TP przymierza się do budowy sieci na miarę XXI wieku. Ale wcześniej czeka na zmiany prawa, by zabezpieczyć zwrot z inwestycji.
Inwestycje Telekomunikacji Polskiej (TP) w sieć maleją z roku na rok, choć infrastrukturze w Polsce daleko do poziomu Europy Zachodniej. Jest szansa na zmianę: TP może w tym roku podjąć decyzję o budowie sieci nowej generacji (NGN), opartej na technologii IP (internetowej). Wymaga ona gigantycznych nakładów inwestycyjnych, ale umożliwi świadczenie usług, o jakich większości Polaków się nie śniło.
— Klienci szukają nowoczesnych rozwiązań, takich jak telewizja internetowa, usługi multimedialne czy internetowy dostęp do administracji. Należy zbudować sieć nowej generacji, która umożliwi zaoferowanie naszym abonentom tego typu usług — mówi Przemysław Kurczewski, pełnomocnik prezesa TP.
10 programów naraz
W wariancie najbardziej
optymistycznym po rozbudowie sieci NGN do każdego gospodarstwa domowego będzie
docierał bezpośrednio światłowód. Koniec ze zrywaniem połączeń internetowych i
limitami transferów. Taka sieć może mieć dla klientów przepustowość nawet 100
Mb/s, ale najbardziej prawdopodobna jest 20 Mb/s. Przy takich łączach można
ściągnąć dowolną liczba filmów, gier i oglądać równolegle 10 programów
telewizyjnych.
Będzie to też ogromny skok technologiczny i jakościowy dla samej TP, który może pozwolić spółce zatrzymać spadki przychodów z telefonii stacjonarnej.
— Budowa takiej sieci pozwoli na wprowadzenie na rynek nowych usług i sięgnięcie do nowych źródeł przychodów. Jest to bardzo istotne, biorąc pod uwagę światową tendencję spadku przychodów z tradycyjnych usług zapewnianych w sieciach stacjonarnych — wyjaśnia Przemysław Kurczewski.
Gigantyczne inwestycje
Oczywiście taki skok
technologiczny kosztuje. I to sporo. Szacunki JP Morgan, na które powołują się
przedstawiciele TP, wskazują, że pełny koszt przyłączenia jednego abonenta w
sieci nowej generacji może sięgnąć 2-5 tys. EUR. Eksperci szacują, że wymienione
powinno zostać 70 proc. linii TP, ale ewentualna przebudowa sieci raczej nie
będzie dotyczyła wsi i terenów mało zamieszkanych. Mówi się o kilku miliardach
euro koniecznych inwestycji.
— Decyzje o budowie sieci będą wynikiem kalkulacji ekonomicznej. To najzwyczajniej w świecie musi nam się opłacić. Jesteśmy spółką giełdową i nasi akcjonariusze spodziewają się zwrotów z inwestycji na poziomie porównywalnym do innych telekomów europejskich — mówi Przemysław Kurczewski.
Jeden problem
Tu zaczynają się schody. I pojawia się
wielokrotnie powtarzana przez TP teza: polityka regulacyjna zniechęca spółkę do
jakichkolwiek inwestycji. Zwłaszcza tak kosztownych jak budowa sieci nowej
generacji.
— Sposób wdrażania regulacji tworzy nieprzewidywalne dla nas otoczenie biznesowe, co zmniejsza naszą skłonność do podjęcia tak dużego ryzyka inwestycyjnego — twierdzi Przemysław Kurczewski.
Urząd Komunikacji Elektronicznej od dawna stara się zmusić TP, by szerzej uchyliła drzwi rywalom do własnej sieci. Regulator przymierza się nawet do podziału giganta.
Pomysłów na zabezpieczenie inwestycji TP w sieć NGN jest kilka. Większość dotyczy wpisania zabezpieczeń dla telekomu do prawa telekomunikacyjnego. Część mówi o uzgodnieniach między regulatorem, operatorem narodowym i pozostałymi operatorami. TP przez kilka lat mogłaby być wyłącznym użytkownikiem nowo budowanej infrastruktury lub wpisałaby jej koszty do stawek, po których udostępni ją innym.
Pierwsze przymiarki
TP już robi przymiarki do budowy
sieci. Ruszył pilotażowy program w Warszawie, prawdopodobnie wkrótce pojawią się
kolejne w innych miastach.
— Ten rok jest kluczowy, jeśli chcemy zdążyć z inwestycjami na EURO 2012.
Jeśli uda się wypracować model ochrony tych inwestycji do połowy roku, pierwsze
przymiarki możemy dokonywać w drugiej połowie roku — podsumowuje Przemysław
Kurczewski.