Tesco ogranicza zasięg e-handlu

opublikowano: 03-08-2016, 22:00

Brytyjczycy odchudzili listę polskich miast, w których można było robić internetowe zakupy. Klienci nad Wisłą wciąż wolą widzieć, co kupują

Gdy podczas długich prac nad kształtem podatku od sprzedaży detalicznej okazało się, że z jego płacenia będą zwolnione sklepy internetowe, w mediach pojawiły się spekulacje, że będzie to bodziec do szybszego przenoszenia handlu żywnością do internetu. Od ponad dekady, gdy w Polsce pojawiły się pierwsze e-sklepy spożywcze, ich właściciele z zapałem mówią o świetlanych perspektywach. Zazwyczaj powołują się na przykład Wielkiej Brytanii. W tym roku wartość tego segmentu, według firmy badawczej Mintel, skoczy o 13 proc., do 9,8 mld GBP (około 50 mld zł), i będzie stanowić 6 proc. całego rynku handlu spożywczego. Tymczasem w Polsce, mimo inwestycji dużych graczy krajowych i zagranicznych, udział sprzedaży internetowej ciągle nie może dobić choćby do jednego procentu, a roczne obroty wszystkich e-sklepów spożywczych są mniejsze niż przychody osiągane przez Biedronkę w ciągu tygodnia.

Zobacz także

Metropolie i cała reszta

Zmianę strategii w internetowym handlu spożywczym nad Wisłą zasygnalizowało właśnie brytyjskie Tesco, które spośród gigantów najbardziej agresywnie inwestowało w e-handel i przedstawia się jako lider rynku. Obecnie samochody Tesco dostarczają produkty klientom z 27 hipermarketów sieci w całym kraju. W tym tygodniu przedstawiciele działającej w sieci „Solidarności” poinformowali, że w kilku miastach Tesco zapowiedziało zwolnienia i reorganizację w działach sprzedaży internetowej. — Planujemy zawiesić funkcjonowanie serwisu Ezakupy w Wałbrzychu i Jeleniej Górze, zaś w Rzeszowie oferować będziemy rozwiązanie „Zamów i odbierz”. W tych miejscach widzimy stosunkowo niewielki potencjał dla dalszego rozwoju usługi — mówi Michał Sikora, rzecznik Tesco. Samochody dostawcze z tych miast mają zostać przeniesione do większych ośrodków, takich jak Wrocław czy Warszawa. I to w największych miastach Tesco będzie inwestować w rozwój e-sklepu.

— Obecnie w Poznaniu trwa budowa nowego punktu realizacji zamówień w kolejnym z naszych hipermarketów, co pozwolinam zwiększyć liczbę dostaw w tym mieście o 30 proc. Planujemy także rozbudowę jednego z punktów w Krakowie, wraz z rosnącym zainteresowaniem zakupami z dostawą do domu — tłumaczy Michał Sikora. Tesco podaje, że z jego usług w internecie korzysta 135 tys. osób w Polsce. W całym regionie Europy Środkowej (jest też obecne w Czechach oraz na Słowacji i Węgrzech) to 250 tys. osób.

— Po zmianach, usługa Ezakupów dostępna będzie w 17 aglomeracjach. Dostawy realizowane będą z 24 hipermarketów przez ponad 230 samochodów — informuje Michał Sikora.

Szukanie rozwiązania

Oprócz Tesco w handlu internetowym aktywne są takie tradycyjne markety, jak Alma, Piotr i Paweł, Auchan (tylko w Warszawie i okolicach), E.Leclerc i Intermarche. Silną pozycję w stolicy ma też nastawione wyłącznie na internet Frisco.pl. Sprzedawać w sieci zaczął też Carrefour, ale na razie nie oferuje tam świeżych produktów.

— Rozwój segmentu e-grocery napotyka kilka barier. Przy sprzedaży internetowej kluczowe są koszty logistyki, zwłaszcza jeśli paragony są relatywnie niskie, a tak właśnie jest przy sprzedaży żywności. W tej sytuacji koszt dostawy można albo przerzucić na klienta, albo w inny sposób go optymalizować, ale trudno to robić efektywnie poza naprawdę dużymi ośrodkami miejskimi. Pamiętajmy też, że w marketach kupuje się głównie produkty świeże, a klienci wciąż wolą je zobaczyć i dotknąć ich przed zakupem, zwłaszcza że procedury zwrotu nie są proste — mówi Krzysztof Badowski, partner w PwC oraz lider zespołu dóbr konsumenckich i handlu detalicznego na region Europy Środkowo-Wschodniej.

E-sklepy różnią się modelami logistycznymi. Tesco czy Alma dowożą produkty do klientów swoimi samochodami, realizując dostawy ze sklepów. Auchan stworzył w tym celu specjalny magazyn w Piasecznie. Carrefour w hipermarketach w 19 miastach umożliwia odbiór osobisty. Nie zorganizował własnej logistyki dla e-sklepu — przy dostawach korzysta z usług kurierskich DPD. Natomiast Intermarche z e-sprzedażą żywności eksperymentuje od jesieni ubiegłego roku. Postanowiło jednak, że nie będzie oferować dostaw do domu. Jego pomysł to „drive” — punkt przy sklepie, w którym szybko można odebrać zamówione wcześniej w internecie zakupy. Na razie taką usługę oferują tylko cztery sklepy Intermarche — w Poznaniu, Śremie, Świdnicy i Środzie Wielkopolskiej.

— Przewagą e-sklepów spożywczych nad stacjonarnymi miała być ich wygoda, „convenience”. Z tym nadal jest problem — dostawy realizowane są w trakcie kilkugodzinnego okna, w czasie którego trzeba być we wskazanym miejscu dostawy, nie można czegoś kupić natychmiast czy impulsowo. Wydaje się, że branża wciąż szuka optymalnego modelu działania w tym segmencie, eksperymentując np. z punktami odbioru typu drive through, konceptami typu try & buy czy natychmiastowymi zwrotami przez oczekującego kuriera. Firmy nierzadko wchodzą na ten rynek bez kompleksowego pomysłu omnikanałowego, a raczej w wyniku presji otoczenia, czekając na to, że w końcu pojawi się model pozwalający na osiągnięcie zarobku — ocenia Krzysztof Badowski.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane