Targi o zielone certyfikaty

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2024-08-29 20:00

Zegar tyka. Do soboty resort klimatu musi ogłosić poziom tzw. obowiązku OZE, na który czekają zieloni wytwórcy, grupy energetyczne, przemysł energochłonny i banki.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

— jakie terminy gonią resort klimatu w kwestii zielnych certyfikatów

— jakie ścierają się propozycje

— czego chcą energochłonni, a czego banki

— kto martwi się wygaszaniem systemu

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Do końca miesiąca, czyli do soboty, resort klimatu ma czas na opublikowanie rozporządzenia dotyczącego zielonych certyfikatów, kluczowego dla wytwórców zielonej energii, firm energetycznych i firm energochłonnych.

W czwartek zainteresowane strony wyczekiwały efektów rządowych rozmów na ten temat. Do zamknięcia tego wydania żadna decyzja nie została opublikowana.

Certyfikatów coraz mniej

Zielone certyfikaty to instrument finansowy, za pomocą którego firmy realizują tzw. obowiązek OZE, czyli dokumentują ilość wykorzystanej zielonej energii. Wymaganą ilość precyzuje resort klimatu, co ma wpływ na cenę tego instrumentu finansowego. Im wyższy wymagany przez państwo udział zielonej energii, tym większy popyt na zielone certyfikaty, tym wyższa ich cena i tym lepsza sytuacja np. właścicieli elektrowni wiatrowych. Im niższy udział, tym mniejszy popyt na zielone certyfikaty, ich cena spada, a cieszyć się mogą np. firmy energetyczne i energochłonne zobowiązane do wypełniania obowiązku OZE.

Zielona energetyka ma dzięki certyfikatom dodatkowe źródło przychodów poza sprzedażą samej energii elektrycznej. Jest to jednak źródło powoli wygasające, ponieważ od 2016 r. państwo wspiera OZE już za pomocą aukcji, a nie certyfikatów. Inwestorów, którzy uczestniczą w systemie zielonych certyfikatów, jest zatem coraz mniej.

Mimo to temat zielonych papierów zaowocował awanturą.

Resort kontra resort

W tym roku obowiązek jest na poziomie jedynie 5 proc., ponieważ w ten sposób rząd starał się ograniczać wzrost cen energii. Co dalej? Ministerstwo Klimatu i Środowiska zaproponowało najpierw, by w 2025 r. poziom obowiązku wynosił 12,5 proc., w 2026 r. 12 proc., a w 2027 r. 11,5 proc. Po konsultacjach obniżyło propozycje do 12, 11,5 i 11 proc.

Za obniżeniem obowiązku do 2 proc. opowiedział się zaś przemysł energochłonny, argumentując, że uchroni to odbiorców przed wzrostem cen energii. Sektor ten pozyskał wsparcie Ministerstwa Aktywów Państwowych, które zaproponowało poziom 5 proc. Henryk Kaliś, prezes Izby Energetyki Przemysłowej i Odbiorców Energii zrzeszającej firmy energochłonne, zauważa przy tym, że zielone certyfikaty to i tak mały problem wobec wszystkich wyzwań transformacyjnych czekających polski przemysł.

Planowanie wygaszania

Konfederację Lewiatan, reprezentującą duże firmy, niepokoi zaś przedłużająca się niepewność regulacyjna dla uczestników zielonego rynku. Eksperci Lewiatana uważają, że należałoby powołać zespół roboczy ds. świadectw pochodzenia, również z udziałem banków finansujących inwestycje w OZE. Miałby się zająć m.in. długoterminową strategią wygaszania rynku zielonych certyfikatów.

„Pozytywnie przyjmujemy informację o planowanym poziomie obowiązku OZE na okres następnych trzech lat, ale z racji braku prognozy bilansu systemu nie można wykluczyć konieczności skorygowania tych poziomów” — czytamy w piśmie Lewiatana.

Związek Banków Polskich, reprezentujący m.in. banki, którym inwestorzy z branży OZE spłacą raty kredytów, akceptuje wprawdzie pierwotną propozycję resort klimatu, ale też, podobnie jak Lewiatan, obawia się przyszłości. Domaga się przede wszystkim stabilizacji rynku zielonych certyfikatów.