Tajemnice grodów

Anna Leder
opublikowano: 2004-10-22 00:00

Szukacie czegoś zupełnie innego? Magii i spokoju? Ruszajcie do Siedmiogrodu!

Gdy para chce się rozwieść, zamykamy ją w pokoju z jednym łóżkiem, stołem, talerzem. Nie trzeba długo czekać, by partnerzy znaleźli wspólny język i zostali razem. Ta stara siedmiogrodzka przypowieść oddaje ducha Transylwanii, w której od wieków żyją razem ludzie różnych tradycji, kultur i temperamentów.

Transilvania, Erdély, Siebenbürgen, Siedmiogród — to rumuńskie, węgierskie, niemieckie i polskie określenie wciśniętej w łuk Karpat tajemniczej „krainy siedmiu grodów”. Kotlina niemal ze wszystkich stron otoczona jest niedostępnymi górami. Nie bez kozery więc Rzymianie uczynili ją wschodnim przyczółkiem imperium, widząc w niej idealną zaporę przed barbarzyńskim zalewem. W średniowieczu Transylwania stała się bramą łączącą wschód, zachód i południe Europy. Żyjący wspólnie Rumuni, Węgrzy, Szeklerzy i niemieccy Sasi zagospodarowali tę ziemię i uczynili ośrodkiem niezwykłej, wielobarwnej kultury.

Drogowskazy

Przekroczyliśmy „bramę” od strony Węgier, wpadając wprost do tętniącego życiem Satu Mare. A tam, na „na głównym placu drzewa przesłaniają niebieskie tablice drogowskazów i jeździ się w kółko i w kółko, i nie można znaleźć wylotu ani na Kluż, ani na Sygiet, ani na Oradeę, ani tym bardziej na Baia Mare...”. Szybko przekonaliśmy się, że w zapiskach Andrzeja Stasiuka niewiele jest przesady. Parkując w cieniu — a nie na środku jezdni, jak jest w lokalnym zwyczaju — przeklinaliśmy bujną rumuńską roślinność. Gdzie właściwie jesteśmy?

Pierwsze skojarzenie z Siedmiogrodem to oczywiście wampiry, duchy i ponure zamczyska. I rzeczywiście — XIV-wieczne zamki w Rasznowie, Branie czy Hunedoarze wyglądają jak scenografia z planu filmu o Drakuli. Podobne wrażenie robią wąskie uliczki kilkusetletnich starówek Sigiszoary, Sybina i Braszowa. To jedne z najpiękniejszych i najlepiej zachowanych miast średniowiecznej Europy. Ich atmosfera różni się jednak od „skansenowego” nastroju turystycznych kwartałów naszej części kontynentu. Trochę bardziej odrapane tynki, nieco niższe budynki, ale za to zamieszkałe przez wielopokoleniowe rodziny i tętniące szybkim, gorącym rytmem. Trudno się oprzeć wrażeniu, że kilkaset lat temu domy i toczące się w nich życie wyglądały bardzo podobnie.

Miasto na wschodzie

Braszów (po rumuńsku Brasov, po węgiersku Brassó, przez Niemców nazywany Kronstadt) to miasto symbol. W niemieckiej literaturze przedstawiany jako materializacja zachodniej idei ładu — jest rzeczywistym krańcem łacińskiej Europy. Węgrzy traktują Brassó jako miejsce, przez które do ich świata wdziera się bałkański żywioł. Symbolem tego przejścia jest Brama Schei, która oddziela racjonalny porządek kwartałów otoczonych murami obronnymi od plątaniny uliczek wijących się pomiędzy wzgórzami starego Rumuńskiego Przedmieścia.

Najcenniejszym zabytkiem Braszowa jest pochodzący z XIV w. tzw. Czarny Kościół — wyróżniający się tym, że jest... czarny. Nadal służy mieszkającym w mieście niemieckim protestantom. Charakterystycznym elementem wystroju są zdobiące ściany i podłogę niezwykłe tureckie dywany. Latem, o 18.00, odbywają się tu koncerty organowe. Najcenniejszym zabytkiem Schei jest XVI-wieczna cerkiew św. Mikołaja (SfČntu Nicholae de Schei). To najbardziej oryginalna cerkiew w Rumunii — swoista mieszanina zachodniego gotyku i elementów wschodnich. Spacer wzdłuż murów miejskich najlepiej przedłużyć sobie, udając się na północ od starówki, w stronnę XIV-wiecznej twierdzy zbudowanej do obrony przed Turkami. Na wschód od starówki znajduje się wzgórze TČmpa. Mierzy 955 m n.p.m. By zobaczyć Braszów z góry, warto wspiąć się na szczyt lub wjechać nań górską kolejką. Po obejrzeniu wszystkich atrakcji, odpoczniemy podczas spaceru malowniczymi bocznymi uliczkami, m.in. Strada Sforii (ul. Sznurowa)— najwęższą uliczką w Europie — o szerokości 1,32 i długości 83 m.

Nie mniej ciekawe od samego Braszowa są jego okolice. Tłumy turystów ruszają do Branu — wsi, gdzie znajduje się cukierkowy zamek, zbudowany w XIV w. przez niemieckich kupców. Od chwili powstania legendy o Drakuli budowlę uważa się za jego siedzibę, choć Vlad Palownik najprawdopodobniej nigdy nie postawił tam nogi. Po drodze zza drzew wynurzają się mury i wieże zamczyska. Nie ma mocnych — spojrzysz i wpadłeś... Nawet zdeklarowani przeciwnicy kiczu ulegają legendzie. A gdy w przydrożnej knajpce pokrzepisz się jeszcze kilkoma szklaneczkami lokalnego Vampira, czyli mocnego czerwonego wina, legenda o Drakuli wyda ci się całkiem prawdopodobna.

Jadąc z Braszowa do Branu, warto odwiedzić Rasnov. Znajduje się tam największy i najpiękniejszy zamek chłopski (bo w czasie oblężeń to oni właśnie w nich się chronili). Jego autentyczność może śmiało konkurować z przereklamowanym Branem. Koniecznie warto zobaczyć również Hunedoarę — oczywiście ze średniowiecznym zamkiem. Zwolennikom historii najnowszej polecamy gigantyczne, industrialne instalacje zbudowane tu w czasach Ceausescu.

Czerwone miasto

Sybin — z rumuńska Sibiu, po węgiersku Nagyszeben, z niemiecka Hermannstadt — jest dla Transylwanii tym, czym dla Polski Kraków: miastem mitem. Sybińskie stare miasto dzieli się na dwie części — Dolne, gdzie mieszkali biedniejsi mieszczanie, i Górne położone na wzgórzu, gdzie żyli ci zamożniejsi. Obie części łączy malowniczy Pasaż Schodów. Centrum starego miasta wyznaczone jest przez trzy place (rynki) — Piaca Mica, Piaca Mare i Piaca Huet. Niedaleko Piaca Huet znajduje się najcenniejszy zabytek Sybina — XIV-wieczny kościół ewangelicki. Piaca Mica i Piaca Huet łączy żeliwny most z 1859 roku — tzw. most kłamców. Nazwę zawdzięcza legendzie mówiącej, że jeśli przejdzie po nim kłamca, most zawali się. Ceausescu kusił los, spacerując po nim podczas wizyty w Sybinie... Most tkwi na swoim miejscu w nienaruszonym stanie!

Latem Piaca Mica i Mare tętnią życiem od wczesnego rana do późnych godzin nocnych. Większa ich część zajęta jest przez stragany. Przyjeżdżają tu chłopi z bliska i daleka — można spotkać nawet Szeklerów z okolic Mericurea Ciuc — i sprzedają wyroby sztuki ludowej oraz lokalne przysmaki. Handel zamiera dopiero koło północy, kiedy chłopi pakują swoje rzeczy i wracają do domów.

Malowniczym dachom starówki Sybin zawdzięcza miano „czerwonego miasta”. Nam ten kolor zapadł w pamięć jeszcze z innego powodu. Czerwone światła sygnalizatorów przy przejściach dla pieszych — na których zawsze brakuje białych pasów — i skrzyżowaniach wstrzymują ruch na około 10 minut! Chyba dlatego, by cygańskie wyrostki zdążyły zarobić na kolejną paczkę chipsów, myjąc — lepiej powiedzieć: mażąc — przednie szyby samochodów...

Gotycka perełka

Jeśli jakiś reżyser chciałby nakręcić film, którego akcja ma miejsce w XVI-wiecznych realiach, nie mógłby znaleźć miejsca lepszego niż Sighisoara. Stare miasto wybudowano tu na wzgórzu otoczonym znakomicie zachowanymi murami. Zazwyczaj na starówkę idzie się z Piaca Herman Oberth — małą uliczką stromo wspinającą ku górze. Dochodzi do gotyckiej wieży zegarowej, ze szczytu której rozlega się przepiękny widok na okolicę. Po drugiej stronie znajdującego się koło wieży Piaca Cetatii stoi XV-wieczny kościół klasztorny. Potem ruszyć można Strada Scolii (Ulicą Szkolną) ku drewnianym schodom okrytym dachem. Prowadzą na wzgórze, na którym znajdują się XIV-wieczne budynki: szkolny oraz najważniejszy kościół w mieście — Bergkirche. Warto jeszcze zobaczyć znajdujący się w północnej części starówki barokowy kościół katolicki, powałęsać trochę bez celu po uliczkach i zakątkach, obejść naokoło mury... I to w zasadzie już koniec zwiedzania.

Choć nie... Jest jeszcze coś, co w miejscu takim jak Sighisoara, zwraca uwagę... Niezorientowany przyjezdny natychmiast założy, że znalazł się w stolicy Unii Europejskiej. Tysiące niebieskich, gwiaździstych flag pokazują ogromną tęsknotę mieszkańców za Europą. Tu wszystko, co europejskie, jest dobre. Dlatego największy producent żywności nazywa się European Foods, a jego filia — European Drinks. Rumuńskiej proeuropejskości dorównuje chyba tylko... rumuński proamerykanizm. Rumuni do tego stopnia kochają np. coca-colę, że wystawili sobie wielką lodówkę z tym napojem przed najstarszym świeckim obiektem Sighisoary — Domem Drakuli —gdzie wedle legendy na świat został wydany Vlad Palownik…

Choć w Transylwanii jak w żadnym miejscu Europy czuje się oddech minionych wieków, warto tu również wyruszyć na górskie szlaki czy znakomite narciarskie trasy. Uciec od nowoczesności i zakosztować wspaniałego spokoju, zanim tęskniący za Europą Rumunii zamienią swój niezwykły kraj w miejsce całkowicie normalne i przewidywalne...