
Małych browarów w Polsce przybywa jak grzybów po deszczu – w 2021 r. powstało ich 38, a kolejny rośnie w Bałtowie, od lat kojarzonym przede wszystkim z parkiem dinozaurów i stokiem narciarskim. Zresztą – czego tam nie ma: park rozrywki, prehistoryczne oceanarium, park safari, jazda konna, skansen pszczeli, stary młyn, a nawet wioska św. Mikołaja. Teraz będzie można się napić złocistego z pianką.

– Własny, lokalny browar był naszym marzeniem. Jesteśmy jednak dalecy od tego, by realizować marzenia, które nie mają uzasadnienia biznesowego – mówi Filip Lichota, prezes DLF Invest, właściciela kompleksu w Bałtowie w Świętokrzyskiem.
Smak opowieści

Piwa z Browaru Bałtów będą dostępne nie tylko w Bałtowskim Kompleksie Turystycznym, ale również w sklepach z piwami kraftowymi w całej Polsce. Produkcja ma sięgnąć 300 tys. litrów rocznie (przeciętny Polak wypija rocznie około 100 litrów).

– Obecnie oferujemy pięć różnych piw, ale myślimy jeszcze o IPA i ciemnych piwach, bo o nie pytają klienci. Współpracujemy z hurtowniami, które dystrybuują piwo do sklepów specjalistycznych. Powoli próbujemy znaleźć tam swoje miejsce. Stawiamy na najlepsze surowce, co przekłada się na niższą marżę, ale wierzymy, że to się opłaci w dłuższej perspektywie. Wyróżnikiem tego piwa jest to, że opowiadamy przy nim ciekawe historie z morałem. Rozpoczęliśmy współpracę ze Storytel. Po zeskanowaniu kodu z etykiety piwa można posłuchać słuchowisk i przenieść się w świat lokalnych legend, choćby o Smoczej Jamie lub Sabatówce. Można smakować nasze piwo wraz z przyjaciółmi i cieszyć się tymi opowieściami – mówi Filip Lichota.

Marzy mu się, żeby goście smakowali piwa przez cały rok – także w listopadzie i marcu, kiedy turystów do Bałtowa przyjeżdża najmniej.
– Umożliwi nam to zachowanie ciągłości przychodów. Bałtów to miejsce wielu atrakcji, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Chcemy stworzyć most łączący nasz biznes i przyrodę, która jest w tym rejonie najcenniejsza. Dlatego planujemy budowę kilku hoteli z rowerami elektrycznymi na wynajem i strefą spa, w której będą mogły wypocząć nie tylko rodziny z dziećmi. Chcemy opowiedzieć o Bałtowie w nowy sposób i pokazać, że nie tylko najmłodsi mogą tu przyjeżdżać i dobrze się bawić – mówi Filip Lichota.

Biznesmen zapowiada inwestycję w nową atrakcję tematyczną wartą kilkanaście milionów złotych. Będzie gotowa w 2024 r., na dwudziestolecie JuraParku.
Pomysł na inflację

Zapału do realizacji nowych pomysłów nie ostudziła ani pandemia (w czasie lockdownów Bałtowski Kompleks Turystyczny sięgnął po pomoc publiczną, która pozwoliła przetrwać), ani wysoka inflacja, której skutki odczuwają kurorty górskie i nadmorskie. Na razie Filip Lichota nie dostrzega spadku frekwencji – spodziewa się tego dopiero jesienią.

– W przeciwieństwie do ośrodków w górach i nad morzem nie notujemy gorszych wyników, ale może to być konsekwencją tego, że najczęściej przyjeżdżają do nas wycieczki jednodniowe. Przygotowujemy jednak nowe oferty, które będą dopasowane bardzo indywidualnie. Musimy skonfigurować oczekiwania klientów i oszacować koszty, by móc oferować pakiety na każdą kieszeń, dopasowane pod kątem różnych potrzeb. To nasz pomysł na wysoką inflację i spadek zainteresowania, którego niestety się spodziewamy. Już dziś przyglądamy się też dokładniej kosztom, optymalizujemy budżety, żeby przyszłe miesiące były spokojne. W czasie pandemii nauczyliśmy się jednak, że naszą rzeczywistością jest niepewność i szybkie zmiany. To, jak się do nich dostosujemy, będzie decydowało o naszym bycie – konkluduje Filip Lichota.


