Teraz wielkie otwarcie albo wielki finał

Adam Sofuł
opublikowano: 14-05-2007, 00:00

Wielka lustracyjna ofensywa Prawa i Sprawiedliwości zakończyła się bolesnym fiaskiem. Werdykt Trybunału Konstytucyjnego nie tylko przetrzebił zęby nowej ustawie lustracyjnej, ale postawił pod dużym znakiem zapytania również mechanizmy wcześniej obowiązującej. Sędziowie wyłączyli bowiem spod lustracji nie tylko większość grup zawodowych, które PiS chciał „oczyścić”, ale w praktyce zablokowali dostęp do akt archiwów Instytutu Pamięci Narodowej. Zamiast powszechnego oczyszczenia zwolennicy lustracji osiągnęli cofnięcie się do sytuacji sprzed 1997 r. — czyli lustracji obejmującej zaledwie wąski krąg decydentów. Można powiedzieć, że za dobrze chcieli i za dobrze im wyszło.

Trybunał zakwestionował w piątek nie tylko kilkadziesiąt zapisów ustawy. Podważył również filozofię i technikę sprawowania władzy. Sędziowie w swej większości uznali, że prześwietlanie i kontrolowanie wszystkiego i wszystkich nie jest pożądanym modelem funkcjonowania państwa, a zmuszanie obywateli do udowadniania niewinności nie mieści się w demokratycznych standardach. To nie pierwszy taki werdykt — bo taka filozofia została zakwestionowana już przy okazji oceny uchwały powołującej bankową komisję śledczą, ale być może i nie ostatni — jeśli koalicja będzie z dotychczasową determinacją forsować kolejną lustrację — tym razem majątkową.

Fiasko fatalnej ustawy spowodowało, że nasiliły się głosy, by ujawnić całe archiwa IPN. Deklarował to już prezydent Lech Kaczyński, deklarowało SLD, deklarują koalicjanci, od dawna domaga się tego Platforma Obywatelska. Mimo gremialnego poparcia, scenariusz nie jest przesądzony — zapowiedzi takie padały wszak i wcześniej, a w Sejmie przeszła (także z poparciem PO) ustawa, którą TK właśnie rozszarpał na strzępy. Ponadto jest do rozstrzygnięcia kwestia tzw. danych wrażliwych — społeczeństwo dowiedziałoby się bowiem nie tylko, kto na kogo donosił, ale też kto z kim pił i kto z kim sypiał. Przecież nie zawsze byłyby to fakty, ale często ploty. Jest wreszcie techniczna strona takiego przedsięwzięcia — w jaki sposób ujawnić 80 kilometrów akt? Alternatywą byłoby na pozór mało prawdopodobne poniechanie lustracji. Tak się jednak może stać, jeżeli partie nie będą dążyły w tej sprawie do kompromisu. Ten wymaga czasu i powściągnięcia emocji. Jednego i drugiego na scenie politycznej ostatnio brakowało.

Trybunał pokreślił ustawę, ale nie uniemożliwił lustracji. Ta jeszcze jest możliwa, pod warunkiem, że jej rzeczywistym, a nie tylko deklarowanym celem będzie poznanie prawdy o przeszłości. Jeżeli jednak celem będzie credo nowo powołanego członka kolegium IPN Andrzeja Gwiazdy, że póki lustracja nie została zakończona, każdy jest podejrzany, zamiast otworzyć archiwa obecna koalicja zablokuje lustrację na dobre. I taki będzie wielki jej finał.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu