Czytasz dzięki

Szczepionka zeszła na drugi plan

Moment opracowania szczepionki na COVID-19 się przybliża, jednak reakcje rynków akcji są dość powściągliwe

Jeszcze przed końcem roku dostępna będzie szczepionka na chorobę wywoływaną przez koronawirusa z Wuhan, zapowiadają w ubiegłotygodniowym raporcie analitycy banku Goldman Sachs. Najbliżej osiągnięcia sukcesu są amerykańska spółka biotechnologiczna Moderna oraz gigant farmaceutyczny AstraZeneca we współpracy z uniwersytetem Oxford.

W tym drugim projekcie pomyślnie zakończono kolejną fazę testów, wynika z artykułu opublikowanego na łamach czasopisma „Lancet”. Dla nagłych przypadków pierwsze dawki mają być dostępne w październiku, a łącznie AstraZeneca deklaruje możliwości wyprodukowania 2 mld dawek. Zdaniem analityków Goldmana Sachsa inwestorzy nie doceniają postępów w pracach nad szczepionką prowadzonych przez Modernę. Pierwsze testy są bardzo obiecujące, a w przyszłym tygodniu spółka rozpocznie badania na grupie 30 tys. pacjentów. Choć w USA epidemia nie ustaje, to doniesienia o postępach w pracach nad szczepionką spotkały się ze spokojnym przyjęciem. Indeks S&P500 wprawdzie znalazł się najwyżej od lutego, jednak bodźcem do tego było porozumienie krajów UE co do planu stymulacji gospodarek.

— Opracowanie szczepionki z pewnością byłoby dobrą wiadomością, jednak nie będzie ona dostępna na tyle wcześnie, by pomóc w przypadku nadejścia jesienią drugiej fali pandemii — zauważa Grzegorz Zatryb, członek zarządu Skarbca TFI.

Długa droga

Zdaniem specjalistów Goldmana Sachsa szanse na wejście szczepionki do użytku przed końcem roku zwiększa wysoki stopień zaawansowania programów innych firm. Jeszcze latem w fazę testową wejdą kolejne trzy, w tym prowadzony przez Pfizera we współpracy z BioNtech. Problem w tym, że droga do wejścia szczepionki do masowego użytku wciąż jest długa.

Kolejnym wyzwaniem będzie dopuszczenie jej przez regulatorów rynku farmaceutycznego w USA. Jeśli decyzja będzie miała zapaść przed listopadowymi wyborami prezydenckimi, to cały proces skomplikują czynniki polityczne, wynika z raportu Goldmana Sachsa. Do tego dochodzą obawy o skutki prób włamań rosyjskich hakerów do ośrodków pracujących nad szczepionką. Nawet sam termin wprowadzenia szczepionki do użytku wcale nie będzie przełomem w walce z pandemią COVID-19. Aby zaszczepić wystarczającą część populacji globu, potrzebnych będzie kilka szczepionek oraz czas i pieniądze.

— Szczepionka i lek na COVID-19 prędzej czy później powstaną, jednak sam fakt wprowadzenia szczepionki niewiele zmieni, bo na zaszczepienie całej populacji świata potrzebnych może być kilka lat — przewiduje Bartosz Pawłowski, dyrektor inwestycyjny w mBanku.

Do osiągnięcia odporności stadnej potrzeba zaszczepienia między 70 a 85 proc. populacji, a tymczasem jedno z ostatnich badań opinii publicznej wskazuje, że skorzystać z nowej szczepionki planuje zaledwie 49 proc. Amerykanów. To mogłoby oznaczać konieczność wprowadzenia obowiązku szczepienia, oceniają analitycy Goldmana Sachsa. Zdaniem Bartosza Pawłowskiego kwestie związane z opracowaniem szczepionki nie są jednak obecnie pierwszoplanowe.

— Po tym jak państwa członkowskie Unii Europejskiej dogadały się w sprawie funduszu odbudowy z punktu widzenia inwestorów, najistotniejsze wydaje się to, czy programy pomocowe w Stanach Zjednoczoncyh zostaną przedłużone oraz jakie będą wyniki spółek za zakończony kwartał — wylicza specjalista mBanku.

Bez lockdownu

Po optymistycznych wynikach testów w ubiegły piątek notowania Moderny po raz pierwszy w historii wyszły powyżej 90 USD, co dawało kapitalizację przekraczającą 36 mld USD. Kurs pokazywał jedynie ograniczoną korelację z zachowaniem szerszego rynku za oceanem. Zdaniem Grzegorza Zatryba przyczyną jest to, że opracowanie szczepionki jest już uwzględnione w notowaniach szerszych indeksów.

— Nie ma zgody jedynie co do terminu, kiedy miałoby się to stać. Oczekiwania wahały się od czwartego kwartału tego roku do pierwszego kwartału 2021 r. i na tym tle ostatnieprognozy rzeczywiście napawają optymizmem — przyznaje specjalista Skarbca TFI.

Tymczasem słabnięcie reakcji rynku na kolejne spekulacje o terminie wprowadzenia szczepionki może być też związane z tym, że śmiertelność na COVID-19 spada. W ostatni piątek w USA zanotowano rekordowe 75,8 tys. przypadków, jednak liczba zgonów ustabilizowała się w okolicach jednej trzeciej wartości z końca kwietnia i początku maja, kiedy kryzys zdrowotny kulminował. Dzięki łagodniejszemu przebiegowi choroby nawet przy wzroście liczby przypadków władze poszczególnych stanów nie decydują się na drastyczne środki ostrożności. Powstrzymały się przed nimi nawet władze szczególnie mocno dotkniętej w ostatnich tygodniach Florydy, a to właśnie ponownego zamknięcia gospodarki najbardziej obawia się rynek. Jednak poczucie bezpieczeństwa inwestorów może okazać się złudne, jeśli wierzyć Klausowi Stohrowi, byłemu wirusologowi WHO, który pracował w czasie epidemii SARS z początku tego wieku. Jego zdaniem w sezonie jesienno-zimowym dojdzie do poważnej fali zachorowań, tym bardziej że szczepionka nie będzie jeszcze dostępna na szerszą skalę.

— Ponad 90 proc. populacji świata jest podatne na zachorowanie. Jeśli nie zostaną ponownie wprowadzone daleko posunięte obostrzenia, dojdzie do rozlania się epidemii — zapowiada Klaus Stohr w rozmowie z agencją Bloomberg.

Rynek ignoruje ryzyko

Analitycy Domu Maklerskiego BOŚ uważają, amerykański rynek akcji dyskontuje bardziej optymistyczny od najbardziej prawdopodobnego scenariusz gospodarczego ożywienia i ignoruje przy tym liczne czynniki ryzyka.

„Oto powoli zbliża termin wyborów prezydenckich (listopad). W przeszłości rynek akcji w okresie poprzedzającym wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych zachowywał się w następujący sposób: zwykł rosnąć w przypadkach, w których po wyborach nie dochodziło do zmiany partii rządzącej, a z reguły spadał w okresie trzech miesięcy przed wyborami, których efektem była zmiana partii rządzącej. Ostatnie sondaże wyborcze wskazują, że w tegorocznych wyborach prezydenckich bardziej prawdopodobna (przynajmniej obecnie) jest ta druga ewentualność, czyli zmiana” — zauważają analitycy.

Możliwe, że po zwycięstwie demokraci będą chcieli zlikwidować obniżki podatków wprowadzone przez Donalda Trumpa, co skutkowałoby spadkiem prognoz zysku na akcje spółek z S&P500 o 12 proc. (przy założeniu braku wpływu innych czynników). Oznaczałoby to, że w przyszłym roku zyski byłyby o 12 proc. niższe niż przed pandemią, a nie na poziomie porównywalnym z 2019 r.

„To z kolei oznaczałoby jeszcze bardziej wygórowane C/Z na rok 2021 dla indeksu S&Przędu 22, które już i tak przy obecnym konsensie prognoz jest na wysokim poziomie ok. 20” — wynika z raportu DM BOŚ z 13 lipca.

Eksperci zauważają również, że w ostatnich tygodniach zaufanie amerykańskich konsumentów przestało się poprawiać, podobnie jak poziom komfortu amerykańskich konsumentów powracających do różnych aktywności publicznych. [KZ]

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane