Taniej już było

Bartosz Dyląg
opublikowano: 2006-07-18 00:00

W Warszawie wzrost cen mieszkań od sierpnia zeszłego roku szacuje się na minimum 30 proc. Tyle, ile zysku dają fundusze podwyższonego ryzyka.

Na stołecznym rynku brakuje mieszkań wszystkich typów, jednak najlepiej sprzedają się dwupokojowe, które są idealne dla młodych małżeństw oraz na inwestycję. Duży popyt jest także na mieszkania najdroższe (powyżej miliona zł). Doskonale sprzedają się lokale do remontu, które są tańsze, a po wykończeniu dają możliwość szybkiego zarobku.

Poza stolicą bez zmian

— Na rynku warszawskim inwestują ludzie z całej Polski, mając pewność właściwego ulokowania pieniędzy. Nie bez znaczenia jest również udział obcokrajowców, dla nich mieszkania w Warszawie nadal są tanie — zaznacza Mariusz Chołuj z agencji Bracia Strzelczyk.

Najszybszy wzrost cen występuje w centrum Warszawy, na Starym Mokotowie oraz Starym Żoliborzu. Mieszkania w Śródmieściu kupowane są głównie na inwestycje. Na obrzeżach Warszawy, tam, gdzie są jeszcze wolne tereny pod budownictwo, odnotowuje się mniejszy wzrost cen.

— Sprzedaż odbywa się często przed wbiciem łopaty w ziemię. Miejsca na nowe osiedla są praktycznie tylko na obrzeżach Warszawy. W centrum zostały pojedyncze działki przeznaczone pod apartamentowce — twierdzi Mariusz Chołuj.

Nie wszędzie panuje jednak takie szaleństwo. W Białymstoku wzrost cen szacuje się na 20 proc. od 2005 r. (średnia cena to 2,5 tys. za mkw.), w Rzeszowie za mkw. wydamy średnio 3 tys. zł. W mniejszych miejscowościach oddalonych od aglomeracji deweloperzy nie odnotowali dużego ożywienia. W Jaśle mieszkanie można kupić za 1,1 tys. za mkw.

— Największy wzrost cen odnotowują miasta mające najwięcej do zaoferowania zarówno turystom, jak i przyszłym mieszkańcom migrującym w poszukiwaniu pracy — zauważa Tadeusz Blichert, właściciel biura Bracia Strzelczyk Nieruchomości Wrocław.

Mieszkania drożeją z wielu powodów. Kluczowe znaczenie mają według specjalistów zmiany przepisów oraz to, że mieszkanie coraz częściej traktowane jest jako lokata kapitału. Ponadto znacznie wzrosły ceny gruntów budowlanych.

— Powodem tak dużego zainteresowania mieszkaniami, oprócz niestabilnej sytuacji w kraju, jest również zapowiedziane wprowadzenie 19-procentowego podatku od dochodu za sprzedaży nieruchomości od stycznia 2007 r. — mówi Mariusz Chołuj.

Bardzo dużo osób kupujących starało się przeprowadzić transakcje przed lipcem w związku ze zmianą zasad udzielania kredytów dewizowych. Banki ograniczały swoje marże, stosowały uproszczone procedury. Efekt? Kredyt na mieszkanie stał się dostępny niemal dla każdego.

Najważniejsze planowanie

Większość analityków jest zgodna, że sytuacja na rynku pierwotnym i wtórnym mieszkań wynika z braku równowagi między podażą a popytem i w perspektywie kilku lat nie ulegnie zmianie. Nic nie zapowiada, by miasta nagle dorobiły się planów zagospodarowania przestrzennego, a deweloperzy uzyskali dostęp do dużej ilości tanich gruntów.

— Tendencja wzrostowa z pewnością potrwa 4-5 lat. Kolejnego drastycznego skoku cen w górę należy się spodziewać w okresie poprzedzającym przystąpienie Polski do strefy euro — twierdzi Tadeusz Blichert.

Kazimierz Kirejczyk, prezes REAS Konsulting, uważa, że zatrzymanie wzrostu cen działaniami politycznymi w najbliższym czasie wydaje się mało prawdopodobne.

— Rządzący nie dysponują obecnie instrumentami, które w perspektywie krótkoterminowej zwiększą radykalnie podaż mieszkań, doprowadzając rynek do równowagi. Nawet uchwalenie zmian w ustawie o planowaniu przestrzennym czy w prawie budowlanym nie da skutków natychmiastowych — podkreśla Kazimierz Kirejczyk.

Dodaje on żartem, że jedynym działaniem, które po jednorazowym skoku natychmiast zastopowałoby wzrost cen, byłoby nałożenie na mieszkania 100-procentowego podatku, co przeraziłoby inwestorów i zdusiłoby radykalnie popyt.

Zdaniem ekspertów, polscy politycy powinni sobie uświadomić, że budownictwo mieszkaniowe poddawane jest niebywałemu ciśnieniu kapitału i sytuacja wymaga radykalnych posunięć. Państwo powinno zastanowić się, jak pomóc deweloperom, by budowali więcej mieszkań. Specjaliści apelują do polityków: zaplanujmy rozwój polskich miast!