Szybki pieniądz od giełdowych bogaczy

Niebankowe pożyczki potrafią postawić biznesowych dłużników pod ścianą. A mimo to kwitną

Kowalski ma Providenta, Vivusa czy SMS Kredyt. A przedsiębiorca? Okazuje się, że gdy bank poda mu czarną polewkę, może szukać szybkiej gotówki u znanych inwestorów z GPW.

Zobacz więcej

Krzysztof Moska i Mariusz Patrowicz (FOT. MW)

Pożyczyć i żyć z odsetek

Pożyczka lichwiarska, ratunkowa czy bandycka? Określeń kilka i wszystkie mogą zniechęcać. Chodzi oczywiście o pożyczkę szybką (udzielaną w kilka dni oraz spłacaną w krótkim okresie), drogą (oprocentowanie potrafi sięgać nawet 40 proc.), ryzykowną z punktu widzenia pożyczkodawcy (bo pieniędzy potrzebuje zwykle firma w kłopotach finansowych) oraz ryzykowną z punktu widzenia pożyczkobiorcy (bo najczęściej zastawia cały majątek).

Ale firmy je biorą, a podaż zapewniają nie tylko wyspecjalizowane w tym firmy. Nadwyżki finansowe pożyczają również przedsiębiorcy znani z działalności w zupełnie innych branżach. Za działalność pożyczkową wziął się aktywnie Mariusz Patrowicz, kontrolujący giełdowe firmy Fon i Atlantis, które zamierzały kiedyś inwestować w energetykę. Pożyczają nie byle komu — np. spółkom Aleksandra Gudzowatego.

Jego Wratislavii- Bio dały zastrzyk blisko 30 mln zł, a w zastaw wzięły m.in. kamienicę przy warszawskiej alei Szucha.

— Pożyczamy firmom, które są w potrzebie, a na brak zainteresowania nie narzekam. Dostajemy około 100 e-maili tygodniowo, dodatkowo współpracujemy z lombardami, które podsyłają nam większych klientów. W odróżnieniu od banków nie badam zdolności do spłaty pożyczki, ale jakość zabezpieczeń. Oczywistym bankrutom jednak nie pożyczam — nie chcę się angażować w wielomiesięczne licytacje majątku upadłego — mówi Mariusz Patrowicz.

Ma dziś 30 pożyczkobiorców, którym jego firmy pożyczyły łącznie 150 mln zł, przy oprocentowaniu wahającym się pomiędzy15 i 25 proc. Z tytułu odsetek wpływa im na konta 1,8 mln zł miesięcznie.

— Finansujemy te pożyczki z pieniędzy własnych i wpływów z odsetek. Jeśli chodzi o spłatę pożyczek, to jasne, że klienci mają czasem z tym kłopot, ale większej wpadki od trzech lat, czyli od początku działalności, nie zaliczyliśmy — tłumaczy Mariusz Patrowicz. Podobną drogą idzie Krzysztof Moska, akcjonariusz giełdowego Lenteksu i Plast- Boksu (produkcja wykładzin i wiaderek). Kontrolowana przez niego firma Prymus prowadzi działalność pożyczkową. Wspomogła m.in. firmę inwestycyjną Rubicon Partners (2 mln zł, oprocentowanie — kilkanaście procent).

— Rynek rośnie i widać głód pieniądza. Zwłaszcza w sektorze szpitalnym i budowlanym — zauważa Krzysztof Moska.

Pożyczyć, pomóc i zapomnieć

Obok tych, którzy z pożyczek uczynili podstawowy biznes, funkcjonują ci, którzy udzielają krótkoterminowych pożyczek sporadycznie, w wyjątkowych okolicznościach. Niechętnie o nich rozmawiają, ale naciskani, uchylają rąbka tajemnicy.

— Zdarzyło nam się w przeszłości udzielić takich pożyczek, na kilka milionów złotych. W jednym z przypadków pomogliśmy po prostu zaprzyjaźnionej firmie, która potrzebowała gotówki na krótki czas, a jednocześnie była w stanie zapewnić bardzo dobre zabezpieczenie. Plan był zresztą taki, że pożyczka miała być pierwszym krokiem w ramach zacieśniania współpracy. Drugim miało być wejście do akcjonariatu, ale do tego ostatecznie nie doszło — mówi Paweł Chełchowski, wiceprezes firmy doradczo-inwestycyjnej Capital Partners. Podobne doświadczenia ma Grzegorz Bielowicki z funduszu Tar Heel.

— Zasadniczo nie udzielamy takich pożyczek, ale w przeszłości zdarzyło nam się kilka razy wspomóc firmy gotówką. To były przypadki, kiedy rozmowy na temat przejęcia kontroli w tych przedsiębiorstwach zakończyły się brakiem porozumienia, ale podjęliśmy decyzję o wsparciu programu inwestycyjnego pożyczką. Były to pożyczki bardzo dobrze zabezpieczone, a koszt wynosił kilkanaście procent — mówi Grzegorz Bielowicki. Podkreśla jednak, że to nie jest jego pomysł na biznes. Podobnie ocenia to Paweł Chełchowski.

— Dziś nie udzielamy takich pożyczek, choć zgłaszają się chętni. Uważamy, że ryzyko takiej inwestycji jest dziś porównywalne z inwestycją w akcje, ale stopa zwrotu — ograniczona, podczas gdy w przypadku akcji taka nie jest. Nie chcemy zatem blokować gotówki w takich projektach — tłumaczy wiceszef Capital Partners.

Pożyczyć, docisnąć i przejąć

Pożyczkodawcy są dyskretni, ale pożyczkobiorcy to prawdziwi mistrzowie milczenia. Żaden nie chce rozmawiać na taki temat. Nawet ten od najgłośniejszej transakcji, czyli Roman Karkosik. W 2008 r. inwestor musiał się wspomóc pożyczką od amerykańskiej firmy Elliott, słynącej z drogiego pieniądza i bezwzględnego podejścia do tych, którzy zwlekają ze spłatą. Rynek uznał tę transakcję za gwóźdź do finansowej trumny inwestora, spodziewając się przejęcia kontroli przez Elliotta nad zastawioną Alchemią (jedna z kontrolowanych przez Karkosika spółek).

Ostatecznie Karkosik oddał Elliottowi, w terminie, 45 mln USD. Nie zawsze to się udaje. Paweł Chełchowski wspomina, że raz pożyczkobiorca miał problem ze spłatą zobowiązania.

— Przejęliśmy wtedy zabezpieczenia i zostaliśmy jego właścicielem. Potem okazało się, że to była nasza najlepsza inwestycja — mówi Paweł Chełchowski.

Nie udało nam się również porozmawiać z żadnym przedstawicielem Rubicon Partners, który walczy z kłopotami, a którego — notabene — oprócz Moski wspiera właśnie Roman Karkosik. Karkosik (poprzez fundusz Krezus) objął akcje Rubiconu (w ramach nowej emisji), ale oficjalnie zapewnił, że nie planuje zwiększania zaangażowania. Przejmowanie majątku pożyczkobiorcy to jednak ryzyko, do którego nie każdy jest przygotowany.

— Nie udzielam takich pożyczek, ale na podstawie własnych obserwacji stwierdzam, że wielomilionowa niebankowa pożyczka dla firmy w kłopotach to w praktyce pierwszy krok do przejęcia jej majątku. Pożyczkodawca musi być do tego operacyjnie przygotowany. W przeciwnym wypadku zostanie zaskoczony kłopotami związanymi np. z zarządzaniem sprzedażą mieszkań w Wałbrzychu, bo akurat one były zabezpieczeniem pożyczki. Trzeba mieć w pogotowiu kogoś, kto tam pojedzie i przez trzy miesiące poprowadzi biuro sprzedaży — zauważa Maciej Zientara, znany inwestor giełdowy.

Pożyczyć? Po moim trupie

Dlatego Maciej Zientara bez ogródek nazywa takie pożyczki bandyckimi. Podobne nastawienie ma Krzysztof Folta, prezes sieci hurtowni elektrotechnicznych TIM.

— W 2001 r. mieliśmy spore kłopoty finansowe, ale wiedziałem, że od lichwy powinienem trzymać się z daleka. Ratowałem się wekslami i obligacjami. Do dziś obowiązuje u nas zresztą restrykcyjna polityka kredytowa — twierdzi Krzysztof Folta. Potencjalni pożyczkodawcy też często podkreślają, że z zasady stronią od takich transakcji.

— W ogóle mnie to nie interesuje, a nadwyżki finansowe wolę inwestować w budowę galerii handlowych — mówi Dariusz Miłek, główny akcjonariusz NG2 (prowadzi salony obuwnicze CCC), który sprzedał niedawno akcje za 140 mln zł. Marek Jutkiewicz, który kilka lat temu sprzedał udziały w Hoopie za 165 mln zł, też trzyma się z dala. — Pożyczam, ale własnym firmom, przy czym oprocentowanie jest na poziomie stawek bankowych — podkreśla biznesmen.

Kryzys pomaga lichwie, ale do czasu

Mariusz Patrowicz zajął się pożyczkami wtedy, gdy kryzys w Polsce się zaczynał. Teraz twierdzi, że kłopoty gospodarki napędzają rynek niebankowych pożyczek dla firm, ale tylko do pewnego stopnia.

— Kiedy firmy prowadzące realną działalność operacyjną zamrożą ją z powodu kryzysu, to nie będzie komu pożyczać. Sam zresztą też wolałbym wrócić do planów związanych z odnawialnymi źródłami energii, ale w tej chwili ta branża nie ma atrakcyjnych perspektyw — tłumaczy Mariusz Patrowicz.

Podobnego zdania jest Przemysław Majewski, prezes Progres Investment, firmy, która od 2010 r. specjalizuje się w krótkoterminowych pożyczkach dla firm. — Banki od przynajmniej roku przykręcają ostro śrubę kredytobiorcom, a to pomaga takim firmom jak nasza. Ale ma to też minusy — spadają ceny nieruchomości, które stanowią często zastaw. Dlatego ostatnio patrzymy nie tylko na zabezpieczenia, jak kiedyś, ale również na zdolność do spłaty — mówi Przemysław Majewski.

OKIEM BANKOWCA

Bank musi dbać o jakość kredytów

KAROL STĘPIEŃ

dyrektor ds. zarządzania sprzedażą — średnie korporacje, Raiffeisen Polbank

Oczywiście bank, który rozważa udzielenie firmie kredytu, bierze pod uwagę zarówno jakość potencjalnych zabezpieczeń, jak i zdolność do spłaty zobowiązania. Z tego powodu wydaje się, że rynek pożyczek niebankowych ma spory potencjał do wzrostu. W takiej sytuacji wyzwaniem, które stoi przed bankami, jest odpowiednia wycena ryzyka, która pozwalałaby finansować bardziej ryzykowne przedsięwzięcia. Wprawdzie pomiędzy bankami trwa ostra rywalizacja o małych i średnich klientów korporacyjnych, która przekłada się na wojnę cenową oraz nowe rozwiązania w ofercie, ale ta wojna ma granice. Ostatecznie bank musi dbać o jakość udzielanych kredytów oraz o osiągane marże.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu