Tajemnicza recesja emerytalna

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2014-08-18 00:00

Pensje Polaków rosną, a składki wpłacane do ZUS — po raz pierwszy od sześciu lat — maleją. Gdzie się podziały 3 mld zł?

Niepokojące sygnały płyną z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (ZUS). W pierwszym półroczu 2014 r. w ramach składek emerytalnych i rentowych wpłynęło do urzędu jedynie 65,8 mld zł, czyli o 0,3 mld zł mniej niż w analogicznym okresie minionego roku. To pierwszy spadek wpływów z tego tytułu od 2008 r.

None
None

Zjawisko jest o tyle zastanawiające, że fundamenty makroekonomiczne zupełnie na to nie wskazują. Według oficjalnych danych, nasza gospodarka w minionym półroczu radziła sobie bardzo dobrze — wzrost gospodarczy wyniósł 3,3 proc.

Średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o 4,1 proc., a zatrudnienie — o 0,5 proc., czyli fundusz płac wzrósł o 4,6 proc. Teoretycznie więc wpływy ZUS z tytułu składek powinny być większe niż przed rokiem o ponad 4 proc., czyli około 3 mld zł.

Dziwne wahnięcie

ZUS przekonuje, że spadek nie jest groźny i wkrótce dochody znowu przyspieszą.

— Różnice w dochodach między pierwszą połową 2013 r. a pierwszą połową 2014 są niewielkie. Mają charakter okresowych wahnięć. Gospodarka rozwija się w dobrym tempie, więc na koniec roku spodziewamy się również dobrego wyniku w składkach — przekonuje Jacek Dziekan, rzecznik ZUS. Ekonomiści widzą jednak powody do niepokoju. Ich zdaniem, trzeba uważnie śledzić rozwój wydarzeń.

— Nie przekonuje mnie twierdzenie, że to nieistotne „okresowe wahnięcia”. Skoro oficjalne dane pokazują, że zatrudnienie i wynagrodzenia w gospodarce rosną, to składki nie powinny spadać. Te dane są zaskakujące i zastanawiające — mówi Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Plus Banku. Podobnego zdania jest Jarosław Janecki, główny ekonomista Societe Generale.

— Oczywiście najważniejsze jest to, jaki wynik odnotujemy na koniec całego roku — to będą najbardziej miarodajne dane. Jednak stan, jaki widzimy po pierwszym półroczu, nie wygląda dobrze. Jeśli w drugim półroczu sytuacja istotnie się nie poprawi, będzie to oznaczało dodatkowe napięcia w budżecie państwa, bo rząd będzie musiał przekazać do ZUS większą dotację, niż planował — mówi Jarosław Janecki.

Ucieczka przez ZUS

Co może powodować kurczenie się składek do ZUS? Hipotez jest kilka. Najbardziej prawdopodobne wydaje się wyjaśnienie, że nasila się „składkowa optymalizacja”, czyli unikanie opłacania ubezpieczeń społecznych. Być może coraz większa część pracowników przechodzi na umowy cywilnoprawne lub do szarej strefy i nie odprowadza składek emerytalnych lub robi to w niewielkim zakresie.

— Możliwe, że na rynku pracy zachodzą obecnie istotne zmiany strukturalne, które umykają statystyce. Jeśli faktycznie okazałoby się, że mamy do czynienia z nasileniem się fali przechodzenia z umów o pracę na umowy cywilnoprawne lub do szarej strefy, byłby to zły znak dla systemu emerytalnego — mówi Jarosław Janecki. Tego samego zdania jest Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole.

— Być może składki emerytalne się kurczą, bo po prostu coraz mniej osób je płaci, czyli znowu nasila się zjawisko zatrudniania na „śmieciówkach” i na czarno — mówi Jakub Borowski. Podaje przykład: kilka miesięcy temu tylko w jednej branży — ochroniarskiej — z etatów na umowy-zlecenia przeszło 5 tys. ludzi, bo rząd ograniczył subwencje dla firm zatrudniających osoby niepełnosprawne.

— To nie tłumaczy całego spadku wpływów ZUS ze składek, bo 5 tys. ludzi to niewielka grupa dla całego systemu emerytalnego. Może to być jednak dobrą ilustracją szerszej tendencji wypychania pracowników na umowy cywilno prawne.

A to zły proces nie tylko z punktu widzenia budżetu i systemu emerytalnego, ale także sprawiedliwości społecznej — mówi ekonomista Credit Agricole.

Dziurawa statystyka

Druga hipoteza (powiązana z pierwszą) jest taka, że oficjalne dane z rynku pracy są zbyt optymistyczne i faktyczne zatrudnienie czy wynagrodzenia w gospodarce nie rosną tak, jak pokazuje to GUS-owska statystyka.

— Warto pamiętać, że dane GUS dotyczą tylko wycinka rynku pracy, tzn. mierzą zatrudnienie i wynagrodzenia w podmiotach zatrudniających więcej niż dziewięć osób i uwzględniają tylko osoby zatrudnione na umowę o pracę. Nie pokazują więc całej prawdy — mówi Wiktor Wojciechowski. Może się więc okazać, że np. pensje ludzi na etatach w większych firmach rosną, ale dochody wszystkich polskich pracowników spadają lub rosną wolniej niż w grupie objętej monitoringiem GUS.

Możliwe jest też — to jest trzecia hipoteza wskazywana przez ekspertów — że po prostu ściągalność składek emerytalnych w ostatnich kwartałach spadła. Być może pracodawcy unikają opłacania świadczeń lub opóźniają płatności. Wydaje się to jednak mało prawdopodobne, ponieważ badania pokazują, że ostatnie nasilenie się koniunktury gospodarczej zmniejszyło skalę zatorów płatniczych w polskich firmach.