Temperatura zimnej wojny stale rośnie

Jacek Zalewski
opublikowano: 07-01-2009, 00:00

Konflikt gazowy nadaje nowy wymiar pojęciom i kategoriom, które jawiły nam się już klasyką. Ot, na przykład tytułowa zimna wojna — kiedyś toczyła się między rywalizującymi blokami trzymającymi w pogotowiu jądrowe głowice, dzisiaj zaś objawia się wychłodzonymi kaloryferami. Albo bałkanizacja — do tej pory myśleliśmy, że to proces rozpadania się państw na mniejsze państewka, zwykle wrogo do siebie nastawione, tymczasem od kilku dni właśnie Bałkany najbardziej dotyka, na podobieństwo sypiących się kostek domina, zmniejszanie się dostaw rosyjskiego gazu.

Zatrważające meldunki przypominają kryzysową listę przebojów — kolejne państwa licytują się, ile procent gazu straciły. Jeśli dobrze notowałem wczorajsze doniesienia, na czele owej listy przez pewien czas znajdowała się Słowenia — gospodarczy prymus grupy nowych członków Unii Europejskiej — która policzyła, że nie dociera do niej 90 proc. normalnych dostaw. Ale niedługo potem przebiły ją Węgry, które ogłosiły, że rosyjski gaz w ogóle do nich nie dopływa.

Nad przypadkiem Węgier wypada się chwilę zatrzymać. Socjalistyczny premier Ferenc Gyurcsány przez kilka lat flirtował energetycznie z prezydentem Władimirem Putinem, który z kolei znakomicie wykorzystywał sprzymierzeńca z Budapesztu do rozbijania wspólnego frontu naszego regionu. Teraz się okazało, że tranzyt przez Ukrainę zrównał Węgry z innymi towarzyszami niedoli — wszak cząsteczki gazu we wspólnej rurze nie są adresowane do poszczególnych odbiorców.

Kryzys gazowy powoduje przewartościowanie pojęć — zauważmy, jak nagle wzrósł polityczny i gospodarczy prestiż Białorusi, która tranzytowo okazuje się zdecydowanie bardziej cywilizowana i proeuropejska od Ukrainy. O konstruktywnej postawie prezydenta Aleksandra Łukaszenki w tych dniach złego słowa nie usłyszymy ani w Moskwie, ani w Warszawie, ani w Brukseli.

Być może będę już nudny, ale wciąż obstawiam, że cały gazowy konflikt wymyślony został… A, nie, wcale nie na Kremlu, lecz w moskiewskim Białym Domu, który jest siedzibą rosyjskiego rządu. Premier Władimir Putin, w rosyjskich realiach władzy zdecydowanie grający pierwsze skrzypce, prowadzi misterną rozgrywkę, której celem jest zniecierpliwienie Unii Europejskiej oraz NATO do Ukrainy i obniżenie jej miedzynarodowej wiarygodności. A że przywódcy Ukrainy od miesięcy zachowują się niczym pochyłe drzewo, to trudno się dziwić że Putinowi udało się politycznie wejść na nie już dość wysoko.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Temperatura zimnej wojny stale rośnie