ZUS-ie, nie daj się okradać

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2014-08-21 00:00

Śladem naszych publikacji

W poniedziałek na łamach „PB” pisaliśmy o niepokojącym zjawisku, polegającym na tym, że dochody ZUS ze składek emerytalnych i rentowych spadają (po raz pierwszy od sześciu lat), choć zatrudnienie i wynagrodzenia w polskiej gospodarce rosną. Dlaczego tak się dzieje? Ekonomiści zwykle tłumaczą, że pracodawcy wypychają pracowników na umowy cywilnoprawne lub zatrudniają na czarno.

Przyczyna jest jednak przynajmniej jeszcze jedna — ZUS po prostu jest bezradny w ściąganiu składek. Dla wielu nieuczciwych pracodawców regulowanie zobowiązań wobec ZUS to absolutnie ostatni, najmniej pilny obowiązek. Najpierw trzeba zapłacić bankom, potem fiskusowi, potem opłacić rachunki, następnie wypłacić pracownikom pensje, a do ZUS-u — ewentualnie, jak zostanie jeszcze jakaś górka na koncie.

Pracodawcy wiedzą, że jak nie zapłacą bankom i urzędowi skarbowemu, to trafią zaraz przed sąd. Jak nie zapłacą rachunku, wyłączą im prąd. Jak nie zapłacą pensji, załoga odejdzie. A ZUS? Spokojna głowa. Fakt niepłacenia składek może wyjść dopiero po latach, kiedy pracownik się zorientuje, że pracodawca robił go w konia. Poza tym, nawet jak pracownik uświadomi ZUS-owi, że pracodawca ich okradał, na zdecydowane działania ZUS-u wobec złodzieja nie ma co liczyć. Urząd zwykle po prostu będzie wysyłał pisma do pracodawcy z ponagleniem. I tyle. Jak złodziej zechce, to ureguluje płatność.

Dla tych, którzy nie wierzą, publikujemy fragmenty listu, który otrzymaliśmy od jednej z naszych czytelniczek (nie pierwszy w tej sprawie): „Od sześciu lat pracuję zatrudniana na umowach o pracę. Czyli tych najbardziej wartościowych dla ZUS, prawda? Tylko dlaczego od sześciu lat moje składki nie są odprowadzane na czas przez pracodawców (bo nie jednego!)? W pierwszym przypadku dopiero po którymś piśmie do ZUS z mojej strony rozpoczęto odzyskiwanie zaległych składek od pierwszego pracodawcy — z poślizgiem ponad rocznym. Od obecnego w ogóle nie są ściągane. Nic to, że każdy odchodzący z firmy pracownik w pierwszej kolejności kieruje swe kroki do ZUS i składa pismo.

Teoria mówi, że powinien być to sygnał dla ZUS do odzyskania składek. Instytucji tej nie daje nawet do myślenia to, że dostaje tak wiele pism dotyczących tych samych osób i firm. Niestety, pracodawca jest nadal bezkarny, bo składek na wezwania ZUS-u nie uzupełnia. Nawet kontrole nic nie dają. Zostało stwierdzone opóźnienie płatności i wezwano do zapłaty. Ale zapłaty dalej nie ma. Pracodawca zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że może nie płacić. Tak więc, co miesiąc kwota brutto mojego wynagrodzenia uszczupla się o składkę emerytalną. Wszyscy płacimy za tę nieudolność ZUS w ściąganiu składek. Bo obowiązkiem ZUS jest ściąganie składek, a nie ich łaskawe przyjmowanie od tych, którzy płacą je dobrowolnie.

Pozdrawiam, K.”