Szara strona jasnego biznesu

opublikowano: 06-12-2012, 00:00

Bruksela chce oszczędzać energię. Jej regulacje z prędkością światła omijają importerzy podrzędnych żarówek z Chin, Ukrainy i Litwy

Zgodnie z dyrektywą unijną z 2009 r., od roku nie można w UE sprzedawać starego typu żarówek. Dopuszczalne są natomiast: oświetlenie halogenowe, świetlówki kompaktowe (czyli energooszczędne) oraz źródła LED-owe. Jednak starego typu żarówki w sklepach są, bo niektórzy przedsiębiorcy z prędkością światła dostosowali się do nowych przepisów, choć nie tak, jak wyobrażała sobie Bruksela. Do Polski trafia kilkadziesiąt milionów starego typu żarówek — gorszych niż sprzedawane w Polsce do 2009 r. — importowanych głównie z Chin, ale także Ukrainy i Litwy.

— Można kupić starego typu lampy sprzedawane jako tzw. żarówki specjalnego przeznaczenia. Nie objęły ich ograniczenia unijne, bo takie źródła światła — nieoszczędzające energii i tracące ją na ogrzewanie — są potrzebne np. w hodowli kur. Żarówki wstrząsoodporne są stosowanew sygnalizatorach ulicznych — mają dużo dłuższą trwałość, ale dają mniej światła. Wstrząsoodporność gwarantują im dodatkowe podpórki umacniające żarnik, który emituje światło. Jednak sprowadzane do Polski żarówki takich podpórek nie mają — mówi Narcyza Barczak, dyrektor generalny Pol-lighting.

1 proc. sukcesu

Pol-lighting jest Związkiem Producentów Sprzętu Oświetleniowego zrzeszającym 80 proc. działających w Polsce firm, które zatrudniają ponad 7 tys. osób (70 proc. wszystkich pracowników w przemyśle oświetleniowym). Na wniosek związku w ubiegłym roku Inspekcja Handlowa (IH) we Wrocławiu skontrolowała 109 producentów, importerów, hurtownie i sklepy. Okazało się, że jeden z importerów sprowadzał z Litwy tradycyjne żarówki, gdy ich sprzedaż nie była już w Polsce dopuszczalna. UOKiK wszczął postępowanie wobec przedsiębiorcy.

Był też importer, który sprowadzał z Ukrainy zwykłe żarówki i sprzedawał je jako żarówki do celów przemysłowych. I to tylko ta firma „psuła obraz”, jak ujęła to IH w raporcie z kontroli. Tymczasem najwięcej przekrętów jest przy lampach do celów specjalnych. IH skontrolowała 80 takich lamp. W 17 przypadkach zabrakło informacji, że lampa nie nadaje się do oświetlenia pomieszczeń domowych.

W jednym przypadku lampy oznaczane jako przeciwwstrząsowe importowane z Litwy wyglądały jak zwykłe żarówki. Importer przeprowadził badania laboratoryjne odporności na wibracje, które wykazały, że można je zakwalifikować jako lampy do celów specjalnych. Inspektorat poprosił o opinię Pol-lighting, ale uznał, że nie była ona jednoznaczna i nie mogła stanowić podstawy do wycofania ich z obrotu. Importer umieścił informację, że żarówki nie nadają się do oświetlania domów i inspekcja uznała sprawę za zamkniętą.

— Typowe żarówki do zastosowań domowych miały 2-3 podpórki, lampy odporne na wstrząsy powinny mieć ich większą liczbę, nawet siedem. Kontrolerzy nie sprawdzali, ile jest podpórek, bo nie mają do tego prawa. Mogli sprawdzić tylko, czy opakowania są odpowiednio oznakowane — twierdzi Bogdan Ślęk z Philips Lighting. Koncern ma w Polsce główne fabryki oświetleniowe.

— Przepis unijny jest o tyle kulawy, że nie ma w Polsce norm, które określają, czym są żarówki sygnalizacyjne czy wstrząsoodporne. Ale gdyby nawet wprowadzić w życie przepisy określające, jakich żarówek nie wolno sprzedawać, importerzy będą się bawić w ciuciubabkę i wymyślą coś innego, na przykład żarówkę-granat — mówi Romuald Wojtkowiak, od sierpnia prezes ES-Systemu, firmy produkującej oprawy oświetleniowe, a przedtem przez 22 lata zatrudniony w Philips Lighting Poland, ostatnio jako wiceprezes.

Czas leczy rany

Bogdan Ślęk szacuje, że proceder rozpoczął się na dobre w ubiegłym roku, a w tym do Polski może trafić 20-40 mln sztuk niedozwolonych żarówek. Zarówno Philips czy Osram z zakładami w Słowacji zgodnie z przepisami nie wprowadzają na rynki unijne zakazanych żarówek. Ich produkcja została bardzo ograniczona, a zatrudnienie w fabrykach zmniejszone — np. w największych zakładach Philipsa w Pile spadło o kilkaset osób.

— To dla nas problem społeczny: zwalniamy ludzi, tłumacząc im, że nie sprzedaje się już starych żarówek, a oni nadal widzą je w supermarketach — wyjaśnia Bogdan Ślęk.

— Jedyny sposób to informować konsumentów. Nie zdają sobie sprawy, że płacą 3 zł za żarówki, które kiedyś kosztowały 1 zł i są nielegalnie wprowadzane — uważa Romuald Wojtkowiak. Polighting rozważa kampanię informacyjną wśród konsumentów. Za kilka lat sprawa rozwiąże się sama: ceny nowoczesnego oświetlenia spadną i stare żarówki przestaną kusić.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu