Szpital może mieć zysk

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 2007-06-21 00:00

Są szpitale, które nie mają długów i stać je na podwyżki dla personelu. W oczach rządu mają jedną wadę — nie są już publiczne.

Ochrona zdrowia Zamość oddłużył placówkę i zamienił ją w spółkę

Są szpitale, które nie mają długów i stać je na podwyżki dla personelu. W oczach rządu mają jedną wadę — nie są już publiczne.

Pielęgniarki żądają podwyżek, lekarze — pieniędzy i wpuszczenia do służby zdrowia odrobiny rynku. Rząd jest temu przeciwny. Może nie zna historii szpitala miejskiego w Zamościu? Trzy lata temu szpital miał 25 mln zł długów. Komornik siedział na kontach. Pieniędzy brakowało nawet na lekarstwa, które trzeba było pożyczać z zaprzyjaźnionych aptek. Teraz szpital ma się nieźle: w 2005 r. miał 1,6 mln zł zysku. Rok później 1,1 mln zł, ale dlatego, że 1,3 mln zł poszło na remonty, a 1 mln zł na dodatkowe wynagrodzenia dla załogi. Jak to możliwe?

— Rada miasta postanowiła zlikwidować zadłużony szpital, przejąć jego długi i powołać na jego miejsce wolną od zobowiązań spółkę — wyjaśnia Krzysztof Tuczapski, prezes zamojskiego szpitala i jednocześnie wiceprezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Niepublicznych Szpitali Samorządowych (OSNSS).

Od miesięcy prezes kolęduje po kraju, namawiając samorządowców, by poszli śladem Zamościa.

Dwa lata do zysków

Przekształcanie Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej (SPZOZ) w spółkę prawa handlowego trwa rok. Pod ręką rzutkiego menedżera zyski powinny pojawić się już w kolejnym. I tak w roku wyborów samorządy lokalne mogłyby się pochwalić przed wyborcami dobrze prosperującym szpitalem.

W całym kraju jest około 50 szpitali samorządowych, niektóre to spore placówki z 500 łóżkami. Żaden nie ma problemów finansowych.

— Szpital nie musi mieć długów — przekonuje Marek Wójcik ze Związku Powiatów Polskich, który współtworzył OSNSS.

Trzeba jednak zmienić nieżyciowy system.

— Na świecie istnieją trzy systemy ekonomiczne: marksistowski, liberalny i czerpiący z obydwu SPZOZ-owski, w którym szpital o przychodach 80 mln zł może rocznie wydawać 300 mln zł — mówi Marek Wójcik.

Związek domaga się równouprawnienia placówek publicznych i niepublicznych. Publiczne powinny zyskać prawo do działalności gospodarczej, samorządowe — taki sam dostęp do kasy Narodowego Funduszu Zdrowia.

„Usamorządowienia” szpitali rząd jednak się boi. Paweł Trzciński, rzecznik resortu zdrowia, mówi, że nie jest to złota recepta na choroby systemu zdrowia, bo można ją wykorzystać tylko tam, gdzie samorząd stać na przejęcie szpitalnych długów. Poza tym samorządowe placówki mają dopiero kilka lat i nie wiadomo, czy przy tej kuracji nie pojawią się skutki uboczne.

Małgorzata Stryjska (PiS), wiceprzewodnicząca sejmowej Komisji Zdrowia, boi się patologii. „Usamorządowienie” szpitali — jej zdaniem — może być pierwszym krokiem do ich prywatyzacji.

— Nie mam nic przeciwko prywatnemu kapitałowi, ale pod warunkiem że ktoś buduje szpital od podstaw, a nie uwłaszcza się na publicznym — posłanka powtarza słowa premiera.

I pyta, czy koniecznie trzeba tworzyć spółkę, by szpital dobrze działał? Przecież wciąż będzie miał tego samego właściciela, który może go oddłużyć i wymienić dyrektora bez konieczności przekształceń.

Żegnajcie układy

Krzysztof Tuczapski wyjaśnia, że spółka całkowicie zmienia sposób zarządzania. Powstaje nowy podmiot, nie tylko wolny od długów, ale też od powiązań personalno-politycznych, które oplatają szpitale. Kończą się posady dla pociotków, bo nad prezesem firmy jest tylko rada nadzorcza, a nie cała rada miasta, tak jak dziś. To ogranicza naciski. I wreszcie szef spółki prawa handlowego własnym majątkiem odpowiada za jakość zarządzania.

Spór o rynek

W sporze rządu z lekarzami nie chodzi tylko o podwyżki, ale też model służby zdrowia. Lekarze chcą wprowadzić do systemu jak najwięcej elementów rynku: dodatkowe ubezpieczenia, częściową odpłatność za niektóre usługi i konkurencję między szpitalami. Rząd uważa, że opieka medyczna jest i będzie bezpłatna. Nie ma mowy o przekształceniach. Własność prywatna? Tak, ale pod warunkiem że sama postawi sobie szpital. Jak zatem rząd chce uzdrowić służbę zdrowia? Antidotum na długi ma być sieć szpitali, w której znajdą się najlepsze. Tylko one będą mogły liczyć na kontrakty z NFZ. Reszta zostanie przekształcona w zakłady opiekuńcze albo zlikwidowana.