Szef PGNiG gotów gasić światło w łupkach

Piotr Woźniak, jeden z największych łupkowych entuzjastów, może okazać się tym, który będzie musiał ogłosić ich koniec. Chyba że cena ropy pójdzie w górę

Ostateczna łupkowa próba zacznie się 6 czerwca. Wtedy PGNiG rozpocznie zabieg szczelinowania hydraulicznego na Pomorzu, na koncesji Stara Kiszewa. Potrwa około tygodnia i pokaże, czy i jak intensywnie z odwiertów płynie gaz. A to pozwoli oszacować, czy dalsze prace i uruchamianie wydobycia będzie miało biznesowy sens.

Szef PGNiG gotów gasić światło w łupkach

Piotr Woźniak, jeden z największych łupkowych entuzjastów, może okazać się tym, który będzie musiał ogłosić ich koniec. Chyba że cena ropy pójdzie w górę

Ostateczna łupkowa próba zacznie się 6 czerwca. Wtedy PGNiG rozpocznie zabieg szczelinowania hydraulicznego na Pomorzu, na koncesji Stara Kiszewa. Potrwa około tygodnia i pokaże, czy i jak intensywnie z odwiertów płynie gaz. A to pozwoli oszacować, czy dalsze prace i uruchamianie wydobycia będzie miało biznesowy sens.

— Rokowania są wprawdzie optymistyczne, ale jeśli wyniki okażą się słabe, zawiesimy cały projekt łupkowy — oświadczył wczoraj Piotr Woźniak, prezes PGNiG. Jeśli wybierze zawieszenie, to z łupkowego placu boju zejdzie ostatni aktywny gracz w Polsce.

Dopilnuje dobrej decyzji

Mimo że Piotr Woźniak mówi o optymizmie, to scenariusz optymistyczny należy uznać za mało prawdopodobny. Biznesowy sens dalszych prac zależy nie tylko od jakości złoża, ale też od cen gazu. A te, podobnie jak większość surowców, są nisko, bo potaniały w ślad za ropą.

Jeśli natomiast ziści się scenariusz pesymistyczny, to będzie to ironia losu. O zawieszeniu prac nad łupkami będzie bowiem musiał zadecydować Piotr Woźniak, który w ostatnich latach najsilniej za nimi orędował.

— Właśnie dlatego dopilnuję, by podjęte zostały dobre decyzje — podkreśla Piotr Woźniak, pytany o tę ironię.

Piotr Woźniak dziś jest prezesem PGNiG, ale od 2011 r. do 2013 r. pracował jako wiceminister środowiska i główny geolog kraju, odpowiedzialny m.in. za rozkręcenie poszukiwań węglowodorów niekonwencjonalnych. W branży surowcowo-energetycznej funkcjonuje zresztą od lat — był już w przeszłości m.in. ministrem gospodarki, a także wiceprezesem PGNiG. Jako zwolennik jak najszybszego uniezależnienia Polski od dostaw gazu i ropy z Rosji od początku wiązał z łupkami wielkie nadzieje.

— Gazu ziemnego jest w Polsce dużo — warto inwestować w jego poszukiwania. Łączne zasoby gazu ze złóż konwencjonalnych i oszacowane zasoby gazu ze złóż niekonwencjonalnych, czyli z łupków, plasują nas na trzecim miejscu pod względem zasobów wydobywalnych gazu w Europie — mówił Piotr Woźniak w 2012 r., na konferencji Państwowego Instytutu Geologicznego.

Nawet badać nie chcą

Wizja Piotra Woźniaka się nie ziściła. Najpierw okazało się, że polska geologia wymaga specyficznych technologii łupkowych (a nie importowanych z USA), potem spadek cen ropy zniechęcił tych, którzy nad tymi technologiami planowali popracować. W efekcie sukcesu komercyjnego w łupkach nie ma, zniechęconych natomiast jest cała masa. Wystarczy spojrzeć na listę członków Organizacji Polskiego Przemysłu Poszukiwawczo-Wydobywczego (OPPPW), reprezentującej interesy firm poszukujących węglowodorów. OPPPW powstała na fali zainteresowania polskim sektorem łupkowym i na początku liczyła 14 członków. Skład topniał i topnieje — z Polski wyszedł już m.in. Talismana, Marathon Oil, 3Legs Resources, BNK Petroleum i Chevron. Zrzeszony nadal jest San Leon, ale ostatnie prace na polskim złożu łupkowym przeprowadził w… 2013 r. Kupił natomiast projekt produkcyjny w Nigerii.

— Nie tracimy nadziei, ale sytuacja makroekonomiczna jest ciężka. Trudno znaleźć inwestora skłonnego wyłożyć znaczne pieniądze na poszukiwania. Woli wydać pieniądze na aktywa, które już produkują — tłumaczy Paweł Chałupka, dyrektor San Leon. O niechęci do ryzykownych poszukiwań świadczy też — jego zdaniem — zastój na rynku badań sejsmicznych.

— To pierwszy etap poszukiwań i nawet do tego nikt się dziś nie pali — zauważa Paweł Chałupka.

Orlen też odpuścił

San Leon to firma prywatna, ale do łupków nie pali się już nawet PKN Orlen, mimo że kontrolowany przez państwo, więc bardziej skłonny do realizowania rządowej strategii energetycznej. Koncern ma już za sobą księgowe odpisy wartości koncesji łupkowych, a od kilku kwartałów podkreśla, że koncentruje się raczej na projektach konwencjonalnych.

— Łupki to u nas temat wygaszony. Entuzjazm siadł — nie owija w bawełnę jeden z menedżerów w Orlenie. Poza PGNiG inwestycji w odwierty lub szczelinowania łupkowego nie planuje nikt. Marcin Zięba, dyrektor OPPPW, nie traci jednak nadziei. — Wyniki planowanych przez PGNiG szczelinowań hydraulicznych na północy Polski będą z pewnością drogowskazem dla inwestorów poszukujących gazu w formacjach łupkowych. Pamiętajmy jednak, że obok rodzimych gigantów koncesje na poszukiwanie zasobów niekonwencjonalnych posiada jeszcze kilka firm, które decyzje o kontynuacji prac podejmują indywidualnie — podkreśla Marcin Zięba.

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska