Pakiet pomocy dla firm przygotowany przez banki, przewidujący automatyczne wznawianie kredytów obrotowych klientom firmowym, zawiera jedną istotną lukę. Z dobrodziejstw rozwiązania mogą skorzystać przedsiębiorcy będący klientami kredytowymi banków. Pomoc nie obejmuje tych, którzy nie korzystali w przeszłości z finansowania bankowego. To spora grupa przedsiębiorców, np. start-upy, które miały inne źródła finansowania — aniołów biznesu, fundusze itd. Teraz mają ten sam problem co wszyscy — ograniczony dostęp lub zupełny brak dostępu do kapitału. O ile inne firmy mogą posiłkować się kredytami, dla pozbawionych historii kredytowej firm drzwi do banków praktycznie są zamknięte. Banki nie prowadzą akwizycji klientów, a nawet jeśli któryś chciałby udzielić finansowania nowej firmie, to w standardowej procedurze weryfikacji zdolności kredytowej. Ze względu na spadek obrotów niewielu przedsiębiorców zdołałoby teraz przejść przez takie sito.

— Jest dużo firm, które nie korzystały z kredytów, a teraz mają poważne kłopoty. To cały sektor marketingu, produkcji filmowej, social mediów, innowacji i rozwiniętych start- -upów, które nie osiągnęły jeszcze progu rentowności. Zwykle to firmy oparte na utalentowanych ludziach, często bardzo dobre. Byliśmy z nich dumni, a teraz z dnia na dzień załamał się ich model biznesowy. Nie są klientami banków, którym można wydłużyć kredyt obrotowy, żeby utrzymać przy życiu — mówi Maciej Wandzel, członek Polskiej Rady Biznesu (PRB) wydelegowany do prac nad eliminacją barier w dostępie do finansowania kredytowego, gwarantowanego przez BGK.
Trzypunktowy plan
Jeszcze tydzień temu sytuacja wydawała się beznadziejna dla tej grupy firm, bo w tarczy antykryzysowej nie było o nich ani słowa, a banki też nie zamierzały wychodzić przed szereg. Jednak w ostatni marcowy weekend przedstawiciele bankowców, KNF i biznesu debatowali, jak dostosować regulacje do kryzysowej sytuacji, by udrożnić finansowanie dla firm. Owocem było opublikowane kilka dni później stanowiskoKNF w sprawie zdolności kredytowej oraz zabezpieczeń. Generalnie określa ono zasady finansowania korporacyjnych klientów banków, ale otwiera również furtkę dla innych firm.
Szukając sposobów przyjścia z pomocą przedsiębiorcom, którzy nie mają linii kredytowych w bankach, PRB natrafiła na rozwiązanie wymyślone przez Szwajcarów, właśnie na potrzeby walki ze skutkami koronawirusa. Na jego podstawie powstał plan bankowego finansowania oparty na gwarancjach Banku Gospodarstwa Krajowego. Zgodnie z nim firmy bez scoringu i historii kredytowej mogą otrzymać bankowe finansowanie objęte gwarancją BGK wynoszącą 80 proc. Taki poziom gwarancji obowiązywał standardowo w programie pomocy de minimis. Pozostałe 20 proc. wartości kredytu zabezpiecza właściciel firmy, wpłacając udział w gotówce do kredytującego banku i zobowiązując się, że do czasu spłaty kredytu nie będzie pobierał dywidendy ani wypłacał pieniędzy z kredytowanej firmy.
— Objęcie kredytu 100-procentową gwarancją sprawia, że bank nie musi robić analizy kredytowej, gdyż występuje w roli pośrednika, nie ponosząc ryzyka. Stanowisko KNF w sprawie zabezpieczeń daje wyraźną wskazówkę, że w przypadku gwarancji BGK bank może odstąpić od standardowej procedury — mówi Maciej Wandzel.
20 proc. ryzyka na właciciela
Żeby zminimalizować ryzyko nadużyć kredytowych, PRB proponuje wmontowanie bezpieczników w program finansowania. Może nim być np. wymóg dwuletniego stażu firmy ubiegającej się o kredyt. Maciej Wandzel przyznaje, że większość ryzyka bierze na siebie BGK, jednak partycypacja właściciela na poziomie 20 proc. daje mocną podstawę, żeby zakładać, że pieniądze zostaną wykorzystane we właściwy sposób.
— Dla inwestora dofinansowanie kredytu na poziomie 200 tys. zł jest rozwiązaniem korzystniejszym niż wyłożenie 1 mln zł. Dzięki gwarancjom BGK będzie mógł wykorzystać pieniądze na rozwój firmy, kiedy minie pierwsza faza kryzysu. Alternatywną opcją są upadłości — mówi Maciej Wandzel.
Teraz piłka jest po stronie BGK, który musi zdecydować, czy taka formuła finansowania de minimis z partycypacją kredytobiorcy jest możliwa. Kluczowe jest też podejście banków komercyjnych — nie jest przesądzone, że sektor zechce skorzystać z możliwości, jakie otwiera przed nim stanowisko KNF. Pismo nadzoru nie ma mocy rekomendacji, która wymaga bezwarunkowego stosowania. Poza tym banki mogą zechcieć zaczekać na opinię audytorów.