Szersze horyzonty producentów żywności

Państwowe służby weterynaryjne zapowiadają otwarcie nowych rynków dla polskich eksporterów. Warto szykować się m.in. do USA i RPA

Zanim producenci żywności ruszą na podbój nowych rynków, muszą je zdobyć weterynarze odpowiedzialni za to, by polskie produkty pochodzenia zwierzęcego spełniały m.in. normy zdrowotne. W ubiegłym roku uzyskaliśmy 107 świadectw weterynaryjnych.

Zobacz więcej

Marek Pirsztuk, główny lekarz weterynarii, i Krzysztof Jazdzewski, jego zastepca, dwoja sie i troja, by kolejne swiatowe rynki stawały otworem przed polskimi przedsiebiorcami. Marek Wiśniewski

— Umożliwia to eksport żywności do 33 krajów świata — mówi Marek Pirsztuk, główny lekarz weterynarii (GLW). W tym roku państwowe służby weterynaryjne skoncentrują się na RPA, Meksyku, Chinach, Kubie, USA, Izraelu, Arabii Saudyjskiej i Egipcie (patrz tabela), a także krajach bałkańskich, Malezji, Iranie i Indiach. W Malezji walczymy o otwarcie rynku dla polskiej wieprzowiny. Liczymy także na zgodę na eksport kolejnych produktów do Indii.

— Po raz pierwszy od wielu lat możemy tam eksportować produkty mleczne. Z moich obserwacji wynika, że sektor mleczarski jest jednym z najaktywniejszych eksporterów — mówi Krzysztof Jażdżewski, zastępca GLW. Powróciliśmy też do rozmów z Iranem, zerwanych kiedyś w związku z zakazem uboju rytualnego.

— Istotne jest nie tylko zdobywanie nowych rynków, ale zwiększanie liczby zakładów eksportujących. Liczymy na przykład, że po jesiennych rozmowach kolejni producenci drobiu dostaną przepustkę do Chin — mówi zastępca GLW.

Ważna jest też zmieniająca się struktura naszego eksportu. — Kiedyś eksportowaliśmy głównie proste produkty, teraz się to zmienia. Zaczynamy się specjalizować m.in. w jajach wylęgowych i pisklętach jednodniowych — dodaje Krzysztof Jażdżewski.

Nasi producenci drobiu przy każdej okazji podkreślają, że to eksport jest motorem wzrostu branży. Łakną więc nowych rynków zbytu, zwłaszcza że krajowa konsumpcja osiągnęła już wysoki poziom i rośnie powoli. Dla wieprzowiny Chiny są najważniejszym z rynków, nad których otwarciem pracuje nasza weterynaria. — Przed wstrzymaniem eksportu [spowodowanego afrykańskim pomorem świń — red.] sprzedaż wieprzowiny zwiększała się kilkakrotnie rok do roku. Był to najdynamiczniej rosnący rynek eksportowy — mówi Witold Choiński, prezes związku Polskie Mięso.

— RPA i Meksyk to rynki o podobnej kulturze spożywania mięsa do naszej — je się tam sporo wieprzowiny i w podobny sposób. Oba kraje dużo importują, więc mamy szansę sporo tam ugrać — mówi Adam Zdanowski, współwłaściciel Zakładu Mięsnego Wierzejki. Witold Choiński dodaje: płyną sygnały od przedsiębiorców, że są zainteresowani tym rynkiem.

— To dostęp do ponad 110 mln konsumentów, więc skala zachęca. Konkurencja jednak również jest spora — twierdzi prezes Polskiego Mięsa. Tegoroczne prognozy Agencji Rynku Rolnego zakładają utrzymanie eksportu wieprzowiny na poziomie zbliżonym do ubiegłorocznego. Urosnąć ma sprzedaż zagraniczna drobiu o 15-17 proc. Drób z wieprzowiną wzajemnie spychają się z krajowego talerza — większa dynamika wzrostu spożycia wieprzowiny w tym roku ogranicza spożycie drobiu.

— Są zapytania z tego kierunku, a coraz większe otwieranie się Kuby na świat owocuje rosnącą liczbą turystów. Pojawia się szansa na większą sprzedaż do kanału HoReCa [hotele, restauracje, catering — red.], ale tę szansę na pewno będą chcieli wykorzystać wszyscy. Wraz z normalizacją stosunków na linii Kuba — USA należy spodziewać się tam wzmożonej konkurencji ze strony produktów amerykańskich — mówi Jan Dąbrowski, prezes OSM Łowicz.

— Polscy mleczarze poszukują sposobów sprzedaży na całym świecie, więc otwarcie tego pozornie egzotycznego dla nas rynku ma znaczenie. W tamtym rejonie na razie zawędrowaliśmy do Meksyku — dodaje Zbigniew Komorowski, prezes Bakomy.

Amerykańskim przetwórcom brakuje jaj i ich przetworów w związku z szalejącą od grudnia ptasią grypą.

— Bardzo liczymy na otwarcie tego rynku, bo szykuje się kolejna trudna jesień dla producentów jaj. Drogie zboża i spora podaż czynią produkcję w Europie coraz mniej opłacalną. Do USA moglibyśmy wyeksportować nadwyżki, nie oddając marży pośrednikom, co często się zdarza. Nasze jaja trafiają do innych krajów, gdzie są przetwarzane i później sprzedawane na cały świat — komentuje Rafał Ratajczak, prezes Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz.

— Dzięki większym możliwościom wywozu poza UE robi się też więcej miejsca dla eksporterów na europejskich rynkach — dodaje Bartłomiej Chłodnicki, prezes Polskich Ferm.

— Kraje z okolic Półwyspu Arabskiego są dużymi importerami jaj, bo gorący klimat utrudnia produkcję. Izrael ze względu na powiązania z USA importował sporo z tamtego kierunku, m.in. przetworów, moglibyśmy więc zastąpić Amerykanów na tym rynku — uważa Rafał Ratajczak. Do Izraela dostarcza już wołowinę Zakład Przemysłu Mięsnego Biernacki.

— Rynek izraelski ma specyficzne wymagania. Poza koszernością trzeba tu przestrzegać innych procedur uboju i rozbioru, co oznacza koszty. Na razie jesteśmy umiarkowanie zadowoleni. Oczywiście każdy nowy rynek jest ważny, ale marże nie są szczególnie wysokie, zwłaszcza po odliczeniu dodatkowych kosztów — mówi Tomasz Kubik, prezes ZPM Biernacki.

— Byłem dwa lata temu na targach w Dubaju i zainteresowanie naszą wołowiną wydawało mi się ogromne. 80 proc. ludności Arabii to jednak przybysze z Azji, którzy nie są bogatymi konsumentami, trudno więc o wysokie marże. Szansa to HoReCa, gdzie można zarobić więcej, ale odbiorcy na tym rynku wymagają zupełnie inaczej przygotowanych produktów — małych, porcjowanych elementów, do których produkcji potrzebny jest odpowiedni park technologiczny. Oznacza to wydatki. Pytanie, jaka będzie stopa zwrotu — komentuje Tomasz Kubik, prezes ZPM Biernacki.

— To nie jest bogaty rynek, a to siła nabywcza konsumentów decyduje o atrakcyjności. Tamtejsi odbiorcy mogą być zainteresowani tańszym asortymentem — twierdzi Tomasz Kubik, prezes ZPM Biernacki. Z barierą popytu spotykają się też mleczarze — podkreśla Zbigniew Komorowski, prezes Bakomy.

Dotyczy to wielu produktów z tzw. galanterii mlecznej, np. jogurtów. Jan Dąbrowski, prezes OSM Łowicz, dodaje, że w przypadku mleka Egipcjan interesuje produkcja na miejscu bądź zakup półproduktów, jak mleko w proszku.

— Polskich spółdzielców nie stać na razie na takie inwestycje na miejscu, na jakie zdecydowała się ostatnio np. Arla Foods [szwedzko-duńska spółdzielnia, która zawiązała spółkę z największym lokalnym producentem — red.] — mówi Jan Dąbrowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Rolnictwo / Szersze horyzonty producentów żywności