Wtorkowy handel na warszawskim parkiecie będzie testem, co do intencji i
wiary, w większy zakres wzrostów na globalnych rynkach, w najbliższych
tygodniach, zarządzających polskimi funduszami. Wczorajszy mocny rajd na północ
WIG20 nie został poparty wysokimi obrotami i trudno na podstawie takiej sesji
wyciągać daleko idące wnioski. Mocne zwyżki TP SA, czy Pekao nie miały wsparcia
w wolumenie, a z uwagi na ich dużą wagę w indeksie naszych blue chipów, bardziej
służyły do jego wyraźnego wybicia niż akumulacji akcji tych firm. Praktycznie,
tylko PKN Orlen z największych spółek, mógł się pochwalić dużą ilością papierów
jakie zmieniły właściciela. Warunki zewnętrzne stwarzają możliwość kontynuacji
wzrostów, ale aby to był trwalszy ruch musi on zostać wsparty wyższym
obrotami.
PKN Orlen i KGHM mają szansę, przy lepszym klimacie inwestycyjnym
dla tego sektora, odrobić część strat poniesionych w ubiegłym roku. Na rynkach
towarowych widać wzmożoną aktywność kapitału, u którego poprawia się sentyment
do surowców i produktów żywnościowych, co przekłada się na wzrost wycen, a
to pociąga w górę ich producentów. Na pierwsze strony mediów ekonomicznych
ponownie przedzierają się informacje o konfliktach w rejonach wydobycia
„czarnego złota”, w Strefie Gazy, czy Nigerii, co powoduje automatyczne reakcje
na ropie naftowej. Taki stan przypomina ten z przełomu wiosny i lata ubiegłego
roku, gdzie wiadomość o uprowadzeniu kilku pracowników platformy wiertniczej
nagle stawała się pierwszoplanową informacją, a to sugerowałoby większą
aktywność kapitału na kontraktach surowcowych. Efektem takich działań była
kolejna zwyżka ropy naftowej na NYMEX i to o 5,3 proc. do blisko 49/bbl.
Wczorajsza przecena w Nowym Jorku nie wprowadza niepokoju do obozu optymistów. Można ją uznać za programową. Po kilku wzrostowych sesjach, zakończonych mocnym piątkowym akordem, taka reakcja inwestorów była do przewidzenia. Spadki można uznać za umiarkowane. Bykom wyraźnie pomagał, mniejszy od spodziewanych przez wielu analityków, spadek sprzedaży samochodów w USA w miesiącu grudniu. Tym razem Rod Lache z Deutsche Bank, który prognozował zmniejszenie się sprzedaży aż o 41 proc., okazał się zbyt dużym pesymistą. General Motors zanotował w grudniu spadek o 31 proc. mdm, a Ford o 32,4 proc. Pewnym zaskoczeniem jest to, że słabsze wyniki zanotowała Toyota, której sprzedaż poszła w dół o 36,7 proc. Równie źle powiodło się japońskim koncernom na rynku kanadyjskim, gdzie Toyota musiał przełknąć spadek o 35 proc., a Honda aż o 41 proc.
Tym razem w centrum uwagi na Wall Street nie znalazły się banki, czy
amerykańskie spółki paliwowe. Znacznym zainteresowaniem cieszyły się za to
papiery latynoskich firm notowanych na NYSE. Sporymi obrotami, przy wyraźnych
wzrostach wyróżniał się meksykański CEMEX oraz brazylijski Petroleo Brasileiro,
Companhia Vale do Rio Doce, czy Banco Bradasco. Amerykańscy inwestorzy
łaskawszym okiem patrzą na firmy z tego rejonu, po informacjach o odporności
gospodarek Ameryki Płd. na obecny kryzys.
Poniedziałkową sesję indeksy w
Nowym Jorku zakończyły łagodnymi spadkami. Nasdaq 100 zmalał o zaledwie
0,09 proc. Na technologicznej giełdzie dobrze zaprezentował się Apple Inc.,
któremu pomogła deklaracja Steve Jobs’a, że mimo choroby będzie pełnił
obowiązki MCE w firmie. Gorzej poradził sobie Dow Jones, spadając o 0,91 proc.
Prestiżowemu indeksowi zaciążył JP Morgan Chase i telekomunikacyjny gigant
Verizon Communications.
Lepiej od Wall Street poradziły sobie wczoraj giełdy postrzegane jako „surowcowe” w Sao Paulo i Toronto. Indeks Bovespa zwiększył swoją wartość 3,17 proc., kontynuując swój imponujący marsz na północ, a S&P/TSX wzrósł o 0,56 proc.