Targowy biznes na fali

TM
02-02-2012, 11:50

Kryzys? Jaki kryzys? - takie retoryczne pytanie można zadać po lekturze wstępnych wyników firm targowych, przygotowanych przez Polską Izbę Przemysłu Targowego.

Targowy biznes - z uwagi na cykliczność imprez - należy porównywać w układzie dwuletnim. Gdy zestawimy dane z 2011 i 2009 r. w każdej z podstawowych kategorii branża notuje dodatnią dynamikę. Liczba targów wzrosła z 206 do 223, wystawców - z 26,5 tys. do 28,9 tys., zwiedzających z 883 tys. do prawie 1,1 mln osób., a wynajęta powierzchnia z 576,6 tys. mkw do 676,7 tys. mkw. Tylko w przypadku tej ostatniej kategorii dynamika roczna (2011 vs 2011 r.) jest minimalnie ujemna.

- Mimo że sytuacja gospodarcza jest trudna, w sumie 2011 rok okazał się dla nas łaskawy i dobry. Większość imprez zakończyła się wzrostem liczby wystawców i powierzchni wystawienniczej - mówi Tomasz Kobierski, wiceprezes Międzynarodowych Targów Poznańskich (MTP).
- To był rekordowy rok. O ile w 2009 r. wynajęliśmy 153 tys. mkw. powierzchni, to w 2011 r. już 183 tys. mkw. Jeśli chodzi o wynik finansowy, to zbliżymy się do 11 mln zł - cieszy się Andrzej Mochoń, prezes Targów Kielce.
- Cieszy nas, że uczestników targów było więcej, przede wszystkim odnotowaliśmy bardzo znaczący wzrost frekwencji - dodaje Grażyna Grabowska, prezes Targów w Krakowie.

Nie we wszystkich branżach-klientach spółek targowych panuje optymizm.
- Takie branże, które są proeksportowe i pomaga im wysoki kurs euro, czyli meblarska czy obróbki drewna – nie mają problemów, a nasze targi zapowiadają się bardzo dobrze. Ale już w przypadku budowlanki (Budma) czujemy spowolnienie: firmy oglądają każdą złotówkę i sporo wystawców deklarowało wynajęcie mniejszej niż dotychczas powierzchni wystawienniczej - zaznacza Tomasz Kobierski.
- Organizujemy ponad 60 imprez, mamy więc przekrojowe spojrzenie na gospodarkę. Są branże, w których nie widać kryzysu, albo raczej wciąż widać optymizm. To beneficjanci naszego wejścia do Unii. Targi autostradowe wciąż się rozwijają. W rolnictwie panuje koniunktura, stać je na umaszynowienie, a my - dzięki targom Agrotech - jesteśmy pośrednio beneficjentami. Są jednak branże, które kuleją. Widać to np. po dostawcach komponentów motoryzacyjnych - mówi Andrzej Mochoń.

Obaj prezesi są jednak ostrożnymi optymistami.
- Plany mamy ambitne. Zakładamy, że będzie jeszcze lepiej niż w 2010 r. Zaakceptowała to rada nadzorcza. Lepiej będzie również z tego powodu, że czas kryzysu wykorzystujemy na wprowadzenie nowych produktów. Jesteśmy na tyle silni, że wprowadzamy 10 nowych targów - podkreśla Tomasz Kobierski.

Andrzej Mochoń przypomina, że w polskim rynku drzemie ogromny, niewykorzystany potencjał.
- W porównaniu z Niemcami jesteśmy słabi, ale to mnie akurat nie boli, bo to kolebka współczesnych targów. Kiepsko wypada zestawienie z naszymi południowymi sąsiadami.  W Polsce wszystkie targi odwiedza rocznie milion osób. W Czechach to 1,7-2 mln osób. Nas jest 38 milionów, Czechów jest niespełna 10. Krótko mówiąc, przeciętny Czech idzie na targi 6-8 razy częściej niż przeciętny Polak. Tak samo jest z firmami. Czeska firma chętnie wystawia się na targach, bo wie, że jest to istotne narzędzie komunikacji, polską firmę trzeba bardzo namawiać - podsumowuje Andrzej Mochoń.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: TM

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Samorządy / Targowy biznes na fali