Główny indeks giełdy w Bangkoku spadł o 1 proc., a baht osłabł do 32,65 za dolara. Armia, która deklaruje że nie chce przejmować władzy, ogłosiła, że wprowadzenie stanu wojennego ma przywrócić w kraju ład i porządek. W Tajlandii przez ostatnie miesiące miała miejsce fala protestów antyrządowych co odbiło się negatywnie na gospodarce. W pierwszym kwartale PKB kraju spadł o 2,1 proc. w porównaniu z poprzednim.
- Ostatnia rzecz, jakiej potrzebuje gospodarka, to dalsza niestabilność polityczna – powiedział Michael Every, szef komórki analitycznej Rabobanku zajmującej się rejonem Azji Pacyfiku. - Z drugiej strony stan wojenny niemal z pewnością odbije się na liczbie przyjeżdżających turystów – dodał.
