Tak się wychodzi z kłopotów

opublikowano: 05-06-2013, 00:00

Działający w branży mleczarskiej Unipolcom w postępowaniu naprawczym zrestrukturyzował 15 mln zł. Wierzyciele zadowoleni, firma działa, a polskie przepisy jednak nie takie straszne

Niełatwo skorzystać z polskiego prawa naprawczego. Firma musi być wypłacalna albo tylko nieznacznie niewypłacalna (zobowiązania nie większe niż 10 proc. wartości firmy). Jednak wtedy mało który przedsiębiorca czuje potrzebę, żeby cokolwiek naprawiać. A nawet jeśli czuje i zwróci się o taką procedurę do sądu, musi poczekać na jego decyzję, a w tym czasie utrzymać stan wypłacalności, co może być trudne po tym, gdy wierzyciele dowiedzą się o całej sytuacji. Może dlatego przypadków wszczęcia postępowania naprawczego, które działa w Polsce już 10 lat, jest jak na lekarstwo. Pierwszy i największy układ zawarty w ramach tego postępowania to sprawa Zakładów Mięsnych Duda z 2009 r.

Zobacz więcej

SZYBKA REAKCJA: Dobry refleks się opłaca. — Zarząd Unipolcomu zareagował, gdy tylko pojawił się problem z realizacją zagranicznego kontaktu. Firma była jeszcze w pełni wypłacalna — mówi Piotr Zimmerman, radca prawny w kancelarii Zimmerman i Wspólnicy. [FOT. ARC]

— Łącznie z tym było ich zaledwie kilka, na pewno mniej niż 10 — mówi Piotr Zimmerman, radca prawny w kancelarii Zimmerman i Wspólnicy. Ale dla chcącego nic trudnego. Monitor Sądowy i Gospodarczy donosi o zakończeniu postępowania naprawczego przez Unipolcom, spółkę handlową zajmującą się hurtowym obrotem mlekiem w proszku. Sąd Rejonowy dla miasta Warszawy zatwierdził układ zawarty w tym postępowaniu 23 kwietnia br.

Dwa miesiące i po bólu

Unipolcom zdecydował się na postępowanie naprawcze, kiedy pojawił się problem z realizacją zagranicznego kontraktu.

— Zagrożeniem była gwarancja bankowa, której wypłata spowodowałaby poważne problemy — informuje Piotr Zimmerman, którego kancelaria reprezentowała interesy Unipolcomu w całym postępowaniu. Wtedy firma była jeszcze wypłacalna, choć miała zobowiązania, które sięgały 15 mln zł. Terminy ich zapłaty przypadały na przyszłość. Już było wiadomo, że trudno będzie je uregulować. Stąd szybka reakcja. W efekcie Unipolcom musiał się dogadać z około 30 wierzycielami, w tym kilkoma największymi polskimi mleczarniami oraz dwoma dużymi bankami. Nie trwało to długo — postępowanie zakończyło się w ciągu dwóch i pół miesiąca od chwili jego wszczęcia, czyli szybciej, niż przewidują przepisy. Wierzyciele zgodzili się na redukcję swoich należności rzędu od kilkunastu do 35 proc., w zależności od ich wielkości. Spłata zobowiązań została rozłożona na rok od momentu zakończenia postępowania. Co ciekawe, większość wierzycieli, którzy przecież musieli przetrawić redukcję swoich należności, kontynuuje współpracę z dłużnikiem po zatwierdzeniu układu.

Nasze leki działają

Unipolcom to jeden z nielicznych przykładów, które pokazują, że restrukturyzacja nie jest tak straszna, jak ją malują. A polskie przepisy wcale nie takie dysfunkcyjne. Klucz do sukcesu to odpowiednio wczesna reakcja.

— Z ratowaniem przedsiębiorstw jest jak z leczeniem pacjentów — po pierwsze im wcześniej tym lepiej, a po drugie ważne jest, by jednak trafić do eksperta praktykującego w terapiach danego rodzaju, a nie do pierwszego z brzegu „specjalisty od wszystkiego” — twierdzi Maciej Roch Pietrzak, syndyk licencjonowany, partner w kancelarii PMR i prodziekan ds. nauki i legislacji w Krajowej Izbie Syndyków. Naszym lekarstwom na pewno daleko do ideału, ale też działają.

— Polskie przepisy restrukturyzacyjne nie są całkowicie wadliwe czy w 100 proc. niestosowalne, choć oczywiście mogą być lepsze i pracujemy nad tym — zapewnia Maciej Roch Pietrzak.

Trzy razy więcej niż po likwidacji

Naprawa nie uda się także bez dobrej woli wierzycieli. A do tego trzeba ich przekonać.

— Wierzyciele zwykle doceniają fakt, że dłużnik informuje ich wcześniej o swoich kłopotach, zanim tak naprawdę pojawią się poważne problemy i dojdzie do sytuacji, z której nie będzie już wyjścia. Dlatego często można ich przekonać do współpracy i głosowania za układem — twierdzi Piotr Zimmerman.

Tak było w przypadku Unipolcomu — szybka i szczera prezentacja sytuacji spółki, włącznie z wymienieniem jej przyczyn i możliwych konsekwencji, przekonały wierzycieli. I słusznie. Na współpracy można więcej zyskać. Konsekwencją niedogadania się może być bowiem likwidacja, przy której wierzyciele odzyskują zwykle 2-3 razy mniej swoich należności niż w wyniku układu. Majątek spółki starcza zazwyczaj na zaspokojenie roszczeń tylko w niewielkim stopniu.

— W przypadku spółek handlowych nie więcej niż kilkanaście procent. Tak też byłoby tutaj, gdzie rzeczowy majątek firmy nie był wart więcej niż kilka milionów złotych — zapewnia Piotr Zimmerman.

Za mało happy endów

Niestety, przedstawiciele Unipolcomu, zapewne z lęku przed upublicznieniem informacji o kłopotach w firmie, odmówili nam komentarza w tej sprawie. Jednak podobnego problemu, nawet z upadłością, nie mają firmy choćby w Stanach.

— Wiele razy słyszałem, że jeżeli fundusze inwestycyjne mają zatrudnić prezesa spółki, to szczególnie cenią tych, którzy przeszli przez upadłość, ponieważ oni najlepiej wiedzą, co robić w takich sytuacjach i jak im zapobiec. W Polsce najbardziej szanujemy tych, którzy mają na koncie same sukcesy — zauważa Thomas Kolaja, dyrektor zarządzający Alvarez & Marsal w Warszawie, szef praktyki restrukturyzacyjnej na Polskę oraz Europę Środkowo-Wschodnią. Ale jest nadzieja, że wraz z większą otwartością wierzycieli na współpracę w ramach restrukturyzacji, a także coraz liczniejszymi przykładami postępowań naprawczych, podejście polskich firm do tej kwestii się zmieni. I wyjście z kłopotów zacznie być postrzegane jako sukces, a nie porażka.

— W naszym kraju wzrasta kultura prawna zarówno przedsiębiorców, jak i wierzycieli, którzy decydują się iść na ustępstwa, wierząc, że to rozwiązanie ochroni także ich interesy. Wciąż jednak takich „happy endów” jest za mało — twierdzi Agnieszka Ziółek, radca prawny w kancelarii CMS Kameron McKenna.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu