Teraz? Osaczanie grubszych ryb

Dawid Tokarz
opublikowano: 30-03-2006, 00:00

Za wykorzystywanie informacji poufnych czy manipulacje akcjami grożą surowe kary. „Grożą” to właściwe słowo. Bo na wokandę rzadko takie sprawy trafiają, a jeśli już — to niewielkiego kalibru.

Do tej pory pod lupę wymiaru sprawiedliwości trafiali głównie drobni inwestorzy, których machlojki łatwo było udowodnić. Teraz coraz częściej Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (KPWiG) oraz prokuratura przyglądają się postaciom mającym poważny wpływ na kształt rynku — maklerom, dużym inwestorom, członkom władz funduszy inwestycyjnych i emerytalnych oraz domów maklerskich. W walce z wykorzystywaniem informacji poufnych (tzw. insider trading) i manipulacją kursami akcji komisji mają pomóc większe uprawnienia i nowe narzędzia — takie jak blokada rachunków inwestycyjnych czy możliwość korzystania z billingów telefonicznych. Czy to przyniesie jakiś efekt?

Prowadzone przez prokuraturę śledztwo, dotyczące podejrzenia manipulacji kursem akcji Polfy Kutno i Stomilu Sanok (napisaliśmy o tym w „PB” przedwczoraj) przez „grupę trzymającą giełdę”, może zwiastować zmiany w walce z przestępstwami na rynku kapitałowym.

Nowy oręż

Za manipulację kursami akcji i wykorzystywanie informacji poufnych grozi kara od 3 miesięcy do 5 lat więzienia oraz grzywna do 5 mln zł. Teoria. A praktyka? Za manipulację: 1,5 roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata i 20 tys. zł grzywny, a za insider trading: rok więzienia w zawieszeniu na 2 lata i 20 tys. zł grzywny. To nie są średnie wyroki. To wyroki najwyższe w historii.

Niskie kary za przestępstwa na GPW to niejedyny problem. Drugi to przewlekłość postępowania. Nawet jeśli uda się doprowadzić do wyroku skazującego (wyjątkowo rzadko), to dopiero dobrych kilka lat po analizowanych wydarzeniach. Dowód? Teraz zapadają wyroki, dotyczące… końca lat 90. Efekt? Poczucie bezkarności.

By to zmienić, w październiku 2005 r. weszły w życie nowe ustawy regulujące rynek kapitałowy. Prawo wyposażyło KPWiG w nowe narzędzia walki z manipulacją kursami i wykorzystywaniem informacji poufnych. Przewodniczący komisji może występować do operatorów telefonicznych o billingi, a także o informacje objęte tajemnicą skarbową i bankową. Ma też prawo do blokady rachunków papierów wartościowych. I zaczyna z tych możliwości korzystać…

— Dotychczas o przekazanie billingów występowaliśmy w trzech postępowaniach wyjaśniających. A raz — w trybie przepisów prawa bankowego — o dokumenty objęte tajemnicą bankową — wyjawia Łukasz Dajnowicz, rzecznik KPWiG.

Pod koniec lutego komisja po raz pierwszy w historii skorzystała też z możliwości zablokowania rachunku. Chodzi o handel akcjami Internet Group. 28 lutego spółka ta ogłosiła, że przejmie ją CR Media Consulting. To spowodowało duży wzrost kursu. Urzędnikom KPWiG podejrzane wydały się wysokie obroty akcjami Internet Group w przededniu ogłoszenia informacji o inwestorze. Czy rzeczywiście doszło do insidingu i następującej po nim realizacji zysków? Sprawdza to prokuratura.

— Mogę potwierdzić, że zatwierdziliśmy decyzję KPWiG i zablokowaliśmy rachunek na trzy miesiące. W tym terminie powinniśmy zdecydować, czy doszło do przestępstwa i czy można stawiać zarzuty — mówi Maciej Kujawski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

KPWiG dostała do rąk jeszcze jeden oręż: zakaz handlu akcjami przez członków władz spółek w tzw. okresach zamkniętych. Na każdego insidera komisja może nałożyć karę do 200 tys. zł — za sam fakt transakcji w zabronionym czasie (np. dwa miesiące przed publikacją raportu rocznego).

— I to bez konieczności udowodnienia złej woli i długotrwałej procedury sądowej — entuzjazmuje się Łukasz Dajnowicz.

Historie

Do tej pory jedynym członkiem władz spółek z GPW, ukaranym przez KPWiG za wykorzystywanie informacji poufnych, jest Henryk Owczarek, prezes produkujących trójkąty ostrzegawcze Suwar. Komisja orzekła grzywnę 100 tys. zł — za to, że kilka godzin przed ogłoszeniem dobrych wyników za drugi kwartał 2004 r. kupił — wraz z żoną — akcje Suwar za 420 tys. zł. Po publikacji raportu kurs poszybował, a prezes — zyskał. Do dziś walczy o uchylenie kary — sprawa jest w Naczelnym Sądzie Administracyjnym.

To precedens. Codzienność od początku GPW skrzeczała. Większość spraw była podobna.

Akt oskarżenia z kwietnia 2005 r: podejrzany Rafał B.; zarzut: od 2 do 23 stycznia 2002 r. poprzez składanie zleceń transakcji kupna i sprzedaży akcji PHOiMB w pięciu różnych domach maklerskich doprowadził do sztucznego podwyższenia kursu.

Akt oskarżenia z lipca 2005 r.: podejrzani: Ryszard I., Paweł L., Bogusław W.; zarzut: 7 grudnia 2001 r., działając wspólnie i w porozumieniu, doprowadzili do sztucznego podwyższenia kursu akcji ZPUE.

Akt oskarżenia z 28 lutego 2006 r.: podejrzani: Andrzej P. i Andrzej P. (zbieżność inicjałów P. przypadkowa); zarzut: działając wspólnie i w porozumieniu w okresie od 3 stycznia 2001 r. do 30 kwietnia 2002 r., doprowadzili do sztucznego podwyższenia kursów Izolacji, Emy Blachownia i Wodkanu.

I coś, co jeszcze trwa — prokuratura analizuje manipulację kursem spółki Hoga.pl: prywatny inwestor, posiadający pakiet akcji tej spółki na jednym rachunku, „wyciągał” kurs zleceniami z drugiego.

Drobni inwestorzy, małe spółki. Bez angażowania wielkich kwot i stosowania wysublimowanych sztuczek (nierzadko handlując z samym sobą) windujemy kurs i realizujemy szybkie zyski. Tak wygląda większość manipulacji, które udaje się udowodnić. A jak wygląda większość tych, do których dochodzi w rzeczywistości?

Wyrok

27 września 2005 r. obywatelka Ukrainy Oksana M. została skazana na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata i grzywnę 20 tys. zł za manipulację akcjami ŁDA w 1998 r. To najwyższy wyrok w historii. I KPWiG, i prokuratura podają go jako przykład skutecznej walki z giełdowymi przekrętami. Słusznie?

Przypomnijmy: w 1998 r. grupa inwestorów w kilka miesięcy skupiła ponad połowę akcji ŁDA. Następnie — zawierając między sobą transakcje kupna i sprzedaży — wywołała wzrost kursu o 135 proc., by wreszcie sprzedać wszystkie akcje na sesjach od 24 do 27 marca 1998 r. Nabyła je właśnie Oksana M., która założyła rachunki inwestycyjne w 11 domach maklerskich. Wszystkie umożliwiły jej zakupy na odroczony termin płatności. Tak nabyła akcje ŁDA warte 14 mln zł za… 4 mln zł. Reszty nigdy nie spłaciła, a domy maklerskie zostały z walorami ŁDA „w rękach”. Jako że spółka była wyjątkowo mało płynna, a wszystkie domy chciały jak najszybciej pozbyć się „gorącego kartofla” — kurs ŁDA poleciał w dół i domy maklerskie musiały pogodzić się z dużymi stratami. Na tym zawirowaniu najlepiej wyszła grupa inwestorów, która podbiła kurs. Nie dość że nie wpadli w sidła wymiaru sprawiedliwości, to jeszcze wyszli z tego bogatsi o 5 mln zł!

Jako osiągnięcie w walce z przestępczością giełdową przedstawiano także tzw. aferę 4 lutego. Wtedy — w 2004 r. — w efekcie nadzwyczajnych zmian notowań kontraktów terminowych na WIG20 z rachunków maklerskich zniknęło ponad 2 mln zł. Już nazajutrz KPWiG przekazała prokuraturze zebrany materiał dowodowy i wskazała podejrzanych: Arkadiusza O. i Rafała G. Ich rachunek inwestycyjny zablokowano, a oni sami trafili w ręce funkcjonariuszy ABW. Po przesłuchaniach wyszli jednak na wolność, a środki unieruchomione na rachunku zostały wypłacone (zgodnie z obowiązującymi wtedy przepisami można go było zablokować najwyżej na 3 miesiące).

W tej sprawie pod koniec 2005 r. do sądu trafił akt oskarżenia: Arkadiuszowi O. i Rafałowi G. zarzucono zmanipulowanie kursu kontraktów terminowych na WIG20 i oszustwo na szkodę BDM PKO BP, gdzie pracowali. Śledczy wciąż prowadzili jednak wątek dotyczący prania pieniędzy przez rachunki bankowe Cagliari International, którego pełnomocnikiem był Arkadiusz O. (to ta zarejestrowana na Wyspach Dziewiczych spółka zarobiła na wydarzeniach z 4 lutego najwięcej — prawie 2,6 mln zł). Szwajcarskie banki odmówiły jednak udostępnienia informacji i przed tygodniem, 23 marca 2006 r. prokuratura umorzyła śledztwo. Sukces? Z pewnością niepełny.

Znów przykład: 16 września 2005 r. sąd skazał Jacka K. na 20 tys. zł grzywny za manipulację kursem BIG Banku Gdańskiego (obecne Millennium). Sprawa dotyczy wydarzeń z pierwszej połowy 2000 r., kiedy to ostrą walkę o przejęcie BIG BG stoczyły Deutsche Bank i portugalski BCP. Konflikt trwał kilka miesięcy, aż 30 maja prezes niemieckiego banku ogłosił, że DB się wycofuje i zamierza sprzedać akcje BIG BG, które wcześniej kupił m.in. od Grzegorza Wieczerzaka, ówczesnego szefa PZU Życie.

Naturalne było, że kupcem będą podmioty związane z BCP. I tak też się stało. 7 czerwca doszło do transakcji pakietowych, podczas których Deutsche Bank sprzedał Portugalczykom 124 mln akcji BIG BG (prawie 30 proc. kapitału) po 13,50 zł za walor. KPWiG zainteresowała się wydarzeniami z dnia poprzedzającego tę, wartą prawie 1,7 mld zł, transakcję. Po wielu dniach spadków, 6 czerwca kurs BIG BG wzrósł bowiem nagle aż o 8 proc.

Co się okazało? 6 czerwca Jacek K. założył rachunek w Domu Maklerskim BIG BG i wpłacił gotówką 400 tys. zł. O 15.58 złożył zlecenie telefoniczne na zakup akcji BIG BG po cenie znacznie wyższej od aktualnego kursu. Zlecenie zrealizowano dokładnie 21 sekund przed 16.00, czyli zamknięciem sesji. W ten sposób Jacek K., wydając zaledwie 200 tys. zł, spowodował wzrost kursu BIG BG z 9,10 zł do 9,85 zł.

Co w tym nadzwyczajnego? A to, że gdyby nie zagranie Jacka K. za 200 tys. zł, następnego dnia nie mogłoby dojść do transakcji wartej 1,7 mld zł! Zgodnie z regulaminem giełdy, różnica pomiędzy ceną „pakietówki” a kursem z dnia poprzedniego nie może być większa niż 40 proc. To oznacza, że by transakcja między Deutsche Bank a BCP mogła dojść do skutku, kurs zamknięcia z 6 czerwca musiał wynosić co najmniej 9,65 zł. I — dzięki zleceniom Jacka K. — to się udało. Nic dziwnego, że KPWiG podejrzewała, że działał on na czyjeś zlecenie.

Co zrobiła prokuratura, by sprawdzić tę hipotezę? Za pośrednictwem organów ścigania Portugalii i Niemiec zapytała władze Deutsche Banku i BCP, czy znają Jacka K. i czy działał on na ich zlecenie. I w jednym, i w drugim wypadku odpowiedź była podobna: nie kojarzymy Jacka K. Dlaczego prokuratura nie skorzystała z innych możliwości (np. sprawdzenia billingów Jacka K.) — by potwierdzić lub rozwiać wątpliwości? Te pytania zostają bez odpowiedzi.

Skuteczniej

Coś się jednak zmienia. I nie chodzi tylko o wszczęcie śledztwa w sprawie manipulacji kursami Polfy Kutno i Stomilu Sanok. KPWiG i prokuratura zaczynają docierać do ludzi „trzymających giełdę”.

Pod koniec 2005 r. do sądu trafił akt oskarżenia przeciwko maklerowi i członkowi zarządu Domu Maklerskiego ABN Amro Dariuszowi P. oraz maklerowi Erste Securities Dariuszowi S. Zostali oskarżeni o ujawnienie i wykorzystanie informacji poufnej. A o co konkretnie? Obaj wiedzieli, że ABN Amro Corporate Finance chce kupić 20 tys. akcji Żywca. Informacja ta — zdaniem prokuratury — objęta była tajemnicą zawodową i nie powinna być ujawniana i wykorzystywana. Stało się inaczej. Dariusz P. i Dariusz S. znaleźli sprzedającego — OFE Nationale-Nederlanden — i wprowadzili do transakcji pośrednika — znajomego jednego z nich, który „przy okazji” zarobił ponad 400 tys. zł.

Ta historia znalazła swój finał. Trwa inna — prokuratura bada sprawę manipulacji kursem Prochemu z lipca 2004 r. Jej uwagę przykuł jeden z banków, który przejął pakiet akcji tej firmy — w ramach zajęcia niespłaconego kredytu. A potem znalazł kupca na ów pakiet — ale po cenie odbiegającej od rynkowej. Zdaniem KPWiG, by doprowadzić do tej transakcji, zaniżał kurs Prochemu.

— W tej sprawie jeszcze nie ma podejrzanych. Czekamy na opinię biegłego, zapewne będzie ona decydująca — mówi Maciej Kujawski.

Roli biegłych w śledztwach dotyczących przestępstw giełdowych nie można przecenić. Warszawska prokuratura chętnie korzysta m.in. ze specjalistów ze Związku Maklerów i Doradców Inwestycyjnych. W ten sposób zabezpiecza się przed kompromitacjami, takimi jak ta z procesu Grzegorza Wieczerzaka (biegła księgowa popełniła w swej opinii szkolne błędy i sąd zwrócił sprawę byłego szefa PZU Życie prokuraturze).

— Ostatnio za ślęczenie nad jedną ze spraw przez kilka dni i stworzenie opinii dostałem od prokuratury 1400 zł. Ale dla dobra rynku — warto! — zapewnia jeden ze specjalistów Związku Maklerów i Doradców Inwestycyjnych.

Oby jego zdanie podzielali KPWiG, prokuratura i sędziowie…

Komentarz

Pistolet już jest

Walka z manipulacją i wykorzystywaniem informacji poufnych jest bardzo trudna — to fakt, którego nikt nie kwestionuje. Do tej pory w sidła KPWiG trafiały jedynie płotki, czyli drobni inwestorzy. Za to „grube ryby”, których działania rzeczywiście psują rynek, mogły czuć się bezpiecznie. Dlatego dobrze, że KPWiG dostała nowe narzędzia do walki z oszustwami na GPW. Te narzędzia jednak nie wystarczą. Potrzebna jest jeszcze determinacja i silna wola. Nie wystarczy mieć pistolet, trzeba jeszcze nie bać się pociągnąć za spust.

Jeśli w ciągu pięciu miesięcy komisja skorzystała z nowych uprawnień zaledwie kilka razy, to jakie są szanse, że te narzędzia przyniosą zmianę jakościową? Uwzględniając niską wykrywalność manipulacji i insider trading — bliskie zeru. A niepowodzenia KPWiG i organów ścigania tylko nakręcają spiralę — rozzuchwalają tych, którzy mają już coś na sumieniu, i zachęcają do machlojek innych.

JarosławDominiak,prezesStowarzyszeniaInwestorówIndywidualnych

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu