Szkoła niepicia szampana

opublikowano: 11-10-2018, 22:00

Keynes przyznał, że jedyne, czego w życiu żałował, to wypicie niedostatecznej ilości szampana. Niesłusznie — nowa ponura szkoła wysnuła cztery dowody, że świętowanie bywa nieopłacalne

1. Aperitif: indeks z lodem

Szampan Dom Pérignon zawdzięcza nazwę benedyktynowi, a sławę m.in.
Jamesowi Bondowi. Na etykiecie odnajdujemy określenie „Vintage”, oznaczające,
że trunek jest rocznikowy — wszystkie spożytkowane owoce muszą zostać zebrane
jednego roku.
Wyświetl galerię [1/3]

SEKRET MNICHA:

Szampan Dom Pérignon zawdzięcza nazwę benedyktynowi, a sławę m.in. Jamesowi Bondowi. Na etykiecie odnajdujemy określenie „Vintage”, oznaczające, że trunek jest rocznikowy — wszystkie spożytkowane owoce muszą zostać zebrane jednego roku. Fot. Bloomberg

Oziębłość nowej spekulanckiej szkoły na darmo oszroniłaby butelki z szampanem, bo najsurowsza z kamiennych reguł brzmi: zamiast odkorkowywać, odsprzedawaj. W związku z tym, że rynek kolekcjonerskiego szampana właśnie doczekał się analitycznego raportu, warto na początku zauważyć, jak nietypowe aktywa rozkładają się czasem pianą na kuchennych kaflach. Powszechne doświadczenia z korkiem orbitującym po pokoju, wbrew pozorom, kierują do ścisłych wniosków — w etykietach szampanów mamy zdecydowanie głębsze rozeznanie niż w markach win burgundzkich czy bordoskich. Mimo że indeks Champagne 50 wspinał się od dekady prawie niezachwianymi krokami, zdecydowana większość zakupów inwestorów szybko kończyła się brzdękiem pustego szkła w worku na śmieci. Jak wskazuje raport Liv-ex, zmiana podejścia nastąpiła niedawno, ale już zdołała zwiększyć udział sprzedaży szampanów w rynku wtórnym kolekcjonerskich alkoholi z 1 do 8 proc. Czy to oznacza, że świadomi rodacy będą od tej pory spożywać truskawki wyłącznie ze śmietaną?

2. Toast za dobry rocznik

Z uwagi na to, że samo określenie inwestycyjnego szampana rozmywa się jak błahe rozmowy na balu, trzeba wyjaśnić: mimo królewskiej jakości i niekiedy nieosiągalnej ceny, szampan nierocznikowy raczej nie znajdzie się w portfelu. W związku z tym, że zamknięte w grubych butelkach aromaty różnią się tak, jak zmienna jest pogoda dla dojrzewających na gałązkach winogron, każdy z roczników wina jest inny i nieprzewidywalny — żeby więc utrzymać ciągłość stylistyki, domy szampana dobierają do mieszanki alkohole z różnych lat, rezygnując tym samym z podawania na etykiecie konkretnego roku. Tak, w szkolnym uproszczeniu, dojść można do przewrotnej statystyki z raportu Liv-ex, mówiącej, że nierocznikowe bąbelki stanowią co prawda większość produkcji regionu, ale na rynku wtórnym 95-procentowy udział mają te z datą winobrania. Z podsumowań obrotu na londyńskiej giełdzie wynika ponadto, że im prędzej rozwija się segment inwestycji w skrzynki z szampanem, tym wyraźniej słabnie popyt na trunki nierocznikowe — przez swoją zamierzoną powtarzalność są w pewnym sensie nierozróżniane przez rynkowy mechanizm.

3.Starzej się jak szampan

Przykładowy Cristal od Louisa Roederera z rocznika 2002 zdrożał w ostatnich 12 miesiącach o 25 proc., Salon Mesnil z 2004 aż o 27 proc., a Dom Pérignon Rosé z 2002 jest o 4 proc. tańszy, wynika z raportu giełdy Liv-ex. Co decyduje o poszczególnych rynkowych stawkach? W tym przypadku intuicja raczej nie zawodzi, bo eksperci są zgodni, że im szampan starszy, tym zwykle droższy — ceny utrzymują się zazwyczaj na stałym poziomie przez kilka lat od wprowadzenia do obiegu, a następnie stopniowo podnoszą wykresy, wzmagając jeszcze silniej apetyt.

W przeciwieństwie do mechanizmów na rynku win burgundzkich i bordoskich, wskaźniki dla aktywów do świętowania odważnie nie przejmują się jednak krytykami — jako przykład raport podaje mizerny współczynnik determinacji z analizy cen Cristala, który wartością 0,005 proc. dobitnie potwierdza, że nie ma korelacji między stawkami za butelkę i notami ekspertów. Z czynników decydujących o cenie, słusznie oczywistym wydawał się więc wiek, mniej trafnie można było postawić na recenzje winiarskich krytyków, a już prawdopodobnie najwęższa grupa w umownej ankiecie wskazałaby rozmiar butelki. Jak wynika jednak ze statystyk, im większa butelka rocznikowego szampana, tym bardziej bezlitosny byłby kac po jej otwarciu — wyrzut moralny związany z kosztem utraconych możliwości.

4. Korelacja kaca i szkła

Pojemniejsze od standardowych butelki już w chwili wprowadzenia na rynek okazują się mieć przewagę, bo popyt podnosi ich ceny średnio o 10-20 proc. za tę samą ilość trunku względem pojemności 0,75 l. Obecnie rozmiarom magnum z indeksu Champagne 50 przypada 50 proc. premii, a o ponad 100 proc. droższy może być kieliszek szampana rozlanego z butelki jeroboam. Żeby zrozumieć, o czym mowa, wystarczy podwoić zwyczajową objętość w przypadku magnum, a w przypadku jeroboam pomnożyć aż do trzech litrów — wracając do rachunków Keynesa i zeszytów w kratkę, można tak dodawać aż do nabuchodonozora, czyli odpowiednika 15 l i 20 butelek, i dużo dalej. Jeśli przy tym w rachunki inwestora wedrze się szkolne zadanie, ile inwestycyjnych nabuchodonozorów potrzeba, żeby napełnić wannę, angielski ekonomista pociągnie mętną złotą myśl, dodając, że poświęcanie teraźniejszości dla przyszłości również bywa bezzasadne.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Gospodarka / Szkoła niepicia szampana