Szansą na wzrost eksportu jest dokapitalizowanie MSP

Andrzej Sopoćko
opublikowano: 2000-02-18 00:00

Andrzej Sopoćko: Szansą na wzrost eksportu jest dokapitalizowanie MSP

DLA AKTYWIZACJI EKSPORTU: W małych firmach talenty i wyobraźnia dynamicznych przedsiębiorców nie są hamowane biurokracją — dowodzi Andrzej Sopoćko. fot. ARC

Kiedy wszystko działa dobrze, nie sięga się po środki nadzwyczajne. Gdy jednak grozi kryzys, ociąganie się z zastosowaniem energicznych, choć mało eleganckich środków, jest fatalnym błędem.

OBECNE ZAGROŻENIE można przedstawić parą zjawisk, których łączne występowanie jest swoistym paradoksem: silny złoty i bardzo wysoki deficyt obrotów bieżących z zagranicą. Próg uważany za względnie bezpieczny został już dawno przekroczony, mimo to dewaluacyjny skok polskiej waluty nie następuje. Wyglądałoby to wręcz na cud, gdyby nie dało się wytłumaczyć w prosty sposób — mamy do czynienia z niezwykłym rozpędem procesu prywatyzacyjnego. Rząd polski oferuje zagranicznym inwestorom najlepsze kawałki „rodowych sreber”, tak się określa banki, telekomunikację, ubezpieczenia itp.

NA TAKICH inwestycjach na ogół się nie traci, stąd chętnych nie brakuje i dewizy wpływają. Niestety wspomniane zasoby szybko się wyczerpią i sztuczne podtrzymywanie wysokiego parytetu złotego nie będzie mogło być kontynuowane. Jeśli do tej pory nie da się przyspieszyć eksportu i poprawić bilansu handlu zagranicznego, stoi nieuchronnie przed nami coś przynajmniej w rodzaju kryzysu czeskiego sprzed dwu lat.

WZMOCNIENIE polskich zdolności eksportowych musi być szybkie, czego, wbrew obiegowym opiniom, nie uda się osiągnąć dzięki zagranicznemu kapitałowi. W krótkim i średnim okresie zagraniczne inwestycje bezpośrednie bynajmniej nie chronią nas przed importem. Wręcz przeciwnie, ten import zwiększają. Nie ma się czemu dziwić. Zanim przedsiębiorstwa z kapitałem zagranicznym nabiorą zaufania do polskich dostawców, a ci przystosują się do ich wymogów technologicznych, minie czas.

SIĘGAJĄC do doświadczeń innych krajów, nadziei na akcelerację eksportu należy doszukiwać się nie w prywatyzowanych za dewizy gigantach, ale w rodzimych, średnich i małych firmach. W tego rodzaju jednostkach talenty i wyobraźnia dynamicznych przedsiębiorców nie są hamowane biurokracją i uciążliwymi procedurami ostrożnościowymi. Dzięki temu są oni w stanie znaleźć na trudnych rynkach zagranicznych odpowiednie nisze dla swojej produkcji. Jest jednak jeden problem — do tego potrzebują kapitału. Skąd go brać?

ODPOWIEDŹ nie jest optymistyczna. Przy obecnych stopach procentowych kapitału praktycznie nie ma z czego brać. Możliwe jest jedynie niewielkie uzupełnienie dla inwestycji finansowanych ze środków własnych. Potencjalni eksporterzy nie mogą tego uczynić ze względu na brak kapitałowego zasilania. Paradoksalnie — importochłonne i produkujące deficyt handlowy przedsiębiorstwa zagraniczne mogą zasilać się do woli tanim pieniądzem z międzynarodowych rynków finansowych. Nie uwalnia ich to, co prawda, od ryzyka kursowego, ale operacje zagranicznych firm matek dają stosowne zabezpieczenia.

ABY JAK NAJSZYBCIEJ wesprzeć eksport, stopy kredytowe trzeba bezwzględnie obniżyć. Równie jednak kategoryczną rekomendacją jest niedopuszczenie do wzrostu kredytu konsumpcyjnego. Jednoczesne zrealizowanie tych celów jest bardzo trudne. Szczerze mówiąc, za pomocą czystych, eleganckich rozwiązań gospodarki rynkowej uczynić się tego prawdopodobnie nie da. Sięgnijmy więc do metod niezbyt ortodoksyjnych. To z pewnością odbędzie się z uszczerbkiem dla obecnego, tak podobającego się zagranicy, modelu naszej gospodarki. Może nie będziemy wówczas tak piękni, ale pamiętać trzeba że najmniej eleganckie w gospodarce są kryzysy.

Andrzej Sopoćko jest profesorem Uniwersytetu Warszawskiego, doradcą prezesa PBK

Organizator

Puls Biznesu

Autor rankingu

Coface