Sztuka dawnej fotografii

Odświętnie, w niedzielę, bez programu komputerowego — proces „produkcji” zdjęć kilkadziesiąt lat temu w atelier Foto Szczepański do zobaczenia na Śląsku

Co to jest monidło, dlaczego nie robiono kilkudziesięciu ujęć i jak nieporęczny był sprzęt atelierowy — o tym, czyli o fotografii analogowej, opowiada właśnie otwarta wystawa „Foto Szczepański — sztuka dawnej fotografii” w Muzeum Miejskim w Żorach. To w tym śląskim mieście w 1949 r. powstało Foto Szczepański, a jego twórcy — Katarzyna i Władysław Szczepańscy — przez ponad 30 lat dokumentowali najważniejsze chwile w życiu mieszkańców — chrzty, pierwsze urodziny, komunie czy dzień szkoły. Wystawa prezentuje proces „produkcji” od przygotowania osób do pozowania przez naciśnięcie migawki, wywoływanie negatywów, ich retuszowanie po tworzenie odbitek — kopiowanie bądź powiększanie, i znowu — w miarę potrzeb — retuszowanie, nie programem komputerowym, ale bezpośrednio na oryginale uzbrojonymi w ołówki/tusze rękami retuszera, który efekt końcowy zaplanowanych prac widział tylko w swojej głowie. Na ponad 90 zdjęciach widać Żorzan w latach 1949-1981.

Katarzyna i Władysław Szczepańscy, założyciele Foto
Szczepański, „witają” klientów w odtworzonym studiu w Muzeum Miejskim w Żorach.
Jego domeną była praca w ciemni i zdjęcia plenerowe, jej — retusz negatywów i
pozytywów, tworzenie monideł i robienie zdjęć w atelier.
Wyświetl galerię [1/4]

W CIEMNI I ATELIER:

Katarzyna i Władysław Szczepańscy, założyciele Foto Szczepański, „witają” klientów w odtworzonym studiu w Muzeum Miejskim w Żorach. Jego domeną była praca w ciemni i zdjęcia plenerowe, jej — retusz negatywów i pozytywów, tworzenie monideł i robienie zdjęć w atelier. Fot. ARC

— To warstwa dokumentalna nie tylko tamtej epoki pod kątem zwyczajów, strojów itp., lecz także zupełnie innego podejścia do fotografii. To czasy, gdy proces przygotowania do naciśnięcia migawki trwał bardzo długo, a później następował jej jeden lub dwa strzały. Starannie układano ręce i głowę, patrzono np., czy para jest w odpowiedniej odległości od siebie, czy cienie sylwetek na siebie nie nachodzą. Wszystko musiało być dopracowane przed zrobieniem zdjęcia, fotograf był bardzo precyzyjny ustawiając oświetlenie czy mierząc światło, a fotograficzne atelier bardziej przypominało malarskie. Dzisiaj przygotowania do zdjęć są krótkie, a później następuje długie, wielokrotne naciskanie spustu migawki i bieżące korygowanie wszystkiego pod kontrolą pliku w aparacie fotograficznym lub podłączonym komputerze — mówi Karol Bagiński, właściciel firmy Foto-Grafika, który zajmował się digitalizacją negatywów i przygotowaniem ich do prezentacji na wystawę.

Katarzyna (1927-2008) i Władysław (1922-1981) Szczepańscy zawodu fotografa uczyli się praktykującu mistrzów. Zdecydowali, że chcą założyć własne atelier i szukali miejsca w Polsce. Dlaczego wybrali doszczętnie zniszczone Żory — nie wiadomo. Gdy tu przybyli miasto liczyło około 5 tys. mieszkańców i straszyło ogromnymi zniszczeniami. Odbudowa ruszała bardzo powoli. Miasto zaczęło intensywnie się rozwijać dzięki powstaniu Rybnickiego Okręgu Węglowego. Zmieniało swój charakter na ośrodek przemysłowy, a wraz ze związaną z tym coraz większą liczbą mieszkańców rosło też zapotrzebowanie na profesjonalnie wykonane zdjęcia. Na początku klienci przynosili do Foto Szczepański przede wszystkim filmy ze zdjęciami wykonanymi amatorsko w celu wywołania i zrobienia odbitek. Głównie po niedzieli, czyli po chwilach spędzonych z rodziną i przyjaciółmi. Często prace te, wykonane przecież ręką amatora, wymagały kadrowania, zwiększenia kontrastu czy wyostrzenia. Z czasem coraz więcej odwiedzających atelier potrzebowało zdjęć do legitymacji i innych dokumentów, a także ślubów i wesel, chrztów, roczków, komunii. Wciąż były to jednak specjalne okazje, bo fotografowanie traktowano jeszcze całkiem niedawno jako coś odświętnego.

1646e18c-8c31-11e9-bc42-526af7764f64
Puls Biznesu po godzinach
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE
Puls Biznesu po godzinach
autor: Marcin Goralewski
Wysyłany raz w tygodniu
Marcin Goralewski
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Odświętnie też prezentowali się na nich pozujący. Otwarcie zakładu fotograficznego w niedzielę było sytuacją całkowicie normalną — właśnie wtedy, nierzadko po mszy. Zwłaszcza w przypadku najmłodszych klientów przed fotografem stało trudne zadanie — sprawić, by dziecko na zdjęciu nie było „poruszone”. To czasy, w których nie wykonywało się wielu zdjęć, aby można było z nich wybrać to doskonałe, ale jedno, maksymalnie dwa. Materiały fotograficzne były trudno dostępne i drogie, a wykonanie negatywu i pozytywu pracochłonne. Tym większe więc wyzwanie miał fotograf, by to jedno „podejście” wyszło doskonale. Na prezentowanych na wystawie fotografiach widać m.in. zabawki, mające dodać trochę uroku zdjęciom i uprzyjemnić dzieciom chwilę bezruchu. Kuratorami wystawy, która potrwa do 20 maja, są Jacek Struczyk z Muzeum Miejskiego w Żorach, oraz Michalina Szczepańska, dziennikarka „PB” i wnuczka twórców Foto Szczepański. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu