingów czy Airbusów. Dzięki nowemu systemowi będą mogły istnieć wyspecjalizowane bazy tylko dla samolotów lekkich. Ich obsługa stanie się wówczas o wiele prostsza i tańsza — wyjaśnia Ryszard Jaxa-Małachowski, wiceprezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego (ULC).

Duży rynek

Zgodnie z zarządzeniem EASA, najpóźniej do 2008 r. regulacje tego typu muszą wprowadzić wszystkie państwa Unii.

— Dotychczas żadne nie wdrożyło nowych przepisów, ale spośród 25 członków wspólnoty Polska jest najbardziej zaawansowana — mówi Ryszard Jaxa-Małachowski.

Polskie firmy mają więc szansę wejścia na całkiem nowy rynek.

— W Europie jest około 45 tys. zarejestrowanych samolotów, z czego ponad połowa to maszyny klasyfikowane jako general aviation, które mogłyby być obsługiwane przez takie firmy (w tym maszyny prywatne, należące do szkół lotniczych, firm agrolotniczych itp. — przyp. red.). Jest to rynek wartości kilku milionów euro rocznie — tłumaczy wiceprezes ULC.

Polską szansą są niższe koszty.

— Nasze certyfikowane bazy mogłyby świadczyć usługi nawet 2-3-krotnie taniej niż na Zachodzie — szacuje Ryszard Jaxa-Małachowski.

Są też problemy

Niższe ceny zachęcą do skorzystania z usług, ale dopiero po 2008 r.

— Jeśli pierwsi zastosujemy nowe zasady, to nam pierwszym wzrosną koszty. Do momentu, gdy pozostali członkowie Unii wprowadzą przepisy, będziemy więc jednym z droższych krajów w tym zakresie — ocenia Błażej Krupa, prezes Krajowego Towarzystwa Lotniczego.

Teraz dużo zależy od zaangażowania samych baz. Tyle że nie jest to takie proste.

— Problem nie leży w środkach na inwestycje czy konieczności szkolenia ludzi. Najtrudniejsza jest biurokracja i niejasne wymogi formalne — twierdzi Ryszard Jańczyk, właściciel Air Service, firmy przygotowującej się do świadczenia usług według wymagań EASA.