Niskokosztowi przewoźnicy opanowali ponad jedną czwartą rynku. I wcale nie zamierzają na tym poprzestać.
Tanie linie opanowały w trzecim kwartale niemal 28 proc. rynku przewozów pasażerskich. Wszystkie linie lotnicze przewiozły 7,7 mln pasażerów.
— To ogromny wzrost. W ubiegłym roku z usług tanich linii skorzystało nieco ponad 10 proc. pasażerów — mówi Adam Borkowski, rzecznik Urzędu Lotnictwa Cywilnego (ULC).
W pierwszej dziesiątce największych przewoźników w Polsce wykonujących przewozy rozkładowe znalazły się aż cztery tanie linie. W sumie tani przewoźnicy przewieźli w ciągu trzech kwartałów 2,14 mln osób.
Pewny lider
Pierwsze miejsce LOT nie jest zagrożone.
— Do końca roku przewoźnik przewiózł 3,5 mln pasażerów, co stanowi 45,4 proc. rynku — wyjaśnia Adam Borkowski.
Druga pozycja należy do węgierskiego Wizz Air, który z 896 tys. pasażerów zwiększył udział niemal o 9 proc. w stosunku do ubiegłego roku i obecnie ma 11,6 proc. w całym rynku przewozów regularnych. Na trzecim miejscu plasuje się niemiecka Lufthansa. Kolejna pozycja należy do Centralwings, spółki zależnej LOT.
Popularne, bo tanie
Boom lotniczy zawdzięczamy przede wszystkim zniesieniu ograniczeń prawnych.
— Znakomicie rozwijający się rynek to efekt przede wszystkim wejścia Polski do UE i pełnego otwarcia polskiego nieba, co spowodowało większą aktywność przewoźników już działających w Polsce i wejście wielu nowych — ocenia Adam Borkowski.
I wszystko wskazuje, że to jeszcze nie koniec.
— W Polsce bardzo popularne są dobra „tanie”, więc ich udział może jeszcze bardzo wzrosnąć. Linie niskokosztowe mogą wkrótce dojść do 50-procentowego udziału w rynku. Ich popularność może być nawet wyższa niż na Zachodzie, gdzie społeczeństwa są zamożniejsze — ocenia prof. Andrzej Ruciński z Katedry Rynku Transportowego Uniwersytetu Gdańskiego.