Szef Intakusa ma zarzuty

opublikowano: 08-08-2013, 00:00

Ireneusz R., który ma wykonać układ budowlanej spółki, jest oskarżony o oszustwo i usuwanie majątku spod egzekucji.

W czerwcu 2013 r. sąd we Wrocławiu zatwierdził układ notowanego na GPW Intakusa z wierzycielami. Miesiąc później przed innym sądem, w Toruniu, odbyło się posiedzenie organizacyjne w sprawie karnej Ireneusza R., jedynego członka zarządu budowlanej spółki. Prokuratura oskarża R. o popełnienie ośmiu przestępstw.

Chodzi m.in. o to, że jako prezes Rondo-Bau-Konstrukcje (RBK), spółki, która była jednym z wykonawców budynku Sky Tower we Wrocławiu, w 2010 r. miał oszukać jednego z kontrahentów na ponad 1,1 mln zł. Większość zarzutów dotyczy jednak pozbywania się przez wiceprezesa Intakusa osobistego majątku już po tym, jak w styczniu 2011 r. sąd w Toruniu wydał nakaz zapłaty na rzecz jego wierzyciela, a sąd w Rybniku nadał klauzulę wykonalności bankowemu tytułowi egzekucyjnemu, wydanemu przez Bank Polskiej Spółdzielczości.

Mieszkania za 5 tys. zł

Mimo to Ireneusz R. sprzedał udziały w nieruchomościach (m.in. matce), udziały w kilku spółkach (w tym w samym RBK), a także założył firmę, do której wniósł aportem dwa mieszkania we Wrocławiu, by następnie udziały w niej sprzedać za… 5 tys. zł. Paletę zarzutów dopełnia naruszenie ustawy o rachunkowości. Czy R. nie uważa, że o tym wszystkim powinien być poinformowany rynek oraz sąd, nadzorujący upadłość Intakusa?

— Nie, ponieważ jestem niewinny — ucina Ireneusz R. Tymczasem z ustaleń „PB” wynika, że na lodzie zostali nie tylko wierzyciele R., ale również RBK. Początkowo, w marcu 2011 r., sąd ogłosił upadłość układową tej spółki, jednak w styczniu 2013 r. ją umorzył, bo okazało się, że RBK nie ma pieniędzy nawet na koszty postępowania upadłościowego.

Z 17 mln zł długów spółka nie spłaciła ani grosza. Dziś R. jako wiceprezes Intakusa nie pobiera wynagrodzenia. Zapewnia, że nie ma to związku z egzekucją prowadzoną przeciwko niemu przez komorników, działających w imieniu wierzycieli. Pensji nie pobierał też w innej, do niedawna giełdowej spółce — Jago, której wiceprezesem był od listopada 2011 r. do lutego 2012 r.

Już dwa tygodnie po powołaniu R. do zarządu. Jago podpisało umowę na windykację ze spółką Lex-Pactum i wypłaciło jej ponad 104 tys. zł zaliczki. Miała być zwrócona w sytuacji, gdy Lex-Pactum nie zwindykowałby co najmniej 160 tys. zł, ale aneks do umowy zniósł ten warunek.

Wyroki na karku

Biegły powołany przez sąd upadłościowy uznał, że przekazanie pieniędzy do Lex-Pactum „nie wiązało się z żadnym świadczeniem zwrotnym” i „było działaniem na szkodę wierzycieli” Jago.

Miał też wątpliwości co do innych transferów na rzecz Lex- Pactum wysokości 67,4 tys. zł. Z ustaleń „PB” wynika, że prezesem Lex-Pactum był wtedy Marcin Cagara, który w 2011 r. był szefem innej spółki, której właścicielem był Ireneusz R. Dziś natomiast właścicielem Lex-Pactum jest Powszechne Towarzystwo Budownictwa Społecznego „Pomorska”, którego prezesem jest brat R. — Marcin. A właścicielem „Pomorskiej” — spółka, której szefuje sam Ireneusz R. Lex-Pactum otrzymała pieniądze z Jago, natomiast jego pracownicy już niekoniecznie.

Świadczą o tym dwa prawomocne wyroki z września i października 2012 r., w których Ireneusz R. został skazany na kary grzywny (3 i 5 tys. zł) za naruszanie praw pracowniczych poprzez niewypłacanie wynagrodzeń i niewykonanie decyzji inspekcji pracy. — Zostałem ukarany grzywną, choć nie byłem odpowiedzialny za płatności — broni się Ireneusz R.

JUŻ PISALIŚMY

„PB” z 7.08.2013 r.

Wczoraj ujawniliśmy, że prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie nieprawidłowości na dużą skalę, do jakich miało dochodzić w postępowaniach upadłościowych, prowadzonych przez sądy w Katowicach i Gliwicach. Z informacji „PB” wynika, że wśród spraw, będących w zainteresowaniu prokuratury i ABW, są m.in. upadłości Jago i Rondo-Bau-Konstrukcje, o których piszemy dziś. Obie spółki łączy nie tylko osoba Ireneusza R., ale również to, że tuż przed upadłością ich siedziby zostały przeniesione (odpowiednio do Książenic i Rybnika), dzięki czemu postępowania upadłościowe toczyły się przed sądem gliwickim.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu